Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Laboratorium

23 sierpnia 2016

Wypalacze mózgu 

73

Dostępne legalnie lub prawie legalnie. Niby nieszkodliwe. Sprzedawane pod płaszczykiem „relaksujących” kadzidełek, „leczniczych” ziółek czy „wspomagających” herbatek. Jednak dopalacze, bo o nich tutaj mowa, są tak samo groźne jak twarde, zakazane narkotyki. Mózgowe mechanizmy ich działania prowadzą w prostej linii do trudnego w leczeniu uzależnienia, wyniszczenia tkanki nerwowej, a w skrajnych przypadkach - do śmierci.

Dopalacze to głośny ostatnimi czasy temat. Pod tą na pozór niewinną nazwą kryją się różnego rodzaju związki, których jedynym zadaniem jest jak najlepsze odtworzenie w organizmie osoby je spożywającej narkotycznego efektu substancji zdelegalizowanych i niebezpiecznych. Dużo trafniejszą nazwą dla nich jest więc designer drugs – projektowane narkotyki, opracowywane specjalnie, by obejść obowiązujące prawo i sprzedać legalnie specyfiki, które powinny być objęte ścisłą kontrolą. Dlatego bardzo dobrze, że się o nich mówi, pod warunkiem, że mówi się prawdę. A ta jest straszna. Przyglądając się tym związkom i ich oddziaływaniu na mózg, należałoby raczej przechrzcić je na „wypalacze”.

Monoaminowe mechanizmy

Upraszczając, można powiedzieć, że narkotyki działają pośrednio (jak np. opiaty – morfina czy heroina) lub bezpośrednio (jak amfetamina czy kokaina) na mechanizmy transmisji (wydzielania, oddziaływania, dezaktywowania) trzech niezwykle ważnych neuroprzekaźników (związków chemicznych uwalnianych przez dane neurony i zmieniających aktywność innych neuronów), należących do grupy monoamin: serotoniny, noradrenaliny oraz dopaminy. Każdy z tych arcyważnych związków warunkuje szeroki zakres naszych funkcji psychicznych, a zaburzyć ich naturalną dynamikę, poprzez wprowadzenie do organizmu leku bądź narkotyku, znaczy istotnie zmienić funkcjonowanie układu nerwowego (a tym samym kształt naszych myśli, emocji czy zakres aktywności). Dopamina odgrywa zasadniczą rolę w tzw. układzie nagrody, czyli zespole połączonych funkcjonalnie struktur, których zwiększona aktywność wiąże się z odczuwaniem przyjemności. Do bardzo ważnych obszarów układu należy pole brzuszne nakrywki śródmóz[-]gowia, jądro półleżące (zespół komórek nerwowych znajdujących się pod korą mózgową) i kora przedczołowa. Bodźce, sytuacje, zdarzenia, które sprawiają nam wiele przyjemności (bo są na przykład niespodziewane albo niecierpliwie wyczekiwane) powodują znaczny wzrost wydzielania dopaminy w jądrze półleżącym. Stężenie tego neuroprzekaźnika zwiększają właśnie najniebezpieczniejsze narkotyki. Noradrenalina z kolei jest odpowiedzialna przede wszystkim za naszą aktywność, czujność, uwagę, ogólnie – za aspekt pobudzeniowy systemu nerwowego. Odgrywa ona też rolę w układzie nagrody (ale nie tak wielką jak dopamina) i mechanizmach bólowych. Serotonina natomiast posiada bodaj najszerszy zakres oddziaływań. Można wskazać na jej niezwykle ważną rolę dla czucia bólowego, regulacji nastroju, rytmu snu i czuwania czy pamięci.
Projektowane narkotyki celują w naśladownictwie oddziaływań swoich starszych, zdelegalizowanych „kamratów”. I robią to aż nazbyt dobrze. Produkty dostępne aktualnie (albo do niedawna) w legalnie działających sklepach można podzielić na dwie zasadnicze grupy: syntetyczne oraz „naturalne”. Te pierwsze to perfidnie opracowywane bliższe i dalsze pochodne amfetaminy (lub substancji mających podobną strukturę i działanie), te drugie to sprowadzane z rozmaitych zakątków świata preparaty ziołowe, kompletowane np. w tzw. mieszanki, stanowiące zasadniczo związki halucynogenne. Obie grupy są niebezpieczne i „legalność” obu trzeba zwalczać. Niestety, szeregi obu grup są raz po raz uzupełniane nowymi środkami, których nie zdołano jeszcze zdelegalizować.

Syntetyczna stymulacja
Jeszcze do niedawna furorę na rynku designer drugs robiły produkty zawierające benzylopiperazynę (BZP), związek nie tak odległy chemicznie od amfetaminy. Podobne do amfetaminy jest też działanie BZP na mózg i podobne są symptomy, jakie pojawiają się po jej zażyciu. Amfetamina działa wielotorowo na mechanizmy monoaminowe, zwiększając ilość dopaminy oraz noradrenaliny w synapsach (a tym samym ich oddziaływanie na neurony) poprzez hamowanie ich wychwytu zwrotnego, stymulowanie wydzielania dopaminy z pęcherzyków neuronalnych oraz dodatkowo (przy dużej dawce) blokowanie jej rozkładu przez specjalne enzymy. BZP działa bardzo podobnie, tak na mechanizmy noradrenergiczne, jak i dopaminergiczne (pobudzanie wydzielania oraz blokowanie ich wychwytu zwrotnego) i daje podobne skutki: zwiększa aktywność psychomotoryczną, ciśnienie krwi, wprowadza w stan euforii.
O specyfice działania i zagrożeniach BZP wiemy obecnie dużo więcej dzięki nieugiętej w zwalczaniu tego „specyfiku” postawie lekarzy nowozelandzkich (w Nowej Zelandii niekontrolowany obrót BZP przybrał postać prawdziwej epidemii), którzy kilka lat temu przeprowadzili szereg obserwacji pacjentów przyjętych do szpitali po zażyciu środków zawierających BZP (i którzy pewnie liczyli, że środki te ich „dopalą” i zapewnią dobrą, bezpieczną rozrywkę). Jak się okazało, spożycie tej substancji skutkuje również barwnym wachlarzem nieprzyjemnych doświadczeń, takich jak: migreny, wymioty, zagubienie, stany lękowe, bezsenność, tudzież efektami zagrażającymi bezpośrednio życiu: napadami drgawkowymi z utratą przytomności i amnezją włącznie (stwierdzone u 14 z 61 pacjentów!). Jeden z opisanych przypadków dotyczył 25-latka, który „wrzucił” dwie tabletki z BZP wieczorem i kilka godzin później dostał ciężkiego ataku drgawkowego za kierownicą (zapewne jechał na „imprezkę”). Życie sobie i jemu uratowała pasażerka, która zdołała zjechać na pobocze. Mężczyzna odzyskał przytomność na ostrym dyżurze. Niestety, ci, którzy mieli jeszcze mniej szczęścia niż rozumu, życie stracili. Potwierdzone są dwa przypadki (jeden w Szwecji, drugi w Szwajcarii) śmierci spowodowanej zażyciem BZP w połączeniu z 3,4-metylenodioksymetamfetaminą (MDMA, czyli ecstasy). I to jest właśnie największe zagrożenie, jakie niesie ze sobą substancja BZP: jej wspólne, addytywne oddziaływanie z innymi, niezwykle groźnymi narkotykami. Trzy lata temu badacze nowozelandzcy opublikowali dane, z których wynika, że regularne zażywanie BZP skutkuje podobnymi zachowaniami jak uzależnienie od metamfetaminy (bodaj najniebezpieczniejszego narkotycznego stymulanta) i dodatkowo zwiększa oddziaływanie tej ostatniej (na organizm używający regularnie BZP). Tym samym więc częste „zabawy” z BZP mogą prowadzić do sięgnięcia po najostrzejsze, nielegalne narkotyki.
W wielu krajach BZP została już na szczęście zdelegalizowana (w Polsce w maju zeszłego roku). Jednak to nie znaczy, że można spać spokojnie. Otóż, ciągle legalnie dostępna jest inna pochodna piperazyny, a mianowicie 3-trifluorometylofenylpiperazyna, w skrócie TFMPP, której podstawowym poznanym działaniem jest zwiększenie wydzielania serotoniny. Oddziaływanie wyłącznie na transmisję serotoninergiczną zbliżałoby specyfikę tego związku raczej do efektów prowokowanych przez dietyloamid kwasu lizergowego (słynne LSD), jednak samo jego spożycie nie powoduje wyraźnych zmian świadomości (co nie znaczy, że nie powoduje skutków ubocznych, jak bóle głowy czy wymioty). TFMPP jest popularne, ponieważ w koniunkcji z BZP działa bardzo podobnie jak ecstasy (którego zasadniczy mechanizm mózgowy opiera się na zwiększaniu transmisji dopaminergicznej oraz serotoninergicznej, i które daje efekty podobne jak amfetamina oraz halucynogeny: euforię, „wyrzut” energii, wyczulenie zmysłów), stanowiąc tym samym w wielu krajach tanią, legalną alternaty...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy