Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 grudnia 2015

Paradoks zmiany

34

Paradoksalnie, żeby się zmienić, lepiej mieć poczucie, że dobrze jest tak, jak jest, i w zasadzie nic nie trzeba zmieniać. W przeciwnym razie bezwiednie będziemy sabotować swe działania, żeby udowodnić, że jesteśmy do niczego - Rafał Albiński.

Dorota Krzemionka: – Pomaga Pan w zmianie siebie. Jak mawiał Julio Cortazar, „Jedyną rzeczą niezmienną w człowieku jest jego chęć zmieniania”.
Rafał Albiński: – Wszyscy czasem chcemy się zmienić, z wyjątkiem może psychopatów. Oni nie doświadczają potrzeby zmiany. Czują się ze sobą świetnie.

Przeciwieństwem są neurotycy. Oni wszystko chcieliby w sobie zmienić.
– Tak przynajmniej mówią. To jest część ich osobowości. Rozdarci konfliktami, nie akceptują siebie, lecz tak naprawdę nie chcą zmiany, nie wierzą, że jest ona możliwa. Osobowość można zmienić, ale jest to ciężka praca, która trwa latami i wymaga silnej motywacji. Pytanie, czy na pewno tego chcemy, czy jesteśmy gotowi na koszty z tym związane. Powody takiej głębokiej przemiany muszą być poważne, a chęć do zmiany siebie naprawdę silna. Łatwiej jest zmieniać zachowanie, to możemy zmienić.

Co najczęściej chcą w sobie zmienić osoby, które się do Pana zgłaszają?
– Chcą stracić na wadze, lepiej zarządzać czasem i lepiej się porozumiewać, nawiązywać kontakty, być bardziej asertywni.

A co pozostaje w nas niezmienne?
– Najtrudniej zmienić cechy, które są uwarunkowane biologicznie, temperamentalno-osobowościowe, takie jak na przykład potrzeba stymulacji. Czasem lepiej ich nie ruszać, uznać, że tacy po prostu jesteśmy. Nie udawać kogoś innego. Weźmy na przykład wymiar ekstrawersji–introwersji. Introwertycy inaczej działają, na krótką metę potrafią wprawdzie zachowywać się jak ekstrawertycy, ale ponoszą duży koszt tego: czują zmęczenie i potrzebują na chwilę się schować w ciche miejsce. Susan
Cain w książce Ciszej proszę... pokazuje, jak docenić introwertyków. Ich zalety trudno dostrzec, ale jest to możliwe. Mają mniej liczne, ale głębsze relacje, postępują rozważniej. Jeśli jesteśmy introwertykami, nie ma sensu na siłę wtłaczać się w styl bycia ekstrawertyka. To się nie uda. Lepiej poznać swój styl bycia, jego mocne strony i dopasować do tego nasze życie. Wokół tego budujemy pracę, nawyki, życie. Trzeba znaleźć takie jądro siebie, które nie ulega zmianie.

Czy Pan przeprowadził jakąś zmianę siebie? Co to było?
– Cztery lata temu udało mi się sporo schudnąć, około dziesięciu kilogramów. Dużo biegałem, jadłem inaczej, generalnie mniej. Pozbyłem się zbędnych kilogramów naturalnie, bez perturbacji. Potem już mi się nie udało tego powtórzyć, choć próbowałem.

To ciekawe, dlaczego wtedy się udało, a potem nie?
– Myślę, że w moim przypadku, i w przypadku różnych zmian, jakie podejmujemy, najważniejsza jest motywacja. Po co to robimy.

A po co chciał Pan schudnąć?
– Wtedy, przed laty, chodziło mi głównie o zdrowie, żeby czuć się lepiej, swobodniej. Wierzyłem, że to do czegoś dobrego doprowadzi. Nie czułem przymusu, nikt mi tego nie nakazał, decyzja o zmianie w całości wychodziła ode mnie. Często problemem jest, że podejmujemy decyzje o zmianie, które nie do końca są nasze. Nie chodzi nawet o to, że ktoś nam coś każe, ale czujemy, że powinniśmy zrobić to czy tamto.

Powiniśmy, bo inni tak robią...
– Tak, bo to jest modnie, bo tak trzeba. Niby chcemy, ale ta motywacja nie do końca bierze się z nas, zaimportowaliśmy ją od kogoś – na przykład nieświadomie przejęliśmy jakieś wzorce kulturowe. Spośród tych, którzy „upadają” w próbie zmiany siebie, mało kto naprawdę czuje, że tego chce, bo to jest warte jego zachodu. Gdy czujemy, że „powinniśmy, musimy, bo jak tego nie zrobimy, to wypadniemy głupio”, wtedy włącza się autosabotaż i zmiana siebie nie wychodzi, wiara się rozsypuje. Pojawia się blokada i opór: „Nie chce mi się, nie będę biegał, starał się, po co”...

W jaki sposób można ustalić, jaka jest czyjaś motywacja do zmiany? Jak ją umocnić?
– Trzeba szukać powiązań z tożsamością. Pytanie, jaką osobą jestem? Czy taką, która zdrowo żyje? Jeśli mam taki obraz siebie, to z niego wynikają moje działania. Jestem pisarzem, więc codziennie piszę chociaż jedną stronę. Na przykład Stephen King stara się pisać dwa tysiące słów każdego dnia. Jestem biegaczem, bo biegam co dwa dni. Chodzi o to, żeby zamierzona zmiana siebie miała fundament w naszej osobowości. Żeby to nie było narzucone – „muszę to robić”, ale wynikało z tożsamości, z tego, że ja taki jestem. Jestem tym i tym, więc robię to i to, a efektem będzie zmiana. Ale skupiam się na procesie, nie na efekcie.

A jeśli ktoś przychodzi do Pana, bo chce być bardziej zorganizowany i panować nad czasem, ale ma wyobrażenie siebie jako osoby chaotycznej i robiącej wszystko na ostatnią chwilę?
– Sam fakt, że szuka pomocy, wskazuje, że ma ku temu powody. Pytanie, dlaczego chce się zmienić? Co mu z tego przyjdzie? Czy robi to dla rodziny, czy żeby mieć spokój. Powody mogą być różne.

Często szukamy pomocy, gdy coś nam nie wyszło, zawaliliśmy termin, ponieśliśmy porażkę i cierpimy, bo nie akceptujemy siebie. Wierzymy, że jeśli zmienimy się, to polubimy siebie. Czy to dobry punkt wyjścia do zmiany?
– Nie do końca. Do skutecznej zmiany potrzeba wstępnej akceptacji siebie. Jeśli na starcie nie lubimy siebie, to bezwiednie będziemy sabotować swe działania, żeby udowodnić sobie, że jesteśmy do niczego i nic nam nie wychodzi.
Paradoksalnie żeby się skutecznie zmienić, lepiej mieć poczucie, że dobrze jest tak, jak jest, i w zasadzie nic nie musimy zmieniać. Potrzebny jest początkowy kapitał szacunku dla samego siebie i pozytywnych emocji. Trudno zmienić znak emocji, startując od negatywnych. Energia wtedy szybko gaśnie, poddajemy się przy pierwszej przeszkodzie. Gdy wychodzimy od pozytywnych emocji, to dążymy do ich pomnożenia. Nawet gdy coś nam się nie udaje – nie poddajemy się, idziemy dalej. Czujemy, że możemy się zmienić, choć w zasadzie nie musimy.

Właśnie... „Muszę”, „powinnam” wyzwala inne emocje niż „chcę”.
– Dokładnie. Możemy być grubi, niezorganizowani, nieasertywni i szczęśliwi zarazem; mamy prawo wybrać. To my ostatecznie decydujemy, co jemy, czy ulegamy komuś albo zawalamy termin. To są nasze decyzje, musimy za nie wziąć odpowiedzialność.
Amerykański pisarz i mówca motywacyjny Zig Ziglar mawiał, że nigdy nie zjadł niczego przypadkiem. On decydował, co jadł i ile. Wybierał jedzenie, a zatem wybierał też swoją wagę. Takie podejście i przyjęcie odpowiedzialności sprawia, że przestajemy się czuć ofiarą losu, odzyskujemy kontrolę: „To ja mimo wszystko trzymam stery. Jestem większy niż powinienem, ale to jest mój wybór. On jest czasem nawykowy, ale to są moje nawyki i ja mogę je także zmienić”.

Wiele naszych zachowań związanych z jedzeniem, i nie tylko, jest nawykowych, automatycznych. Brian Wansink pokazał, że badani...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy