Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

15 kwietnia 2020

NR 4 (Kwiecień 2020)

Zrozumieć, być, nie dopuścić

148

W Polsce każdego roku około stu nastolatków odbiera sobie życie. Dlaczego decydują się na ten ostateczny krok? Jak można temu zapobiec?

„Nadzieja zawsze była w moich żyłach / Wierzę, że odnajdę drogę, która łączy dwie / Moje wersje, które czasem pokrywają się”. Słucham słów starannie wplecionych w raperski utwór „Dwie wersje”. I trudno mi nie wierzyć ich autorce, 31-letniej Klaudii Lewandowskiej, gdy kilka dni później oznajmia mi: – Muzyka była moim ratunkiem przed wszelkimi problemami. Do dziś muzyka, pisanie tekstów i śpiew w zespole działają na mnie absolutnie terapeutycznie.

POLECAMY

Jako nastolatka Klaudia miała myśli samobójcze. Wpływała na to sytuacja w domu: chory psychicznie ojciec, którego się bała, niemożność rozmowy z mamą o uczuciach i problemach. – W pewnym sensie już jako siedmiolatka i później jako nastolatka musiałam być dorosłym dzieckiem. Po rozwodzie rodziców stałam się dla mamy partnerką, trochę terapeutką. Psychicznie nie byłam w stanie tego udźwignąć – opowiada. –

Dziś mam z nią dobry kontakt – dodaje.

Choć Klaudia była dobrą uczennicą, czuła się niedopasowana, w weekendy nie chciała wstawać z łóżka. Miała jednak szczęście: – Koleżanka zaproponowała mi spotkanie ze studentką psychologii, dzięki której trafiłam do Stowarzyszenia OPTA, oferującego bezpłatne konsultacje. Po jednej wizycie indywidualnej polecono mi grupę wsparcia. 

Gdy Klaudia opowiada o tej 20-osobowej grupie prowadzonej przez dwie doświadczone psycholożki, znów padają słowa „ratunek” i „koło ratunkowe”. – W takiej grupie wsparcia mówi się „od siebie”, szczerość i autentyczność są bardzo ważne. A to potem przekłada się na życie, umożliwia wyrażanie własnych emocji i szanowanie odczuć innych. Najbardziej pomogło mi zrozumienie, że inni mają podobne problemy.

Zobaczyłam, że nie jestem sama – mówi. Klaudia wspomina jedno z ćwiczeń. W grupach czteroosobowych uczestnicy mieli zapisać swoje wspólne cechy: – Na początku nie mieliśmy pojęcia, jak to zrobić, ale szybko zauważyliśmy, że można spisać całe strony. Takie ćwiczenia powinny być standardem w szkołach, na lekcjach wychowawczych, bo na nich powinno się otwarcie rozmawiać o emocjach.

Klaudia zaprzyjaźniła się z trzema uczestnikami. – I tak naprawdę to mnie uratowało – uważa. Dziś pracuje, choć jeszcze nie w wymarzonym zawodzie, jednocześnie pielęgnuje pasję śpiewania i komponowania.

Przeszła indywidualną terapię, za którą sama zapłaciła: – Przejście terapii to nie jest oświecenie lub jakieś cudowne uzdrowienie. Kończy się w momencie, gdy w trudnych sytuacjach zaczyna działać wewnętrzny terapeuta. Chodzi o to, żeby sobie radzić na co dzień.

Wołanie o pomoc

W 2018 roku w Polsce 92 osoby do 18. roku życia nie poradziły sobie i popełniły samobójstwo. Trudno powiedzieć, ile próbowało odebrać sobie życie. Część z nich trafia do szpitala. – To bardzo ważne, aby pomóc tym młodym ludziom przetrzymać czas, w którym nie mają władzy nad sobą. Osoby, które zdołają przetrwać kryzys suicydalny, często stwierdzają: „Dobrze, że mi się nie udało” – mówi Danuta Wieczorkiewicz. Jako psycholog i psychoterapeuta prowadzi warszawską Fundację Zobacz… JESTEM, która pomaga dzieciom i młodzieży w zmaganiu się z autoagresją, depresją i zachowaniami samobójczymi. Według niej dobre relacje rodzinne i społeczne nie oznaczają braku ryzyka samobójstwa: – Dzieci mające dobre relacje z bliskimi trafiają do grup, w których stają się ofiarami przemocy, a młodzież z tzw. dobrych domów także choruje na depresję.

Potwierdza to dramatyczna historia Merle Meier z Niemiec. Jej rodzice wsłuchiwali się, jak mogli, w to, co dzieje się z ich córką, a mimo to 20 lat temu Merle – wtedy nastolatka – w bolesny sposób zbliżyła się do śmierci. Podjęła próbę samobójczą i od tego czasu porusza się na wózku inwalidzkim z powodu porażenia poprzecznego. Do zamachu na własne życie popchnęła ją nasilająca się depresja. Jak wyjaśnia, była ona skutkiem toksycznego związku ze starszym chłopakiem. Przy wsparciu rodziców rozpoczęła leczenie w klinice psychiatrycznej. „Jednak depresja była uczuciem, jakby już nic we mnie nie było, żadnego dobra czy zła, żadnej woli, zero uczucia. Jakbym była martwa wewnętrznie – mimo że opakowanie, czyli ja, nadal żyło”, napisała w książce Mein Selbstmord ist mein Anfang (Moje samobójstwo to mój początek). Merle weszła na słup wysokiego napięcia i chwyciła za kable. Porażona prądem, spadła z wysokości dziesięciu metrów, ale przeżyła. – To było piekło, gdy dowiedziałam się, że na zawsze pozostanę niepełnosprawna – opowiada. – Dużo płakałam, dużo myślałam, jednak dzięki pomocy psychiatry oraz lekom już nie wpadłam w depresję.

Rodzice Merle nie byli w stanie zapobiec próbie samobójczej, mimo że bardzo zaangażowali się w leczenie depresji. – Rodzice zawsze dają z siebie wszystko, co mają, a gdyby mogli dać więcej, toby to zrobili. Moi poświęcili się dla mnie – mówi Merle.

Dziewczyna mozolnie wracała do życia, odzyskiwała je krok po kroku, uczyła się. A myśli samobójcze? Nie powróciły: – Pomyślałam sobie, że jeśli próba się nie powiodła, to może tak miało być?

Meier ukończyła studia, dziś pracuje jako terapeutka. Założyła rodzinę i, jak mówi, jest szczęśliwa. Po opublikowaniu książki zaczęli się do niej zgłaszać – i wciąż się zgłaszają – młodzi ludzie z myślami samobójczymi. – W większości jest to rozpaczliwe wołanie o pomoc – zauważa.

Brak rodziców

Dzieci – w Niemczech czy w Polsce – zbyt rzadko krzyczą o pomoc, nie zwierzają się rodzicom. – Nie uczymy ich, jak rozwiązywać problemy, za to uczymy ich dochodzenia do sukcesu, oczekujemy bezproblemowości. Takie życie kreują media, ale i rodzice, często w niezamierzony sposób – uważa Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS).

Jej zdaniem rodzice nie rozmawiają z dziećmi o problemach i zagrożeniach, bo chcą je w ten sposób chronić. Efekt? – Takie dzieci boją się pójść do rodziców, bo wydaje im się, że zostaną uznane za gorsze, niepasujące do wyidealizowanego obrazka uśmiechniętej, wolnej od problemów rodziny. Dorosłym wydaje się, że jeśli będą pokazywać dzieciom efekty swojej zaradności albo będą zaprzeczać temu, że czasem, jak każdy, mają kłopoty, to zbudują w nich poczucie własnej wartości. Niestety, tak nie jest – twierdzi Kicińska.

W 2018 roku FDDS wykonała ogólnopolskie badanie na reprezentatywnej próbie nastolatków w wieku 11–17 lat. 

7 procent badanych deklarowało, że podjęło próbę samobójczą – to blisko ćwierć miliona młodych Polaków. – Sytuacja jest katastrofalna. To kryzys wychowania, więzi, pomocy i jej dostępności – alarmuje Lucyna Kicińska.

W raporcie z badania „Przyczyny prób samobójczych u młodzieży w wieku 14–18 lat”, przeprowadzonego na grupie 100 młodych ludzi po przynajmniej jednej próbie samobójczej, Marta Makara-Studzińska napisała: „Dominującym czynnikiem, mającym najistotniejszy wpływ na podejmowanie przez młodzież prób samobójczych, okazuje się uczucie emocjonalnego odtrącenia przez rodziców”. Taką opinię wyraziła ponad połowa badanych. 

Tu ktoś ich wysłucha

Danuta Zarzeczna niemal straciła swoją, dziś 32-letnią, córkę, gdy ta była nastolatką. 59-letnia mieszkanka Włocławka była niegdyś tak homofobiczna, że Patrycja dopiero w wieku 19 lat odważyła się powiedz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy