Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

14 września 2016

Iluzje o sobie

0 663

Mamy naprawdę dobrą intuicję, jeśli chodzi o innych ludzi. Niestety - zwykle nie potrafimy zastosować tej wiedzy w odniesieniu do siebie. Jakim iluzjom na swój temat ulegamy?

Kto zna innych, posiadł mądrość. Kto poznał siebie, osiągnął oświecenie – przekonywał już przed wiekami Lao Tzu, chiński filozof. Choć wielu myślicieli, zarówno z kultury zachodniej, jak i wschodniej, zachęca, by podjąć wyzwanie „poznawania siebie”, nieliczni z nas osiągnęli na tej drodze sukces. Badania prowadzone od dwóch dekad na Cornell University pokazują, że choć ludzie posiedli mądrość, wciąż daleko im do oświecenia. Dość dobrze znamy ludzką naturę, mamy też niezłą intuicję społeczną. Wiemy, w jaki sposób zachowania społeczne są kształtowane przez ograniczenia, płynące zarówno z otoczenia, jak i z nas samych. Dlaczego więc tak trudno nam zrozumieć samych siebie?

Każdemu z nas przeszkadzają w tym iluzje na swój temat, a zwłaszcza „złudzenie wyjątkowości”. Choć dostrzegamy w zachowaniu innych psychologiczne prawa i zależności, w odniesieniu do siebie przyjmujemy postawę „mnie to nie dotyczy”. Łudzimy się, że nasze działania są przede wszystkim efektem wolnej woli czy chęci. A w ten sposób nie doceniamy znaczenia zewnętrznych wpływów czy rozpowszechnionych iluzji. Nawiązując do różnych obszarów psychologii, można powiedzieć, że na ogół jesteśmy lepszymi psychologami społecznymi niż badaczami Ja. Różnica między tym, co wiemy o sobie, a tym, co wiemy o innych, jest widoczna zwłaszcza przy przewidywaniach dotyczących przyszłości. Choć trudno w to uwierzyć, badania pokazują, że ludzie znacznie trafniej potrafią przewidzieć, co zrobią inni, niż to, jak sami postąpią.

Świętsi od papieża

Paradoksalną zasadę, zgodnie z którą lepiej rozumiemy innych niż siebie, chyba najlepiej ilustruje zjawisko „świętszych od papieża”. Powszechnie uważamy, że chętniej niż inni ludzie angażujemy się w zachowania społecznie pożądane. To zjawisko potwierdziły badania przeprowadzone przez prof. Davida Dunninga z Cornell University (autora tego artykułu) wraz z dr Emily Balcetis, psycholożką społeczną z New York University oraz prof. Nicholasem Epley’em z University of Chicago Booth School of Business. Uczestnicy próbowali przewidzieć, jak zachowają się w sytuacjach, które miały wymiar etyczny, obywatelski czy altruistyczny. Chodziło na przykład o przekazanie pieniędzy na cel charytatywny czy udział w nadchodzących wyborach. Następnie zapytano, jak postąpiliby w tych sytuacjach ich rówieśnicy. Większość badanych była przekonana, że oni sami postąpią lepiej niż inni.

Naukowcy postanowili sprawdzić, czy te optymistyczne prognozy potwierdzą się w praktyce. Teraz uczestnicy naprawdę musieli się zmierzyć z każdą z opisanych wcześniej sytuacji. Wyniki jasno pokazały, że ludzie mają zbyt dobre wyobrażenie o sobie, natomiast innych oceniają realistycznie. Przewidywania dotyczące ich samych były dużo mniej trafne, niż te odnoszące się do rówieśników. W jednym z badań sprawdzano, jak deklaracje przedwyborcze mają się do pójścia na wybory. Uczestniczyła w nim duża grupa studentów uprawnionych do głosowania w nadchodzących wyborach prezydenckich. Ponad 90 proc. z nich przewidywało, że pójdą na wybory. Następnie poproszono ich, aby oszacowali, czy ich koledzy będą głosować –uznali, że w nadchodzących wyborach zagłosuje tylko 67 proc. rówieśników. I mieli rację – po ogłoszeniu wyników głosowania okazało się, że wzięło w nim udział zaledwie 61 proc. studentów. Podobne wyniki uzyskiwano w kolejnych badaniach – wszystkie świadczyły o tym, że lepiej znamy innych niż siebie. Na przykład w badaniu dotyczącym dobroczynności aż 83 proc. studentów deklarowało, że kupią symboliczne żonkile w ramach corocznej akcji Amerykańskiego Towarzystwa Walki z Rakiem. Jednocześnie uważali, że podobnie postąpi zaledwie połowa ich rówieśników. Po zakończeniu akcji charytatywnej sprawdzono, jak faktycznie postąpili badani studenci. Okazało się, że mniej niż połowa z nich kupiła żonkile.

Zdradliwa zdroworozsądkowość?


Chwila, chwila, nie tak szybko – powiedzą sceptycy. Ludzie mogą zbyt optymistycznie oceniać to, jak postąpią, ale z pewnością wiedzą o sobie więcej niż o innych. Jeśli jednak spróbujemy sprawdzić to zdroworozsądkowe rozumowanie empirycznie, okaże się ono błędne. Uważne prześledzenie zależności pokazuje, że przewidywania innych ludzi co do naszych działań są co najmniej tak samo trafne, jak te dotyczące samych siebie. Niedawno naukowcy z Cornell University przeprowadzili badania dotyczące udziału w wyborach. Ich uczestnicy otrzymali tylko pięć skąpych informacji dotyczących poglądów danej osoby na nadchodzące wybory. Okazało się, że na tej podstawie byli w stanie przewidzieć, czy „poznawany” przez nich człowiek weźmie udział w głosowaniu, równie dobrze jak on sam. Podobne wyniki uzyskali także inni badacze. Choć trudno w to uwierzyć, wystarczy nam kilka informacji o danej osobie, by przewidzieć, jak się zachowa, czy zda egzamin, a nawet, jaki będzie jej wynik w testach inteligencji.

Co więcej, efekt ten jest silniejszy, jeśli jakieś zachowanie jest dla tej osoby znaczące, a to, czy ono wystąpi, starają się przewidzieć ludzie, którzy ją znają. W takiej sytuacji widać wyraźnie, że inni ludzie potrafią przewidzieć, jak zachowa się dana osoba, z większą trafnością niż ona sama – i w miłości, i w pracy. Badania przeprowadzone przez prof. Tarę K. MacDonald z Queen’s University oraz dr. Michaela Rossa z University of Alberta pokazują, że współlokatorzy i rodzice mogą określić, ile potrwa studencki romans, trafniej niż sami zakochani. Z kolei dr Donald Risucci z North Shore University Hospital stwierdził, że przełożeni i inni lekarze potrafią lepiej niż sami rezydenci przewidzieć rezultaty ich egzaminów końcowych.

Złudzenie wyjątkowości

Ludzie wykluczają samych siebie z trafnych psychologicznych założeń w stosunku do innych. Przyjmują postawę „mnie to nie dotyczy” wobec zasad, którymi rządzi się psychika ludzka. O sobie myślą jako wyjątkach, posiadających odmienną dynamikę psychologiczną. Tę tendencję określa się mianem „złudzenia wyjątkowości”.
Co jest zatem nie tak z naszym rozumieniem ludzkiej psychiki, że tak chętnie wykluczamy się spod jej prawideł? Na ogół przecież uważamy, że inni ludzie mają ograniczony wpływ na to, jak postępują. Widzimy, że na zachowanie każdego człowieka oddziałują wewnętrzne i zewnętrzne siły, które jednak pozostają poza jego kontrolą. Na przykład zapach świeżo upieczonych ciastek z czekoladą może złamać silną wolę niejednej osoby na diecie. A jednak zakładamy, że takie ograniczenia dotyczą tylko innych. Jeśli chodzi o nasze zachowanie, chętniej podkreślamy własną aktywność i siłę woli. Lubimy wierzyć, że podejmując działania, realizujemy po prostu swoje
aspiracje czy plany. Uważamy się za niezależnych sprawców, odpornych na czynniki, które – jak wierzymy – wpływają na działania innych ludzi.

Badania przeprowadzone cztery lat temu przez prof. Emily Pronin z Princeton University i dr. Matthew B. Kuglera z University of Chicago pokazały jeszcze inny aspekt złudzenia wyjątkowości. Ludzie uważają, że ich własna przyszłość jest bardziej otwarta i nieprzewidywalna, a o jej kształcie decydują ich zamiary i pragnienia – w znacznie większym stopniu niż w przypadku innych osób. Podobne wyniki uzyskali prof. David Dunning i doktorant Erik G. Helzer z Cornell University. Kiedy uczestnicy ich badania próbowali przewidzieć, jakie wyniki otrzymają na egzaminie, odwoływali się – w zbyt dużym stopniu, jak się okazało – do swojego poziomu aspiracji, a zatem wyniku, który chcieliby osiągnąć. Ale kiedy starali się przewidzieć wynik innej osoby, bazowali przede wszystkim – co okazało się słuszne – na jej osiągnięciach w przeszłości. W innym badaniu, przeprowadzonym przez dr Eleanor F. Williams z University of Florida i prof. Thomasa Gilovicha z Cornell University, poproszono studentów, aby przewidzieli swój potencjał – co są w stanie osiągnąć bądź jakimi ludźmi mogą się stać. Większość z nich uważała, że mają większe możliwości niż inni.

Mnie to nie dotyczy

I tak, koniec końców, iluzja wyjątkowości i zbyt optymistyczne przekonanie o tym, że jesteśmy jedynym reżyserem swoich działań sprawiają, że gdy chodzi o nas samych nie bierzemy pod uwagę roli kontekstu i sytuacji. A przecież zwykle zadziwiająco dobrze potrafimy określić, jak bardzo okoliczności wpływają na zachowanie innych....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy