Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

28 lipca 2016

Szczepionka na wierność

196

Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w okamgnieniu - śpiewa Adam Nowak. Prosta recepta, lecz trudno ją zastosować do tego, co się dzieje w związku. Co tak naprawdę obiecujemy partnerowi, ślubując mu wierność? Kiedy jesteśmy wierni? A na czym polega zdrada? O wierności w związku rozmawiają Zofia Milska-Wrzosińska, Andrzej Wiśniewski i Dorota Krzemionka.

DOROTA KRZEMIONKA: – W przysiędze małżeńskiej ślubujemy sobie miłość, uczciwość i wierność. Jeśli deklarujemy wierność – co tak naprawdę sobie obiecujemy?

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – W momencie składania tej deklaracji na ogół jesteśmy młodzi, nasza znajomość życia i siebie jest ograniczona, przy tym znajdujemy się w nietypowym stanie umysłu. Zakochanie zakłóca realistyczną percepcję partnera, sie[-]bie oraz tego, co się może w życiu zdarzyć. Wtedy wierzy się w to, co się ślubuje: będę ci wierny. I nie myślę, że będzie to wymagało ode mnie jakichkolwiek wyrzeczeń czy walki wewnętrznej, bo nie przychodzi mi do głowy, że mogłabym/mógłbym mieć ochotę na zdradę. Ty mi wystarczysz na zawsze.

POLECAMY

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Oczywiście, że jest to zafałszowanie, ale takie ładne. Idealizacja odgrywa ogromną rolę na początku związku. Dzięki niej wierzę, że od tej jednej osoby dostanę to wszystko, czego dotychczas nie dostałem w życiu, że ona odpowie na wszystkie moje potrzeby, że będzie o mnie dbała, będzie mnie kochała. Chcę jak najwięcej dla niej robić, gdyż wierzę, że tym samym mi odpłaci.

DOROTA KRZEMIONKA: – To jest dobry punkt startu w związku.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Nie wyobrażam sobie innego.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Pytanie, co my tak naprawdę obiecujemy, deklarując wierność, jak ją wewnętrznie rozumiemy, komu przypisujemy odpowiedzialność za spełnienie tej obietnicy. Czy ulegamy iluzji, że nigdy nie pojawi się pokusa? Że nie zainteresuje mnie już nikt oprócz męża, żony? Jeśli tak, to gdy okaże się, że ślub czy miłość nie jest szczepionką, nie chroni nas skutecznie przed tym, że inni ludzie wydadzą się atrakcyjni, możemy czuć złość do partnera – przez niego nie możemy dochować wierności, bo gdyby był taki interesujący jak na początku, to nikt inny by nam się nie spodobał. Pojawia się rozczarowanie – sobą, współmałżonkiem, związkiem, życiem – bo obiecywałam, szczerze chciałam, a tu ktoś inny jednak mnie pociąga...

DOROTA KRZEMIONKA: – Jak pisze Jeremi Przybora: „I poczułem, że chociaż pałam – to pałania przyczyna nowa, więc do tamtej w żalu i skrusze sam się zgłaszam smutny szalenie: bywaj zdrowa! Z inną już muszę”...

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Właśnie, ku swojemu zaskoczeniu, trzy lata po ślubie, na wyjeździe integracyjnym z firmy spodobam się koledze, on też zacznie mnie interesować, i co wtedy? Miało tak nie być, to pewnie wina męża, że czuję takie rzeczy do innego.Jeśli natomiast ślubuję wierność w sensie pewnego wyrzeczenia, to niezależnie od tego, czy będą pokusy, czy nie, potrafię jakoś sobie z tym poradzić.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Ten problem pojawia się nie tylko w parach. Często przychodzą do mnie księża, którzy ślubowali wierność Bogu. Oni też zakładają, że skoro związali się zaślubinami z Bogiem, nie będą odczuwali pożądania. A jednak okazuje się, że podobają im się kobiety i mają dylemat: czy to znaczy, że zdradzam? Wierność nie oznacza, że czegoś nie będę czuł, ale wybór. U jej podstaw leży większa świadomość, a nie pozbywanie się świadomości jakiegoś obszaru.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – O ile w taki wybór życiowy jak kapłaństwo wpisany jest celibat, to małżeństwo nie wymaga wyrzeczenia seksualnego, przeciwnie, tworzy przestrzeń, gdzie seks nie jest grzechem, jest dozwolony, dobry, nawet wskazany. A mimo to obietnica wierności nie zawsze jest dotrzymywana. Wiele wskazuje na to, że człowiek nie jest istotą monogamiczną.

DOROTA KRZEMIONKA: – Podobno tylko 1 procent wśród różnych gatunków zwierząt żyje w monogamii. A William James, jeden z ojców współczesnej psychologii, wymyślił rymowankę: „Higgamous hoggamous women are monogamous, hoggamous higgamous men are polygamous”, czyli sugerował, że kobiety są monogamiczne, a mężczyźni poligamiczni.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Niektórzy mężczyźni lubią tak myśleć, to im daje alibi dla nich samych i poczucie bezpieczeństwa w związku. Przez stulecia rzeczywiście mężczyźni mieli większe społeczne przyzwolenie na zdrady, kobiety mniejsze. Ale wierność u obu płci jest wytworem kultury, nie biologii, więc nie mamy gwarancji, że coś zostanie załatwione za nas. To nie działa jak geny.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Jeszcze w średniowieczu wierność była czymś, co źle świadczyło o gospodarzu. W chłopskich rodzinach we Francji wszyscy spali w jednym łóżku. Do rodziny należały nie tylko osoby związane więzami krwi, ale również te, które uprawiały ziemię. Gospodarz sypiał z kobietami, które należały do tak szeroko pojętej rodziny.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Z badań wynika, że monogamiczni możemy być cyklicznie, do odchowania dziecka, żeby miało troskę i opiekę. Za czasów jaskiniowych dziecko czteroletnie przechodziło pod opiekę plemienia, a para się rozwiązywała i tworzyła nowe związki. Kierując się wyłącznie biologią, czyli impulsami, moglibyśmy być wierni jednej osobie około dwóch lat. Potem zaczynają nas interesować inne osoby. On czy ona dostrzega, że dookoła jest dużo atrakcyjnych kobiet lub mężczyzn.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – I często idzie za tym impulsem. Niezwykle rzadko zdarza się, że wtedy on czy ona przychodzi do terapeuty i mówi: zaczynam się rozglądać za innymi partnerami i przychodzę, żeby temu przeciwdziałać. A to by oznaczało, że ta osoba myśli w sposób dojrzały. Odpowiedzialność i wierność to jest sfera wyboru. Większość ludzi myśli, że zdrada dokonuje się w jakimś porywie, opanowują nas uczucia i niosą. Przyszła do mnie para małżeńska i prosi: niech pan sprawi, żeby mąż mnie nie zdradzał, żebym nie zdradzał mojej żony. Mówię, że sprawa jest prosta: pan nie może chodzić do łóżka z innymi kobietami. Na co on zdziwiony: tylko tyle? Wtedy jego żona zaczęła kojarzyć, że to nie kwestia porywów, tylko że jej mąż ma możliwość wyboru.

DOROTA KRZEMIONKA: – Pamiętam słowa muzyka, który ma do czynienia z wieloma młodymi fankami. Dużo pokus. Ktoś spytał: „Czy to cię nie rusza?”. On na to: „Jak najbardziej rusza. Czuję to poruszenie i jak najszybciej wracam z nim do żony”. Można być wiernym. Komu przychodzi to trudniej?

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Tym, u których szwankuje poczucie wartości. To oni na wspomnianym wyjeździe integracyjnym zaczynają się rozglądać za innymi i nagle się okazuje, że istnieje ktoś, kto da im to wszystko, czego nie dostali od partnera. Prędzej czy później oczywiście się zawiodą, bo od poprawiania samooceny jest raczej psychoterapia niż związek. Ale przychodzi im wtedy taka myśl, że w ich związku nie jest do końca sprawiedliwie, że oni więcej w ten związek wkładają niż partner...

DOROTA KRZEMIONKA: – Typowy błąd atrybucji aktora-obserwatora, opisany w psychologii społecznej. Obie strony uważają, że to one dają więcej.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Dlatego ważne jest, żebyśmy potrafili w związku kłócić się i konfrontować, wtedy te pomysły się urealniają. Zawsze powtarzam, że małżonkowie muszą stawiać partnerom granice, żeby ich urealniać. Zwłaszcza kobiety powinny to robić, bo żyją w modelu nakazującym im poświęcanie się. Jeżeli kobieta nie stawia granic, nie zaczyna się cenić, to zostanie zdradzona. Podobnie jeśli mężczyzna nie jest indywidualnością, nie zaistnieje jako ktoś, kto ma swoje zdanie, to ona poszuka sobie kogoś innego. Czasami muszę pojechać na Mazury, nawet jeśli moja żona tego nie chce. Mówię: „Przepraszam cię, ale jadę”. Jeśli zaczynają się wtedy przetargi, że ty posprzątasz, a ja nie pojadę, to mamy do czynienia z dramatem dwojga nieszczęśliwych ludzi, którzy mają poczucie, że dla jakiegoś wspólnego dobra rezygnują z czegoś dla siebie ważnego. Uważam, że w związku najważniejsza jest umiejętność konstruktywnego konfrontowania się. Wtedy widzę, że mój partner jest indywidualnością, że jest niepowtarzalny i autonomiczny.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Wierność bywa trudna dla osób, które bardziej lub mniej świadomie myślą, że mają wewnętrzny defekt. I obawiają się, że jak ktoś je dobrze, tak do końca, pozna, to nie będzie chciał z nimi być. Są przekonane, że nie można ich kochać, choć można się nimi zafascynować. Trwają w związku pół roku, góra rok, bo przez ten czas partner nie zobaczy, jakie są „naprawdę”. Wolą zawczasu się wycofać i szukają kogoś nowego. Każdy z nas ma jakieś obszary wstydu, niepewności. W stabilnym związku godzimy się na to, że ktoś nas zobaczy bez makijażu, i uczymy się akceptować partnera z jego słabościami.

 

Polak niewierny

Wierność nie jest cnotą Polaków – 16 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn przyznaje się do zdrady. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że Polacy największą skłonność do zdrady przejawiają w sezonie urlopowym, choć 15 procent mężczyzn i 10 procent kobiet przyznaje się do romansu w miejscu pracy. Najczęściej zdrady dopuszczają się młode mężatki oraz mężczyźni w wieku 40–50 lat, przede wszystkim mieszkańcy dużych miast. Tymczasem badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield pokazują, że kobiety odczuwają największą satysfakcję seksualną dopiero wtedy, gdy znajdą stałych partnerów, z którymi tworzą związek dający poczucie bezpieczeństwa. Potwierdzają to badania dr. Michaela Milburna i dr Sheree Conrad z University of Massachusetts w Bostonie, autorów książki Inteligencja seksualna. Twierdzą oni, że w związku najważniejsza jest stabilność i wierność partnerowi. Oprac. ACh na podstawie: www.dziennik.pl, www.wiadomosci24.pl, www.wprost.pl

DOROTA KRZEMIONKA: – Pamiętam, jak w filmie „Buntownik bez powodu” mężczyzna z rozczuleniem wspomina swoją zmarłą żonę i to, że puszczała bąki.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Przychodzi czas, gdy idealizacja mija, patrzę na partnera bardziej realistycznie, no i okazuje się, że jest troszkę łysy, trochę nie taki.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Nie zrobił takiej kariery, jak się zapowiadało, gdy miał 20 lat. A ona nie chce z nami uprawiać narciarstwa pozatrasowego.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – I właśnie w tym momencie ważne jest to „tak”, które sobie powiedzieliśmy. Wiele par żyje teraz na luzie, mieszkają razem, mają dzieci, ale z pogardą mówią o papierku, czyli ślubie. Pomijając wartości sakramentalne, które są ważne dla osób wierzących, to ślub jest jednak istotnym rytuałem, gdy przy bliskich osobach mówię, że jesteś najważniejszą osobą i chcę z tobą być. Choć wiem, że kiedyś uczucia mogą się skończyć, to ten moment daje duże poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia wybranym.

DOROTA KRZEMIONKA: – Choć zostałam wybrana do tańca, pytanie, jak długo będzie on trwał? W tangu czy w paso doble jest tyle samo sił przyciągających co odpychających.

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI: – Ta metafora związku jako tańca pojawia się we współczesnej terapii rodzin. I chroni przed oskarżaniem tylko jednej ze stron. Taniec oznacza, że gdy ktoś robi krok do przodu, to ten drugi musi zrobić krok do tyłu. Jeden tancerz może prowadzić, inny może się poddać, mogą też ze sobą walczyć, ale biorą w tym udział oboje. Nie muszą znać kroków, ważne, by chcieli tańczyć. Nad związkiem trzeba pracować. Jak pisze Zygmunt Bauman, nikt nie jest urodzony na naszego partnera. Związek dostarcza tak wielu kryzysów, że po tygodniu mamy wystarczające powody, by się rozstać. Ważne jest, żebyśmy potrafili w sobie pomieścić te negatywne uczucia i powalczyć o siebie.

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Zgadzam się, że związek wymaga od nas determinacji, ale metafora związku jako zadania może odbierać mu trochę przyjemności. Mamy w życiu dość zadań i obowiązków. Jeżeli w taki sposób opisujemy małżeństwo, to czujemy się przytłoczeni kolejnym brzemieniem.

DOROTA KRZEMIONKA: – Tym bardziej że pojawiają się różne pokusy. Na czym polega wierność? Czym jest zdrada?

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA: – Każda para definiuje wierność po swojemu. Często sprowadza się ją do sfery seksu. Ale znam parę, w której żona akceptuje to, że jej mąż ma kontakty z prostytutkami. I nie czuje,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy