Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

28 lipca 2016

Bądź wierny, nie idź...

0 428

Wierność nie jest defektem ani kurczowym trzymaniem się swoich poglądów. To nie kontrakt, lecz przymierze, w którym zamyka się wierność sobie, wierność drugiej osobie, wierność wspólnej więzi i temu, co nas przerasta. Wierność jest dla nas wyzwaniem, które warto w życiu podjąć, bo od stosunku do wierności będzie zależała jakość naszego życia.

Wiele wskazuje na to, że żyjemy w czasach, gdy kardynalną cnotą człowieka jest elastyczność, ponieważ gwarantuje ona adaptację do postmodernistycznej „płynnej” rzeczywistości, która jest ciągiem zmian i projektów. W takich warunkach „wierność” brzmi obco, obciachowo, niedorzecznie. Zaczyna kojarzyć się z przymusem i zniewoleniem, a nie z wyborem i ograniczeniem własnego narcyzmu. Pierwsze przykazanie człowieka ponowoczesnego brzmi: „masz być wierny sobie”, bo zmiana to rozwój, a nowe znaczy lepsze, choćby tylko na chwilę i tylko dla ciebie. Długotrwałe oznacza: „z defektem”; wierność staje się patologią. Człowiek wierny sobie żyje więc chwilą, spontanicznie, ale czy autentycznie? Zmienność nie jest dla człowieka stanem normalnym; czy jednak potrafimy przyjąć takie ograniczenie? W duchowej perspektywie życia jesteśmy zawsze i wciąż, i znów na początku, jak trafnie ujął to Grzegorz z Nyssy: „od początku do początku, początkami, które nie mają końca”. Wierność tej chwili, bycie świadomym „tu i teraz” nie jest monotonią ani ucieczką przed
pustką, jest akceptacją rzeczywistości...

Nie ma genu wierności
Prawdziwa wierność sobie to nie kurczowe trzymanie się swoich poglądów czy absolutyzowanie własnych doświadczeń, ale życie w zgodzie z sumieniem. W praktyce wier[-]ność często popada w konflikt z prawnymi roszczeniami albo bezprawnym poszerzaniem potrzeby wolności. Władze określają przedmiot przysięgi na wierność w zależności od własnego rozumienia wierności. Taka jednak przysięga może być wiążąca w sumieniu tylko wtedy, gdy człowiek w swoim sumieniu jest przekonany o słuszności tego, co przysięga. Moralna dojrzałość polega bowiem na przyjęciu odpowiedzialności wynikającej z osobistej wolności. Oznacza ona zdolność człowieka do samodzielnego kierowania własnym losem. Bez wierności sumieniu nie sposób dojść do takiej dojrzałości. Żyjemy w czasach, w których dwa fundamenty dotychczasowego porządku moralnego: tradycja i religia mają coraz mniejszy wpływ na reguły naszego postępowania; coraz trudniej przychodzi nam zrozumienie, dlaczego trzeba być wiernym wartościom i ludziom, gdy tyle nas to kosztuje.
W odróżnieniu od przywiązania, wierności nie mamy w genach. Wierność, podobnie jak miłość, nie jest uczuciem, jest postawą. Postawy kształtujemy, obserwując i ucząc się od innych. Do wierności dojrzewa się więc w trakcie rozwoju. Istnieją jednak dojrzałe i niedojrzałe postacie wierności. Czym innym jest wierność kochającej się rodziny, czym innym wierność rodziny dysfunkcyjnej, czy wręcz patologicznej. Wierności nie można więc postrzegać wyłącznie – ani przede wszystkim – przez pryzmat niezmienności. Prawem życia jest rozwój. Rozwijamy się, gdy czujemy się kochani, a rozwijając się zaczynamy rozumieć, co to znaczy być kochanym.
Jeśli Biblia przez wierność Boga rozumie bezwzględną niezawodność i prawdomówność Boga, który nigdy się nie zmienia (Ml 3,6; 1 Kor 1,9; 10,13; 1 Tes 5,24), to chodzi jej o podkreślenie, że ufność wierzącego człowieka w wierność Boga daje mu wobec nieprzewidywalności i zmienności życia świadomość, że jego życie, mimo przeciwstawnych doświadczeń, ma sens i cel. Taka wierność Boga pozwala także odkryć, że dzięki miłości stajemy się dobrzy nawet wtedy, gdy błądzimy.

Słowo sklejone z decyzją
Wierność człowieka polega na świadomej i stałej gotowości dotrzymywania udzielonych i wiążących obietnic. We wspólnocie wierność wiąże się z niezawodnością, prawdomównością i lojalnością obu stron. Obrazowo można powiedzieć, że wierność jest „moralnym klejem” naszych słów i decyzji. Taki jej sens zawiera formuła przysięgi małżeńskiej – zobowiązania podjętego na całe życie, by trwać we wzajemnej wierności. Rosnąca liczba rozwodów i zwiększające się przyzwolenie na nie oraz coraz powszechniejszy model związków partnerskich pokazują, że tradycyjny etos wierności uległ zmianie. Wciąż jednak tęsknimy za pewnością i absolutnym bezpieczeństwem, które ma ochronić naszą miłość. Paradoks ludzkiej egzystencji polega bowiem na tym, że nasze życie psychiczne i uczuciowe oscyluje między samotnością a poczuciem więzi. Kłopot w tym, że intymny związek z drugim człowiekiem stał się celem samym w sobie, a nasze wymagania w miłości stały się niezwykle wysokie, skoro ma ona nadać życiu sens. Jeśli udane życie uczuciowe traktuje się jako klucz do udanego życia, związek staje się wyjątkowo silnym źródłem niepokoju. Można ominąć niebezpieczeństwo związane z samotnością oraz pragnieniem więzi za pomocą sztuczek i fantazji. W ten sposób umowa małżeńska, która częstokroć zawierana jest nieświadomie wraz z oficjalną intercyzą, jest porozumieniem polegającym na udawaniu, że jest się ze sobą związanym już na zawsze i niezmiennie – porozumieniem, na mocy którego trzeba nieustannie trzymać dystans i starannie go pilnować, udając, że „wszystko jest w porządku” i „jakoś to będzie”.
Wierność nie jest w stanie poradzić sobie z takimi oczekiwaniami, ani z takim rozumieniem miłości; jednak w imię źle pojętych zasad, z moralnej cnoty może stać się trucizną służącą do oszukiwania siebie i drugiej osoby. Wierność może skleić to, co w nas niedojrzałe, chore i zamknąć to w formule, którą państwo bądź Kościół „pobłogosławi”. Myśląc o wierności, trzeba pamiętać, że nie jest ona monadą – bytem niepodzielnym i nieulegającym żadnym oddziaływaniom zewnętrznym. Istnieje wierność sobie, wierność drugiej osobie, wierność wspólnej relacji i wierność czemuś, co nas przekracza.

Oczekiwania i okoliczności
Wierność sobie wyraża się wzięciem za siebie odpowiedzialności, potraktowaniem swojego życia z powagą. To troska o kształtowanie siebie i wykorzystanie własnych darów i zdolności. W imię tej wierności nie możemy pozwalać, aby coś bądź ktoś nas niszczył czy zniewalał. Dzięki wierności sobie możemy dbać i troszczyć się o innych. Bez niej nie możemy być wierni innym, bo będzie to przymus albo patologiczne przywiązanie. Stajemy się wtedy ofiarą okoliczności i cudzych oczekiwań. Wierność jest cnotą relacyjną, ona pragnie strzec dobra drugiego człowieka. Wierność drugiej osobie pozwala jej wejść do naszego życia. Ta wierność od początku związana jest z ryzykiem, bo można zostać zranionym. Aby osiągnąć psychiczną pełnię, potrzebujemy pewności, że ktoś zna nie tylko nasze czyny, ale także nas samych – takich, jacy naprawdę jesteśmy. Indywidualne poznanie jest możliwe pomiędzy ludźmi, a nie wewnątrz każdego z osobna. Gdy w grę wchodzi romans, zazwyczaj powodem odejścia partnera nie jest sama zdrada, lecz to, jacy jesteśmy – świadomość tego jest trudna do zniesienia. „Miłość to dawanie czegoś, czego nie masz, komuś, kogo nie znasz” – mawiał francuski psychoanalityk Jacques Lacan. Wierność drugiej osobie pozwala nam zmierzyć się z jednym z najbardziej przejmujących paradoksów ludzkiej egzystencji, dzięki któremu uczymy się odróżniać autentyczną więź od zdegenerowanego romansu w służbie iluzorycznej rzeczywistości.
Wierność nam to odniesienie do naszego związku, naszego małżeństwa. Terapeuci zauważyli, że bardzo często pary o bogatym życiu seksualnym obawiają się małżeństwa. Ale to nie małżeństwo jako takie zabija pożądanie i osłabia intymność, lecz sposób, w jaki je realizujemy. Wierność nam oznacza uważność na siebie, na wzajemnie się znoszące w małżeństwie potrzebę pewności, stabilizacji i trwałości z potrzebą nowości, atrakcyjności, bycia pożądanym i podziwianym. Wierność czemuś, co nas przerasta chroni nasze relacje przed uczynieniem z siebie bożka do podziwiania albo oddawania kultu drugiej osobie. Życie jest...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy