Być w MENSA, czyli czar inteligencji

Psychologia i życie

Od lat zadaję studentom to samo pytanie: „Czy jest na sali ktoś, kto chciałby być mniej inteligentny, niż jest?”. Nie udało mi się spotkać takiej osoby. Na czym polega magia inteligencji? Czy jej posiadanie zapewnia sukces życiowy? Raczej wątpliwe. Na pewno zaś przyczynia się do nierówności.

Od wielu lat słyszę wypowiadane głośno marzenia, aby zostać członkiem MENSA. I od lat zastanawiam się, z jakiego powodu? Od lat zadaję w salach wykładowych to samo pytanie: „Czy jest tu ktoś, kto chciałby być mniej inteligentny, niż jest?”. Nie udało mi się spotkać takiej osoby. I znów zastanawiam się, dlaczego tak jest. Brak inteligencji lub jej niski poziom jest skrzętnie ukrywanym defektem. Tworzone są różne licytacje i rankingi, kto jest inteligentniejszy od kogo. Na rynku matrymonialnym kobiety poszukują inteligentnych mężczyzn (niestety, nie jest tak w przeciwnym kierunku). W wyszukiwarce Google znajdziemy więcej inteligentnych przedmiotów niż inteligentnych ludzi. Kto odpowie, dlaczego? 
Wygląda na to, że w tej inteligencji jest coś magicznego, jakiś rodzaj nobilitacji, z którym wiążą się – o czym często się mówi – rozliczne pożytki. Powtarza się aż do znudzenia, że inteligentni lepiej sobie radzą w życiu, dobrze zarabiają, mają wysoki status społeczny. Wtóruje temu niejeden zawodowy psycholog. Słowem – powiada się – im bardziej ktoś jest inteligentny, tym dalej zajdzie w życiu. W myśl tego poglądu inteligentni powinni być szczęśliwi. Brzmi to tak obiecująco, że chciałoby się być inteligentnym człowiekiem.
Choć wszyscy mamy na ustach słowo „inteligencja”, pojawia się wątpliwość, czy na pewno wiemy, czym ona jest. Rozterki na ten temat przeżywają nawet specjaliści od badań nad inteligencją. Dowodem tego jest słynne seminarium zorganizowane przez Roberta Sternberga z Cornell University – jednego z największych znawców tematu. Uczestniczyło w nim kilkudziesięciu najwybitniejszych badaczy z całego świata z zamiarem wypracowania jednej, powszechnie akceptowalnej definicji inteligencji. Zakończyło się niepowodzeniem, nie osiągnięto zgody w podstawowych kwestiach. Poszukiwanie wyjścia z impasu przynosiło rozwiązania humorystyczne (np. próba ustalenia definicji przez głosowanie większością głosu) jak i rozwiązania unikowe (np. koncepcje inteligencji wielorakich). Dziś słyszymy o przeróżnych inteligencjach – od emocjonalnej począwszy, na erotycznej skończywszy. Prawdę mówiąc, niezbyt daleko posunęliśmy się od tego badacza sprzed lat, który na pytanie, czym jest inteligencja, odpowiedział krótko: „Tym, co mierzą moje testy”. Nadal jedni powiadają, że inteligencja to po prostu dobra pamięć, inni, że jest to mądrość życiowa, jeszcze inni, że kreatywność, a niektórzy – jak wspomniany Robert Sternberg – że jest to kompozycja pamięci, kreatywności i mądrości życiowej. 
Zbawieniem okazały się całe baterie testów do mierzenia tak zwanej inteligencji psychometrycznej (mowa o legendarnym ilorazie inteligencji). Sytuacja jest dość paradoksalna, bo wprawdzie niezbyt dobrze wiemy, czym jest inteligencja, za to sądzimy, że potrafimy ją mierzyć (!), a w każdym razie porównywać ludzi pod pewnymi względami na wspólnych miarach. Skoro zaś mamy narzędzia pomiarowe, to mierzymy na prawo i na lewo – jednym dostarczając złudzeń, a innym rozczarowań.
Pojawia się pytanie, czy na podstawie ilorazu inteligencji można skutecznie przewidywać zachowania i położenie życiowe człowieka. Pierwotnie badania donosiły o tym, że inteligentniejsi zarabiają więcej lub mają lepszą pozycję zawodową, ale wystarczy sięgnąć do pomnikowego dzieła Jana Strelau Różnice indywidualne, żeby dowiedzieć się nie tylko tego, że owe przewidywania są dość słabe, a stają się wyraźnie słabsze wtedy, gdy w analizach wyeliminuje się czynnik wykształcenia....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Tylko w ten weekend kupisz prenumeratę 20% TANIEJ

Zobacz więcej

POLECAMY

Przypisy