Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

26 listopada 2015

Źli z bólu

0 721

Wszyscy regularnie doświadczamy odrzucenia czy braku akceptacji ze strony innych ludzi. To zrozumiałe, że takie doświadczenie wywołuje złość, ale w żadnym razie nie może być przepustką do stosowania przemocy. Każdy człowiek ma obowiązek pracować nad kontrolą swoich agresywnych odruchów - mówi Joachim Bauer.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: – Jedną z najgłośniejszych Pana książek jest Granica bólu. Z jakiej perspektywy patrzy Pan na ból? I o jaką granicę chodzi?
JOACHIM BAUER: – W tej książce analizuję źródła agresji, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Jedną z najbardziej nieuchronnych przyczyn agresji jest doświadczanie bólu fizycznego. Przekroczenie pewnej granicy odporności człowieka na ból fizyczny z reguły prowadzi do pojawienia się zachowań agresywnych. Przełomem w badaniach nad ludzką agresją było odkrycie dokonane przez neurobiologów. Wykazali oni, że aktywacja obszarów mózgu odpowiedzialnych za odczuwanie bólu następuje także wtedy, gdy doznajemy wykluczenia społecznego, kiedy czujemy się odrzuceni albo jesteśmy poniżani. Dzięki temu odkryciu możemy zrozumieć, dlaczego ludzie stają się agresywni także w sytuacjach, w których nie doświadczają bólu fizycznego.

Zatem nieprzychylne spojrzenie drugiego człowieka, a tym bardziej gesty i czyny, których konsekwencją jest wykluczenie innych, bolą w dosłownym tego słowa znaczeniu?
– Tak. Zresztą ten mechanizm ma również ewolucyjne uzasadnienie. Nasi praprzodkowie od milionów lat żyli w społecznościach i wykluczenie z grupy oznaczało dla danego osobnika pewną śmierć. Dlatego jest to zupełnie oczywiste, że obszary mózgu odpowiedzialne za odczuwanie bólu reagują na ostracyzm i odrzucenie przez innych z taką samą intensywnością, jak na przemoc fizyczną.

Jakie znaczenie ma nasza interpretacja konkretnej sytuacji – a więc to, jak oceniamy przeciwnika czy osobę, która nas wyklucza, motywy jej zachowania, powody złego traktowania przez nią?
– Te aspekty naturalnie odgrywają bardzo ważną rolę. Dzięki korze przedczołowej potrafimy dosyć precyzyjnie ocenić intencje i motywy działania drugiego człowieka. W zależności od wyniku takiej oceny możemy zareagować mniej lub bardziej intensywną agresją, albo powstrzymamy się od niej. Im większe prawdopodobieństwo, że nasze agresywne zachowanie mogłoby wpłynąć negatywnie na stosunki z innymi, tym więcej wysiłku włożymy w pokojowe rozwiązanie problemu.

Ale czy ból spowodowany wykluczeniem zawsze prowadzi do agresji?
– Niekoniecznie. Z neurobiologicznego punktu widzenia agresja jest efektem działania systemu pierwotnych instynktów, produktem aktywności ewolucyjnie najstarszych części mózgu, czyli jego pnia oraz obszarów odpowiedzialnych za odczuwanie strachu i stresu. Aktywność tych obszarów jest ukierunkowana od dołu w górę – to tzw. kontrola bottom-up – w stronę płatów czołowych mózgu. W korze zachodzi proces ogólnej oceny konstelacji społecznej i uruchomienia mechanizmu kontroli top-down, ukierunkowanego z góry w dół, a tym samym możliwe jest stłumienie bodźców pochodzących z dołu, czyli np. agresji. Jeśli własne potencjalne zachowanie agresywne zostanie ocenione w płacie czołowym jako mało skuteczne lub niekorzystne, bo na przykład przeciwnik jest silniejszy, to dojdzie do zablokowania bodźców oddolnych. Jednak zbyt częste tłumienie tych pierwotnych odruchów może doprowadzić do tego, że z czasem w miejsce agresji pojawi się depresja.

W Granicy bólu analizuje Pan przyczyny agresji indywidualnej i globalnej. Sądzi Pan, że neurobiologia może wypowiadać się na tematy, którymi dotąd zajmowały się psychologia, socjologia, kryminologia i polemologia?
– Myślę, że dzisiaj już tak. Wyniki badań współczesnej neurobiologii korespondują z rozpoznaniami z obszarów psychologii czy kryminologii, z których wynika, że ryzyko zachowań agresywnych wzrasta wraz ze stopniem wykluczenia społecznego. Nie oznacza to jednak, że to odkrycie zwalnia przestępców od odpowiedzialności za popełnione czyny. Wszyscy regularnie doświadczamy odrzucenia czy braku akceptacji ze strony innych ludzi. To zrozumiałe, że takie doświadczenie wywołuje złość, ale w żadnym razie nie może być przepustką do stosowania przemocy. Każdy człowiek ma obowiązek pracować nad kontrolą swoich agresywnych odruchów – bez względu na to, jak bardzo uzasadnione by one były. Ewolucja wyposażyła nas w tym celu w odpowiednie narzędzie – w postaci płatów czołowych mózgu.

Dlaczego postuluje Pan, by zdjąć z agresji otoczkę tajemnicy, nie traktować jej w kategoriach czegoś... mistycznego?
– Agresja jest czysto neurobiologicznym fenomenem i nie ma w sobie nic z mistyki. Zygmunt Freud, któremu zawdzięczamy wiele rozpoznań psychologicznych, mylił się w swojej ocenie agresji. To on stworzył wokół niej tę „tajemniczą otoczkę”. Uznał, że agresja jest jednym z ludzkich popędów i tym samym uczynił ją swego rodzaju mistyczną siłą. Teoria Freuda jest błędna. Agresja – podobnie jak strach – to neurobiologiczny program uaktywniany zawsze wtedy, gdy pojawia się poczucie zagrożenia. Mówił o tym już Karol Darwin, u którego próżno by szukać pojęcia „popęd agresji”. Za najsilniejszy z ludzkich popędów Darwin uznał naszą skłonność do zachowań społecznych.

Czym różni się ludzka agresja od form zachowań agresywnych, które obserwujemy u zwierząt?
– W przypadku zwierząt trzeba odróżnić czystą agresję od instynktu łowczego. Konrad Lorenz, twórca etologii i laureat Nagrody Nobla, wyraźnie podkreślał, że drapieżnik polujący na swoją ofiarę nie robi tego w odruchu agresji. Agresja występująca u ssaków żyjących w grupach oparta jest na podobnych zasadach jak ta, która występuje u ludzi – jej źródłami są ból fizyczny, wykluczenie i poczucie upokorzenia. W równym stopniu przyczyną agresji może być brak dostępu do najważniejszych życiowych zasobów – pożywienia i poczucia bezpieczeństwa.

Niektórzy przedstawiciele socjobiologii, psychologii i biologii ewolucyjnej, na czele z Richardem Dawkinsem, mówią o „egoistycznej naturze genów”. Inni używają określenia „zasada korzyści własnej” i twierdzą, że istoty żywe – a więc my również – to biologiczne wehikuły, wykorzystywane przez geny do zapewnienia własnego przetrwania. To trafne
porównanie?
– W żadnym wypadku! Geny nie są egoistyczne. To molekularne komunikatory, nastawione w pierwszej linii na kooperację. Są czymś w rodzaju bio[-]logicznej klawiatury, na której żywy organizm wygrywa własną muzykę. Pojedynczy gen sam nie jest w stanie wiele zdziałać – aby się uaktywnić, potrzebuje szeregu molekuł pomocniczych. Geny z jednej strony sterują przebiegiem wielu procesów w organizmie, z drugiej – same podlegają oddziaływaniu różnych czynników. Wszystkie bodźce zewnętrzne – przyjmowany pokarm, rodzaj promieniowania czy też nasze kontakty społeczne – prowadzą do aktywacji lub dezaktywacji licznych sekwencji genów. Życie na naszej planecie przez długi czas było oparte przede wszystkim na zasadzie kooperacji. Konkurencja i walka o przetrwanie pojawiły się dopiero wtedy, gdy na skutek ograniczonych zasobów istoty żywe musiały walczyć o przetrwanie. W skali ewolucji nastąpiło to stosunkowo późno, bo dopiero około 500 milionów lat temu. Naszego ewolucyjnego rozwoju nie zawdzięczamy więc wzajemnemu zwalczaniu się. Receptą na sukces gatunku Homo sapiens była nasza wyjątkowa zdolność do kooperacji.

Czy mechanizm agresji może pomóc w rozbudzeniu i podtrzymaniu motywacji? Czy agresja wiąże się w jakikolwiek sposób z motywacją?
– Agresja w żadnym razie nie przyczynia się do zwiększenia motywacji, jest raczej źródłem lęku i sama przyczynia się do nakręcania spirali agresji. Pod względem neurobiologicznym agresja i motywacja to dwa zupełnie odmienne fenomeny. Za motywację odpowiadają zresztą całkiem inne obszary mózgu niż te, które aktywują się podczas reakcji agresywnej. Najsilniejsze źródła motywacji, jak zauważył już Darwin, to pragnienie przynależności do grupy i potrzeba uznania. Niezaspokojenie tych elementarnych potrzeb skutkuje zwiększeniem gotowości do zachowań agresywnych. Jeśli widzę, że konkretne osoby mają zamiar wykluczyć mnie z grupy, na przykład rozpowiadając o mnie plotki, to wydaje się zupełnie zrozumiałe, że zaczyna we mnie narastać złość i dlatego zdobędę się na odwagę, by podjąć takie działania, które zapobiegną odrzuceniu.

Wyniki badań socjologicznych wskazują, że bieda prowadzi do zachowań agresywnych i tym samym przyczynia się do wzrostu przestępczości. Czyżby niedostatek także „zadawał” mózgowi ból?
– Oczywiście. Jeśli w danym społeczeństwie jakaś grupa cierpi skrajną biedę, podczas gdy inna jego część żyje w przepychu, jest to typowy przykład społecznego wy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy