Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

14 grudnia 2015

Zapiski z codzienności

15

Zapraszamy na warsztaty pisania mikroopowiadań. To świetny sposób, by spojrzeć na świat z nieco innej strony i rozwinąć dzięki temu kreatywność.

Jest pewien zakątek literatury, do którego zaglądamy w Polsce zdecydowanie za rzadko, rozmiłowani w wielotomowych powieścidłach i długich jesienno-zimowych wieczorach spędzanych pod miękkim kocem i z (trochę przekarmionym) kotem u boku. Troszkę przerażeni pozorną wyniosłością poezji i lekko niechętni zbyt powierzchownym anegdotkom, zapomnieliśmy, jak rozległy i uginający się pod bogatym ciężarem gatunkowym może być świat krótkich form narracyjnych.
Pora to nadrobić, bo w hiszpańsko- i anglojęzycznym kręgu kulturowym już dawno przerzucili pierwsze koty za płoty, a właściwie to sami przez tenże płot przeskoczyli i leżą przejedzeni pod jabłonią sąsiada, napeł[-]niwszy brzuchy pysznym, kradzionym owocem. Ociekającym słodkim sokiem jabłkiem jest mikroopowiadanie, przebój wydawniczy ostatnich dekad najpierw w Ameryce Południowej, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych, od niedawna popularny również we Francji i Włoszech. Dlaczego nazywam miniopowieści zrabowanym owocem? Otóż palma pierwszeństwa należy się zdecydowanie literackiej tradycji Dalekiego Wschodu, gdzie już całe tysiąclecia temu ceniono w tekście lapidarność i kreślono w świeżych powiewach znad Jangcy krótkie opowiadania.

Skok na główkę
Czym zatem jest dobre mikroopowiadanie? To oszczędny w słowach, lecz niezwykle sugestywny tekst, który stawia wyobraźni czytelnika wyzwanie, otwiera ją i zaskakuje. Po zanurzeniu się weń z ukropu rzeczywistości – a jest to szybki skok na główkę, odbicie od dna i natychmiastowe wyskoczenie na brzeg – jeszcze długo powinna po nas ściekać pysznie chłodna woda. Literatura polska częstuje nas niewielkim, ale wybornym talerzem takich delicji, wystarczy sięgnąć po opowiadania Mrożka lub krótkie prozy Herberta. Mikroopowiadanie wymyka się sztywnym ramom definicji, można jednak – na podstawie analizy przykładów – stwierdzić, że powinno być krótkie (do 500, w ostateczności do 1000 słów, ale może być to także jedno zdanie!) i niezwykle skondensowane – im krótszy tekst, tym więcej treści powinien zawierać. Wszelkie ozdoby retoryczne są zbędne, a niedopowiedzenia mile widziane. Czytelnik jest aktywnym współtwórcą tekstu, wypełnia w nim luki swoimi wyobrażeniami, doświadczeniem i odbiorem rzeczywistości. Zwyczajnie należy mu pozwolić na domysły! Najważniejsze jednak, by opowiadanie opierało się na schemacie narracyjnym: potrzebny jest moment wyjściowy (nie należy się nad nim zbytnio rozwodzić, jednym z najpopularniejszych rozwiązań jest początek in medias res – w samym środku fabuły), zmiana sytuacji, czyli właściwa akcja, i wreszcie – zakończenie, które uderzy odbiorcę prosto w splot słoneczny i na długo pozostawi pod wrażeniem. Nieoczekiwany zwrot akcji, odwrócenie kota ogonem, otwarcie na zaskakującą refleksję, zdradzenie skrywanej aż do ostatniego słowa tajemnicy – to tylko nieliczne z technik stosowanych przez autorów.

Jak zatem napisać dobre, ciekawe mikroopowiadanie? Warto zacząć od oszczędnego nakreślenia sytuacji wyjściowej i starannie wybrać kilka szczegółów, które stworzą odpowiedni nastrój. Można skorzystać z katalogu znanych postaci świata kultury czy literatury – pozwala to uniknąć kreślenia charakterystyk i zbędnych opisów. Historia nie może być zbyt rozbudowana, również postaci nie powinno być wiele, jednak akcja – choć ledwie naszkicowana – musi być żywa, pełna zwrotów, przy czym wiele z nich wystarczy zasugerować. Czytelnika nie można traktować protekcjonalnie, wręcz przeciwnie – trzeba mrugnąć do niego okiem i włączyć go w tworzenie historii. Na koniec należy zaplanować niespodziankę, wielki finał, który ukoronuje nasze dzieło.

Po napisaniu trzeba bezlitośnie przyjrzeć się tekstowi, skreślić niemal wszystkie przymiotniki, pozbyć się paru rzeczowników, zastanowić się, czy wszystkie zdania są niezbędne. Część treści (zazwyczaj z początku mikroopowiadania) dobrze jest zastąpić sugestywnym tytułem – ten pierwszy kontakt z tekstem jest najważniejszy i nie może być przypadkowy. Warto postarać się nadać głębszy sens naszej historii, nie pozwolić, by jej lapidarność pociągała za sobą powierzchowne ujęcie tematu. Dobre efekty przynosi odrzucenie schematów i oryginalne podejście – nikt nie chce czytać po raz setny o tym samym. Literackie danie, które przyrządzamy, to wprawdzie jeden mały kęs, jednak powinien sycić na długo!

Moc dialogu
Ze względu na swą objętość mikroopowiadania niechętnie akceptują spowalniające akcję techniki, takie jak opis, charakterystyka postaci czy dialog. Prościej i szybciej można opowiedzieć historię, pozwalając wypowiedzieć się tylko narratorowi.

Narrator staje się w takim przypadku absolutnym i niepodzielnym władcą wszechświata tekstu. Nie tylko opowiada, ale i pozwala sobie niekiedy na ironię, drobne szyderstwo czy ciekawsze wyrażenie, podkreślające nieoczekiwany zwrot akcji. Wszystko ma starannie przemyślane i z wewnętrznym, pełnym samozadowolenia uśmiechem wydziela informacje w wybranym przez siebie porządku, tempie i rytmie. Tak dzieje się w mikroopowiadaniu „Sen o szafie” Krystyny Juszczak (patrz aplikacja na stronie obok), znakomicie wyważonej technicznie etiudzie: nie ma tu zbędnych słów, a pointa nadciąga drobnym, zwiewnym kroczkiem zaraz po rozpoczęciu i wywołuje tak niecierpliwie oczekiwany uśmiech. Zaskoczenie i zachwyt nad zgrabnym konceptem i precyzyjnym wyważeniem treści każą czytać tekst raz po raz, skłaniają do zastanowienia, pozwalają czytelnikowi w dowolny sposób uzupełniać wszelkie niedopowiedzenia. I to dodanie określenia „graniczące z pewnością” do słowa „prawdopodobieństwo” – wisienka na torcie i językowy smaczek, bez którego mikroopowiadanie wiele by straciło.

Czy narrator zawsze musi zagarniać całą przestrzeń tekstową dla siebie? Okazuje się, że niekoniecznie, nawet jeśli mowa o tak niewielkim „metrażu”. Czytając antologie mikroopowiadań, a nawet tomy pojedynczych pisarzy, często zwracam uwagę nie na jednolite narracyjnie bagatele i humoreski, ale właśnie na te teksty, w których autorzy pozwalają wypowiedzieć się bohaterom. Wprowadzenie innych punktów widzenia urozmaica opowiadanie: każda postać wnosi własny sposób konceptualizowania świata, własną optykę przestrzeni i czasu, charakter – choćby był zarysowany jednym słowem albo dawał się poznać tylko przez samą wypowiedź – ze wszystkimi irytującymi nawykami i całą dobrocią i miłością (lub całą nikczemnością i okrucieństwem), do jakich jest zdolna. W gąszczu mikrofikcji zawłaszczonych przez narratora-despotę przyciągają uwagę te krótkie formy, których autorzy umiejętnie posługują się dialogiem. Wystarczy przecież kilka słów, by nadać akcji inne tempo, odmienić czyjeś losy i oznajmić ważkie prawdy bądź celnym, pełnym humoru kupletem rozładować narastające od początku tekstu napięcie.

Zdarzają się wręcz mikroopowiadania, których autorzy każą wycofać się narratorowi i zostawić scenę postaciom, nieco tym rozbestwionym. Nie przypadkiem mówię o scenie, bowiem takie miniaturki przypominają odrobinę utwory dramatyczne, choć ze względu na nieobecność pewnych cech formalnych (brakuje choć...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy