Ciekawość - cnota czy wada?

Na temat

Z ciekawością jest jak z władzą. Obie bywają nienasycone. We współczesnym świecie nie brak sprzeczności, a każda od nowa pobudza ciekawość. Ta zaś budzi ambiwalencję: cnota to czy wada? Zżera nas czy motywuje do przekraczania granic? Pozwala poznać świat czy skłania do wścibiania nosa w nie swoje sprawy? A może jedno i drugie…

Ernest Hilgard z Stanford University, jeden z najwybitniejszych psychologów XX wieku, wspominał o zachowaniu szczurów przenoszonych przez niego pojedynczo w zakrytym wiaderku z hodowli do laboratorium. Zwierzęta te nieprzerwanie tłukły się i obijały o ściany wiaderka. Zapytał więc opiekuna szczurów, dlaczego tak się dzieje, a ten bez wahania odpowiedział, że zwierzęta są ciekawe, gdzie w danym momencie się znajdują. Zaproponował Hilgardowi wywiercenie otworów w ścianie wiaderka pozwalających szczurom wyglądać na zewnątrz i orientować się w sytuacji. Odtąd szczury dały się przenosić bez kłopotów. Przez całą drogę – zamiast się awanturować – wyglądały przez wywiercone okienka. Aktywnie domagały się zaspokojenia ciekawości.
Kłopoty z powodu zakazu zaspokojenia ludzkiej ciekawości opisano w początkowych fragmentach biblijnej Księgi Mojżeszowej, w przypowieści o raju i o „drzewie poznania dobra i zła”. Ustanowiony przez Pana zakaz zjadania owoców z tego drzewa wystarczył, aby obudzić ciekawość Ewy i zachęcić ją do zjedzenia jabłka. Zaspokojenie ciekawości okazało się silniejszym motywem zachowania Ewy niż związane z tym ryzyko. Kuszący wąż wcale nie był do tego potrzebny.
Ciekawość to fenomen niejednoznaczny. Kiedy słyszymy o kimś, że to ciekawy człowiek, nie możemy być pewni, czy jest to ktoś, kto wzbudza ciekawość u innych (jest przedmiotem ciekawości), czy też jest obdarzony cechą ciekawości (jest podmiotem). Mało tego. Jedni powiadają, że ciekawość ich wprost zżera. Inni, że to pierwszy stopień do piekła. Jeszcze inni, że na ciekawość nie ma lekarstwa. A są i tacy, którzy powiedzą, że ciekawość nigdy się nie kończy.
Jednym ciekawość kojarzy się z odkrywaniem, innym zaś ze wścibstwem. Pierwsi uważają ciekawość za cnotę, drudzy za trudną do akceptacji wadę. Wszystko to pokazuje, że ciekawość z jakiegoś powodu budzi ambiwalencję. Dlaczego? 
Jest też ciekawość i są ciekawostki. Jest ciekawość zdrowa i ta niezdrowa. Czy mowa jest o tej samej ciekawości? A jeśli nie, to ile tych ciekawości napotkamy?

POLECAMY

Ciekawość jako odruch, czyli cóż to takiego?

W zamierzchłych czasach psychologii naukowej największą rolę ciekawości przypisywali behawioryści. Już w początkowej fazie badań nad warunkowaniem klasycznym Iwan Pietrowicz Pawłow z Cesarskiej Akademii Medyczno-Chirurgicznej w Petersburgu zauważył, że tak zwany bodziec obojętny, np. dzwonek, światło czy zapach, bynajmniej nie jest obojętny dla badanych zwierząt. Wywołuje każdorazowo odruchową reakcję orientacyjną, nazwaną przez Pawłowa „odruchem «cóż to takiego?»”. Burrhus F. Skinner z Harvard University wykorzystał ciekawość zwierząt i powszechną u nich potrzebę eksplorowania otoczenia jako przesłankę uczenia się sprawczego, instrumentalnego. Badane szczury przeszukujące otoczenie przypadkowo powodowały korzystne dla siebie konsekwencje, tzw. wzmocnienie, np. automat podawał im kulkę pokarmu czy łyk wody, wyłączał silne oświetlenie klatki, a wszystko to przyczyniało się do utrwalenia danego zachowania. Edward F. Thorndike z Columbia University przy okazji badań nad procesem uczenia się u kotów odkrył, że z przyjemnością rozwiązują one różnego rodzaju łamigłówki ruchowe związane z uruchamianiem zamków czy zapadek. Potrafią robić to długo, nawet jeśli nie przynosi to oczekiwanego rezultatu, czyli ucieczki z zamknięcia. Możliwość ucieczki była wprawdzie nagrodą podstawową, ale okazało się, że niemniej ważną nagrodą była sama możliwość bawienia się łamigłówkami.
A potem pojawili się prekursorzy rewolucji poznawczej w psychologii. Tu wspomnieć trzeba najpierw trzy nazwiska: Harry’ego F. Harlowa z University of Wisconsin-Madison, Roberta A. Butlera z University of Chicago i E. Daniela Berlyne’a z University of Toronto. Harlow, nawiązujący do badań przeprowadzonych przez Thorndike’a, wykazał, że małpy otwierały różne zasuwki czy zapadki dla samej przyjemności; nie otrzymywały żadnej dodatkowej nagrody. Otwierały, zamykały i otwierały je ponownie bez jakiejkolwiek zewnętrznej korzyści. Zachowania te nie miały żadnej funkcji pragmatycznej czy instrumentalnej. Butler w sposób spektakularny pokazał, że głodne (!) małpy, mając do wyboru otwarcie okienka, za którym stał koszyk z owocami, lub alternatywnie otwarcie okienka, za którym poruszała się głośna kolejka elektryczna, wybierały… to drugie okienko. Wolały zaspokoić ciekawość niż głód. Ciek...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy