Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

20 listopada 2021

NR 11 (Listopad 2021)

Związki równoległe – czym nas kusi zdrada?

0 170

Czego niektórzy z nas szukają w związkach równoległych? Co może zmienić w naszym życiu pojawienie się jego lub jej – tak innych od męża czy żony? Dlaczego decydujemy się na taką relację, choć przecież zdajemy sobie sprawę z konsekwencji w postaci potępienia, rozpadu dotychczasowego związku, a może nawet utraty kontaktu z najbliższymi?

Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 10% Polek i Polaków żyje w tzw. związkach równoległych. Obejmują one wiele rodzajów relacji i kontaktów seksualnych, w tym romansów, przygodnego seksu, płatnych usług seksua­lnych, swingowania oraz długotrwałych związków romantycznych i/lub seksualnych. 
Zastanówmy się, co pcha ludzi do budowania równoległych relacji i jakie mają z tego korzyści? Często jako pierwsze nasuwa się nam przekonanie, że skoro ktoś ucieka się do „skoku w bok”, to widocznie czegoś mu w jego stałym związku brakuje. Często to prawda, dlatego w pierwszej kolejności przyjrzyjmy się problemom, które zwiększają ryzyko niewierności.

Katalog spraw pchających do zdrady

W każdej relacji zdarzają się nieporozumienia oraz różnice zdań, które prowadzą do spięć i konfliktów. Dzięki nim para ma szansę poznać się bliżej oraz wypracować wspólne rozwiązania. W niektórych związkach nie ma jednak miejsca na tego typu zachowania. Jedną z przyczyn jest lęk (przynajmniej jednego z partnerów) przed konfliktem oraz nieakceptacją złości. Na pierwszy rzut oka taki związek prezentuje się sielankowo – partnerzy we wszystkim zgadzają się ze sobą, a problemy rozwiązują na drodze pokojowej. Jednak po pewnym czasie taki symbiotyczny układ może okazać się „duszący” z powodu niemożności wyrażenia uczuć. Wtedy jedno z partnerów może zdecydować się na równoległą relację, która stanowi rodzaj buntu przeciwko martwocie podstawowego związku. 
Co ciekawe, w tego typu związkach odkrycie niewierności często przynosi ulgę. Dzięki niemu para ma szansę przebudować swoją relację, zajmując się fundamentalnymi problemami, które doprowadziły do romansu. W takiej sytuacji zakończenie związku lub zbyt szybkie przebaczenie będą raczej ucieczką od pracy nad poprawą relacji niż próbą jej naprawienia.

Strach przed bliskością 

Trudności zwiastujące równoległy związek, mogą być bardzo subtelne. Dobrze ilustruje to związek Mariusza i Joanny. Ich relacja to ciągłe walki. Na porządku dziennym są krytyka, pogarda, wzajemna niechęć i obwinianie. Oboje partnerzy prześcigają się w obmyślaniu coraz to nowszej „artylerii” skierowanej przeciwko drugiej połowie. 
Skutek tych walk był taki, że Mariusz nawiązał romans. W końcu dość łatwo usprawiedliwić równoległą relację, kiedy związek staje się toksyczny. Wciąż jednak nie wyjaśnia ona złożoności problemów partnerów, ukrytych pod grubą warstwą konfliktu. A co pod nią znajdziemy? Przede wszystkim pokłady bólu oraz strachu przed bliskością i zależnością, bo nieuchronnie kojarzą się one ze zranieniem i rozczarowaniem. Konflikt stanowi więc swego rodzaju bufor przed nadmierną bliskością, bowiem stwarza pomiędzy partnerami bezpieczny dystans, za sprawą którego zarówno bliskość, jak i dotkliwe zranienie nie są możliwe. 
W żadnej innej relacji człowiek nie jest tak wrażliwy i bezbronny, jak w relacji z ukochaną osobą. Kiedy jednak trzeba jeszcze dźwigać bagaż negatywnych doświadczeń z dzieciństwa, związanych z trudnymi relacjami z bliskimi, wówczas strach może stać się obezwładniający. A związek równoległy nie niesie ze sobą aż tak dużego ryzyka, ponieważ wzajemna zależność partnerów nie jest w nim aż tak znacząca, jak w małżeństwie. 
Jeśli partnerzy zdecydują się na terapię, to otrzymują szansę na przełamanie dzielącego ich muru konfliktu, na poznanie się na nowo oraz na uzdrowienie własnych emocjonalnych ran z przeszłości. Jeśli jednak nie dojdzie do zażegnania konfliktów, to wchodzenie w równoległe związki może stać się receptą na życie, w którym nie ma miejsca na bliskość. 

POLECAMY

Kocham, ale nie pożądam

Sue Johnson, uznana autorytet w psychoterapii par, za najbardziej satysfakcjonujący uznaje tzw. seks synchroniczny, który ma miejsce wtedy, kiedy spotykają się otwartość emocjonalna, czuły dotyk i pożądanie. Ten rodzaj seksualnego połączenia przynosi głębokie spełnienie oraz wiąże ze sobą partnerów. Możliwe wówczas staje się zintegrowanie czułości i intymności z pełnym ognia pożądaniem. 
Niestety, dla niektórych osób, szczególnie mężczyzn, połączenie miłości z pożądaniem w jednym związku jest niemożliwe, ponieważ pojawia się u nich rozszczepienie uczuć i seksualności. Budują równoległe związki, zaspokajając w formalnym związku potrzeby uczuciowe, a w nieformalnym potrzeby seksualne. Co prawda we wczesnej fazie relacji doświadczają intensywnego pożądania, ale wraz ze wzrostem zaangażowania uczuciowego tracą zainteresowanie seksem z powodu niemożności utrzymania seksualnego pobudzenia. Innymi słowy, im partner staje się bliższy emocjonalnie, tym słabsze jest pożądanie.
Piotr ożenił się już po raz trzeci, a z obecną żoną, Agnieszką, jest od 5 lat. Nie mają dzieci. Piotr poznał Agnieszkę, gdy był jeszcze z drugą żoną, ale dla Agnieszki się rozwiódł. Nie miał wątpliwości, że w końcu znalazł właściwą kobietę. Przez pierwsze miesiące znajomości ich życie erotyczne kwitło, gdyż oboje czuli silny pociąg seksualny. Niestety, po upływie roku w ich związku coś się zmieniło. Piotr stracił całkowicie zainteresowanie seksem z Agnieszką, choć wciąż uważał ją za bardzo atrakcyjną. Agnieszka była zdezorientowana i sfrustrowana takim obrotem spraw. Usprawiedliwiała sytuację silnym stresem związanym z pracą oraz lekami obniżającymi ciśnienie krwi. Nie miała pojęcia, z czym tak naprawdę zmagał się jej mąż. 
Aby to zrozumieć, musimy co nieco dowiedzieć się o przeszłości Piotra. Był najstarszym z trójki rodzeństwa. Jego ojciec często nadużywał alkoholu, po którym stawał się bardzo porywczy i agresywny. Matka była bierna i zalękniona. Piotr często stawał w obronie jej oraz młodszego rodzeństwa. Narażając się na przemoc ze strony ojca, stał się rodzinnym bohaterem, a tłumienie własnych uczuć ułatwiło mu branie na siebie odpowiedzialności za szczęście bliskich. Dlatego Piotr nie potrafi pożądać kobiety, z którą czuje silną więź emocjonalną. Na nieświadomym poziomie dochodzi u niego do zlania się figury matki i partnerki. Z tego powodu seks z partnerką wydaje się być niewłaściwy, zagrażający, a nawet brudny.
Ponadto poczucie odpowiedzialności za ukochaną osobę oraz zablokowanie własnych uczuć, szczególnie złości, nie pozwalają mu zrezygnować z kontroli, co jest niezbędne w doświadczaniu rozkoszy. Seks wymaga pewnego rodzaju energii, naturalnej dla emocji złości (która jednak nie ma nic wspólnego z agresją i przemocą). U mężczyzn obawiających się swojego gniewu, który podświadomie kojarzy się im z agresją ojca, dochodzi do odseparowania miłości (przywiązania) i pożądania (złości). Wówczas dobry, kochany i odpowiedzialny mężczyzna jest zarezerwowany dla stałej partnerki, a zły i bezwzględny dla kochanki. Jeśli kochanka jest seksualnie wyzwolona i pewna siebie, przestaje mężczyźnie kojarzyć się z bezradną matką i przytłoczoną żoną, a to z kolei zwalnia go z obowiązku opieki i brania odpowiedzialności. W takich warunkach mężczyzna na chwilę zapomina o kontroli, na co nie może sobie pozwolić przy kobiecie, którą kocha i szanuje. Niekiedy do rozczepienia miłości i sek...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy