Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

3 lutego 2016

Tak się zmienię

60

Wokół psychoterapii narosło wiele mitów i nieporozumień. Niektórzy uznają ją za kaprys lub wyraz snobizmu. Dla innych jest oznaką słabości, bo przecież człowiek zawsze powinien radzić sobie sam.

Dorota Krzemionka: – Statystyki mówią, że typowym klientem psychoterapeuty jest ktoś z wyższym wykształceniem, mieszkający w dużym mieście, w wieku 30-40 lat. Dlaczego akurat taka osoba częściej trafia na terapię?
Lidia Grzesiuk: – Taka charakterystyka ma pewne uzasadnienie. Generalnie psychoterapię powinno się podejmować przed czterdziestym rokiem życia, ponieważ wtedy umysł jest bardziej plastyczny i łat[-]wiej może się zmienić. Wobec osób starszych można stosować raczej podtrzymujące formy oddziaływań. Wykształcenie też jest ważne, bo osoby z wyższym poziomem kultury psychologicznej wiedzą, że psychoterapia w ogóle istnieje. Osoby z niższym wykształceniem mogą nie odróżniać psychologa, psychoterapeuty od psychiatry. W trudnych sytuacjach skoncentrują się raczej na dolegliwościach cielesnych i będą szukać pomocy u lekarza internisty.

– Kiedy zwrócić się o pomoc do psychoterapeuty? Oto komuś nieoczekiwanie rozpada się kolejny związek i nie wie, dlaczego tak się dzieje. Ktoś inny traci ochotę na życie. Czy to jest powód, by iść na psychoterapię?
– Można podać dwa podstawowe kryteria. Pierwsze, to siła cierpienia. Pewną jego dawkę jesteśmy w stanie znieść, podobnie jak ból. Aż w końcu mówimy: „już nie mogę, dłużej nie wytrzymam”. Drugie kryterium, obiektywne, dotyczy tego, jak potrafimy sobie radzić z zadaniami życiowymi, z pełnionymi rolami społecznymi, na przykład studenta, matki, pracownika.

– Z jakimi objawami ludzie najczęściej zgłaszają się na psychoterapię?
– W naszym Akademickim Ośrodku Psychoterapii, który działa przy Katedrze Psychopatologii i Psychoterapii, najczęściej spotyka się osoby z objawami depresji i takie, które mają problemy lękowe, na przykład ataki paniki albo fobie. W ostatnich latach zmienia się obraz zaburzeń. Z klasyfikacji chorób znikają zaburzenia neurotyczne, a coraz częściej pojawiają się zaburzenia osobowości, którym towarzyszą problemy z poczuciem własnej tożsamości, z granicą między własnym „ja”, a tym, co do „ja” nie należy. Oczywiście, ta granica nie może być sztywna i nieprzepuszczalna. Jeśli od kilku osób usłyszałam, że zachowuję się jak małe dziecko w trudnych sytuacjach, to warto się temu przyjrzeć. Może trzeba dokonać jakiejś zmiany w sobie. Ale też ta granica musi istnieć. Bez niej inni ludzie mogą nami zawładnąć, jesteśmy wypełnieni ich – a nie własnymi – doświadczeniami i punktami widzenia.

– Słyszałam, że coraz częściej na terapię zgłaszają się osoby uzależnione od Sieci.
– Tak, coraz więcej ludzi poświęca swój czas i energię życiową na przykład na gry w komputerze. Potrafią to robić po kilkanaście godzin dziennie, nawet zarywając noce. Coraz więcej osób wykorzystuje Internet dla zaspokajania swoich potrzeb seksualnych. Rodzi to konflikty, bo pacjent ma znacznie większą satysfakcję seksualną z uprawiania seksu z wirtualną postacią niż z własną żoną. Zgłasza się na terapię z pytaniem, co zrobić, żeby jego żona już nie chciała mieć seksu z nim.

– Zdarza się, że pacjent zgłasza się na terapię nie „ze sobą”, lecz tak naprawdę chce zmienić kogoś z otoczenia?
– Tak. Niekiedy pacjent oczekuje, że psychoterapeuta pomoże mu zmienić żonę, sąsiadów lub szefa. Gdy brałam udział w audycjach radiowych dotyczących psychoterapii, dzwoniła na przykład teściowa i mówiła: „Mój syn byłby szczęśliwym człowiekiem i miałby lepsze życie, gdyby nie jego straszna żona, która powinna udać się na psychoterapię”. Oczywiście, takie oczekiwania są nieuzasadnione. Celem psychoterapii jest zmiana osoby, która w niej uczestniczy. Ale zmieniając ją może sprawić, że będzie sobie lepiej radzić z ludźmi w otoczeniu. Na przykład może pomóc matce w tym, jak ma postępować z córką, która ją szantażuje: grozi samobójstwem, jeśli nie dostanie pieniędzy. Psychoterapeuta nie jest też pracownikiem socjalnym, nie pomaga pacjentowi w realnych trudnościach. Bywają osoby, którym po prostu trzeba pomóc w życiu. Pamiętam szesnastoletnią dziewczynę po próbie samobójczej. Jak się okazało, jej czyn był wzywaniem pomocy, reakcją na nieprawdopodobnie trudną sytuację życiową: ojciec siedział w więzieniu, matka była prostytutką, przyjmowała klientów w domu. Dziewczyna i jej młodszy brat byli tego świadkami. Kiedy klienci mamy zaczęli się interesować dziewczyną, nie mogła już tego znieść. Tacy ludzie potrzebują pomocy, a nie psychoterapii, nie w pierwszej kolejności.

– Psychoterapia nie jest po to, by zmienić otoczenie pacjenta. Czym jeszcze nie jest?
– Nie przypomina relacji z lekarzem. Niektóre osoby przychodzą z oczekiwaniem, że podobnie jak lekarz po krótkiej rozmowie z pacjentem przepisuje leki, tak terapeuta przepisze zalecenia. Badania pokazują, że większość klientów gabinetów psychoterapeutycznych spodziewa się, że terapia potrwa najwyżej do dziesięciu spotkań, nie więcej. Pacjenci nie mają czasu na długie terapie. Od psychoterapeuty oczekują rady, konkretnej wskazówki.

– A psychoterapeuta z zasady nie udziela rad, nie daje rekomendacji, jak żyć...
– Powiem mocniej: nie ma prawa wskazywać pacjentowi, co jest wartościowe i ku czemu powinien on dążyć. Niektórzy psychoterapeuci skłonni są ingerować w wybory pacjenta, podczas gdy w kodeksie etycznym psychologa jest zapisane, że mamy obowiązek szanować decyzje, wybory i system wartości pacjenta. Spotykałam się z małżonkami będącymi na skraju rozwodu. Nie miałam pojęcia, czy mają się rozwieść, czy nie. Pomyślałam sobie: „Na szczęście to nie ja mam mieć pomysł na ich życie. Natomiast muszę im pomóc, żeby sami rozeznali się w sytuacji i podjęli stosowną dla nich decyzję. I ponosili jej konsekwencje”. Znam terapeutę rodzinnego, który uważa, że jego rolą jest dążenie do tego, żeby scalać rozpadające się związki. Ale mówi o tym na początku i daje pacjentom możliwość wyboru, czy chcą pracować nad integracją związku, czy wolą iść do innego terapeuty. Psychoterapia nie jest też religią, a terapeuta nie powinien wchodzić w rolę przywódcy duchowego i mówić pacjentom, na przykład, w ilu i jakich bogów powinni wierzyć.
Terapeuta powinien zachowywać taki sam dystans wobec „id” – czyli ludzkich popędów, wobec „superego” – czyli nakazów moralnych, którymi się kierujemy, jak i wobec „ego” – które uwzględnia realizm. Wszystko to jest potrzebne i terapeuta ma pokazać człowiekowi, jak każda z tych instancji przejawiała się w różnych jego przeżyciach i dotychczasowych zachowaniach, i skąd się brały jego wybory. A potem powinien przyjąć, że skoro pacjent jest w miarę świadom tego, co ważne w jego funkcjonowaniu, to powinien sam dokonać wyboru.

POLECAMY


– Niektórzy decydują się na psychoterapię nie z powodu cierpienia, ale by lepiej sobie radzić i uczynić swoje życie bardziej szczęśliwym. Czy terapia jest ku temu środkiem?
– Zaciera się granica pomiędzy psychoterapią a czymś, co określamy jako trening terapeutyczny, tak zwany coaching. Jest on przeznaczony dla osób, które niekoniecznie mają problemy emocjonalne. Służy rozwojowi czy samorozwojowi i nie jest klasyczną terapią.

– Czym zatem jest psychoterapia?
– Definiuje się ją nie przez skutki, ale poprzez środki, za pomocą których wpływamy na człowieka. Nie zdawałam sobie sprawy, jak to jest ważne, dopóki pewne wydawnictwo nie dało mi do zrecenzowania książki, której angielski tytuł brzmiał The handbook of psychotherapy, czyli podręcznik psychoterapii. Był to raczej słownik, bo hasła były ułożone alfabetycznie. A pierwszym hasłem było „aikido”. Dalej była też wymieniona lobotomia, czyli usuwanie pewnej części płatów czołowych, oraz farmakoterapia. Dlatego podkreślam, że psychoterapia jest oddziaływaniem poprzez środki psychologiczne.

– Na czym polegają te oddziaływania?
– Istotnym czynnikiem są relacje między pacjentem a terapeutą. Terapeuta staje się kimś ważnym dla pacjenta. Niekiedy pacjent identyfikuje go ze znaczącymi osobami ze swojego życia, zwłaszcza z dzieciństwa. Terapeuta zaś, obserwując reakcje pacjenta oraz własne reakcje na niego, może osiągać zrozumienie tego, co się z pacjentem dzieje. I używa różnych technik terapeutycznych, by doprowadzić do zmiany u pacjenta.

– Jakich technik?
– To zależy od szkoły terapeutycznej. W psychoanalizie często stosowaną techniką jest interpretacja, czyli pokazywanie pacjentowi tego, czego on sam sobie nie uświadamia. Terapeuta widząc, jak pacjent reaguje na niego lub na innych członków grupy, odkrywa na przykład mechanizmy obronne, jakie pacjent stosuje lub rzeczywiste motywy jego postępowania. Innymi słowy, dostrzega związek między tym, czego pacjent doświadcza obecnie i jego objawami a doświadczeniami z przeszłości i sposobami radzenia sobie z nimi. Zdaniem terapeutów humanistycznych, interpretacje mogą sprawiać, że pacjent przejmuje od terapeuty jego perspektywę i przekonania. Stosują więc mniej dyrektywne sposoby prowadzenia rozmowy z pacjentem. Na przykład posługują się klaryfikacją, czyli pomagają pacjentowi dostrzec i nazwać te uczucia, które się w nim aktualnie pojawiają. Takie, z których pacjent nie w pełni zdaje sobie sprawę, ale nie jest ich całkiem nieświadomy.

– Czy forma psychoterapii powinna być dostosowana do problemów pacjenta?
– Badania pokazują, że generalnie żadna ze szkół psychoterapeutycznych nie jest bardziej efektywna niż pozostałe. Moim zdaniem, można przy użyciu jednej metody pracy poradzić sobie z różnymi problemami pacjenta. Aczkolwiek pewne techniki pracy są skuteczne wobec specyficznych zaburzeń, na przykład wobec osób depresyjnych dobre efekty przynosi terapia ucząca jak, zmieniając interpretację zdarzeń, można zmieniać własne emocje.

– Co tak naprawdę leczy w psychoterapii? Jakie czynniki tu działają?
– Wyróżnia się czynniki specyficzne i niespecyficzne. Te pierwsze, to specyficzne dla danej szkoły techniki, np. psychoanaliza posługuje się głównie interpretacją. Czynnikami niespecyficznymi są cechy pacjenta, cechy terapeuty i relacje między nimi. Im mniej głębokie pacjent ma problemy, tym łatwiej można go wyleczyć. Ważne jest doświadczenie terapeuty. Okazuje się ono istotne zwłaszcza wtedy, gdy pacjent ma poważne problemy, bo jeśli są one mniej głębokie, to pomoże mu także mało doświadczony terapeuta.

– Dla powodzenia terapii ważna jest motywacja, by pacjent sam chciał się zmienić...
– Tak, to decyduje o skutkach psychoterapii. Czasem, zwłaszcza na początku, ta motywacja bywa słaba. Na przykład pacjent przychodzi, bo ktoś go wysłał do psychoterapeuty. Niektórzy terapeuci w takim przypadku nie rozpoczynają pracy z pacjentem. Dla innych, na przykład psychoanalityków, ważniejsze jest to, czego pacjent nie mówi niż to, co mówi. Mówi, że terapii domagała się żona. Ale skoro pacjent przyszedł na terapię, to nawet jeśli nie mówi, że chce pewnej zmiany, to zapewne oprócz oporu ma motywację, by się zmienić.
Dobrze, gdy pacjent jest nastawiony na pracę, a nie na to, aby się oddać w ręce terapeuty jak bezbronne dziec[-]ko, które terapeuta ma karmić emocjonalnie, podtrzymywać na duchu, mówić, jak powinno żyć. Warto, by pacjent miał wyobrażenie o tym, co może być pozytywnym skutkiem psychoterapii. Okazuje się, że jest duża korelacja między tym, czego człowiek oczekuje po psychoterapii a tym, co naprawdę uzyskuje. Jeśli oczekuje, że nie będzie miał dolegliwości chorobowych – to nie ma, jeśli spodziewa się, że będzie lepiej o sobie myślał – to tak będzie.

– Czyli jeżeli lepiej sobie razem z terapeutą dookreślę, do czego zmierzam, to jest większa szansa, że to osiągnę.
– Tak, pod warunkiem, że mam pozytywne oczekiwania dotyczące skutku. Czyli że chodzi mi o coś więcej niż tylko usunięcie objawów. Niektóre szkoły, na przykład NLP, wręcz domagają się od pacjenta, by określił nie tylko to, czego chce się pozbyć, ale też co pozytywnego chce mieć w zamian. W terapii – na przykład krótkoterminowej – zadaje się pacjentom pytanie: Jeśli nie chcesz umierać ze strachu idąc na egzamin, to co chcesz czuć w zamian: spokój, mobilizację, poczucie bycia kimś wartościowym? Kiedy przed laty rzucałam palenie papierosów, to musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie, czym ma się zajmować moja podświadomość, co ona ma takiego dobrego 20 razy dziennie dla mnie zrobić, zamiast przypominać o paleniu?
Czasem ludzie nie rozumieją powodów, dla których zgłaszają się do psychoterapeuty. Pacjent mówi, że jest szczęśliwy, rodzice go kochają, tylko miewa ataki serca, którym towarzyszy ogromny lęk. Nie wie, po co ma opowiadać o swoim życiu, skoro choruje na serce. Oczywiście, terapeuta nie przekonuje pacjenta, że muszą być pewne przyczyny jego lęków, tylko ma otwarte uszy na to, co pacjent mówi. Po balu sylwestrowym pacjent przyszedł poruszony, bo po raz pierwszy połączył atak serca z pewną sytuacją. Wszedł na salę balową, zobaczył obcą dziewczynę, z którą m...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy