Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

25 września 2018

Jesteśmy jak nartniki

35

Kiedy korzystamy z telefonów, zachowujemy się, jakby nic innego nie istniało. Przeskakujemy między aplikacjami jak nartniki, które ślizgają się po powierzchni wody, ale nigdy nie nurkują.

Daria Grabda: Pod wpływem Pani książki Jak zerwać ze swoim smartfonem zaczęłam uważniej przyglądać się temu, jak korzystam ze swojego telefonu. Z niepokojem zauważyłam, że towarzyszy mi niemal w każdej chwili i zaglądam do niego częściej niż powinnam. Jak się uwolnić od tego przymusu, nie wyrzucając smartfona do kosza?
Catherine Price: Absolutnie nie musi pani tego robić. Mówiąc o „zerwaniu” ze smartfonem, mam na myśli stworzenie sobie przestrzeni na nowy, zdrowszy związek z telefonem – tak, żeby stał się on pomocnym przyjacielem, a nie obsesją. Chodzi nie o to, by poświęcać mniej czasu na korzystanie z telefonu, ale o to, by poświęcać więcej czasu na swoje życie.

Co sprawiło, że napisała Pani tę książkę – czy stoi za tym osobiste trudne doświadczenie?
Zaczęłam się przyglądać uzależnieniu od smartfona z dwóch powodów. Po pierwsze, zaskoczył mnie opublikowany w ubiegłym roku raport Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Wynika z niego, że choć większość dorosłych Amerykanów zdaje sobie sprawę, że „cyfrowy detoks” wpłynąłby korzystnie na ich zdrowie psychiczne, to jednak niewielu z nich robi sobie taki detoks. Po drugie, to moje zainteresowanie ma również podłoże osobiste. Jestem dziennikarką od wielu lat, zajmuję się tematyką zdrowotną i popularyzacją nauki. Moja praca wymaga dyscypliny i koncentracji, a od pewnego czasu coraz trudniej było mi się skupić, moja pamięć się pogorszyła. Odkryłam, że wszystkiemu winien jest mój telefon, bo ciągle po niego sięgałam, żeby „coś sprawdzić” i na tym sprawdzaniu schodziła mi nawet godzina. Zamiast umawiać się z przyjaciółmi na spotkanie twarzą w twarz, wymienialiśmy się esemesami, a gdy już udało nam się spotkać, podczas rozmowy każdy zerkał w telefon. Jednak najmocniej dotarło do mnie, co tracę, gdy kilka razy zorientowałam się, że gdy moje dziecko patrzy na mnie, ja patrzę w telefon. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie chcę, by pomyślało, że tak powinna wyglądać relacja między dwojgiem ludzi.


Postanowiła więc Pani przeprowadzić eksperyment i na dwadzieścia cztery godziny razem z mężem odcięliście się od wszystkich urządzeń z dostępem do Internetu.
To było dla nas bardzo pouczające doświadczenie. Od piątku do soboty wieczór całkowicie odcięliśmy się od ekranów. Oczywiście na początku czuliśmy nieustanną potrzebę sięgania po smartfony, bo obawialiśmy się, że przegapimy ważny telefon czy wiadomość. To jeden z objawów uzależnienia. Gdy potem mogliśmy już skorzystać z naszych telefonów, sięgnęliśmy po nie niechętnie. „Cyfrowy detoks” wszedł na stałe do naszego życia.

Odstawienie na dobę telefonu i komputera może nie być łatwe, bo przecież producenci tych urządzeń robią wszystko, by jak najbardziej uzależnić od nich ludzi.
Producenci wiedzą, jak telefony i aplikacje oddziałują na układ nerwowy i celowo wyposażają telefony w takie funkcje, które dodatkowo wzbudzają nasze zainteresowanie. Nie kryją, że ich celem jest zachęcenie użytkownika, by poświęcał smartfonowi jak najwięcej czasu i uwagi, bo dzięki temu zarabiają. I wydaje mi się, że osiągają swój cel – przeciętny Amerykanin sprawdza swój telefon 47 razy dziennie i korzysta z niego przez 4 godziny dziennie – co oznacza, że przed ekranem telefonu spędza 56 dni w roku!

W jaki sposób projektanci wywołują u użytkowników smartfonów zachowania uzależniające?
Większość technik opiera się na działaniu dopaminy. Aktywuje ona receptory związane z uczuciem przyjemności i uczy nas kojarzyć konkretne zachowanie z nagrodą. Dopamina uwalniana jest za każdym razem, gdy doświadczamy czegoś nowego. Nowe hobby czy relacja z nowym partnerem z czasem zaczynają powszednieć, a ilość uwalnianej dopaminy maleje. W przypadku smartfona nigdy nie dochodzimy do stanu, w którym moglibyśmy chociaż pomyśleć o rozstaniu z nim, ponieważ zaprojektowano go tak, by aplikacje ciągle dostarczały nam nowych wrażeń i pozytywnych wzmocnień, wywołujących zastrzyk dopaminy. W efekcie wracamy po więcej. Kliknij w link, a pojawi się strona internetowa. Wyślij esemes, a usłyszysz przyjemny dźwięk. Wszystko to daje nam miłe poczucie kontroli.

Niepokój, że coś nas ominie, również sprawia, że korzystamy z telefonu cały czas...
Według Larry’ego Rosena, psychologa z Kalifornijskiego Uniwersytetu Stanowego Dominguez Hills, telefony celowo wywołują niepokój poprzez podsuwanie nowych informacji i bodźców emocjonalnych za każdym razem, gdy bierzemy je do ręki. Odkładając smartfon choćby na sekundę, martwimy się, że coś nas ominie, doświadczamy FOMO, czyli lęku przed przeoczeniem czegoś. W erze przedsmartfonowej nie wiedzieliśmy, że coś nas omija – że kiedy jesteśmy na imprezie, w tym samym czasie gdzieś indziej jest być może lepsza impreza. Dziś na nasze smartfony ciągle przychodzą powiadomienia, co i gdzie się dzieje. A my, owładnięci przez FOMO, stale sprawdzamy, dotykamy, przesuwamy i scrollujemy, byle złagodzić niepokój. Ale efekt jest odwrotny – nasz lęk tylko się wzmacnia.

Czy dlatego nazwała Pani smartfon „puszką Pandory z emocjami”?
Tak. Gdyby dawniej ktoś powiedział, że w ciągu 5 minut poczuł się szczęśliwy, smutny, podekscytowany, zaniepokojony, zaciekawiony, sfrustrowany i radosny, z pewnością usłyszałby stosowną diagnozę. Dziś wystarczy 5 minut z telefonem, by osiągnąć taki stan, może nawet z jeszcze większą liczbą doznań. Smartfon jest jak „puszka Pandory z emocjami”. Gdy sprawdzam mój telefon, zazwyczaj czuję się niespokojna i przytłoczona. Nie lubię tych uczuć, dlatego staram się ograniczać czas spędzony ze smartfonem.

Wspomniała Pani wcześniej, że częste korzystanie ze smartfona osłabiało Pani pamięć i koncentrację.
Telefon wpływa negatywnie zarówno na naszą pamięć krótkotrwałą, jak i długotrwałą. Aplikacje, maile, wiadomości – ta istna lawina informacji przeciąża naszą pamięć operacyjną. Ciągłe korzystanie ze smartfona powoduje zmęczenie i problemy z koncentracją. Długofalowe konsekwencje są jeszcze bardziej przerażające. Klikając w telefon, nie zauważamy tego, co dzieje się wokół nas, tracimy cenne doświadczanie rzeczywistości. A skoro czegoś nie doświadczamy, to i później nie mamy czego pamiętać. Przeciążając pamięć operacyjną, utrudniamy mózgowi przeniesienie nowych informacji do pamięci długotrwałej. To z kolei zmniejsza szanse na zapamiętanie doświadczeń i informacji, na które udało nam się zwrócić uwagę.

Pisze Pani, że większość z nas żyje w stanie skupionego rozkojarzenia. Na czym polega ten stan?
Kiedy korzystamy z telefonów, zachowujemy się tak, jakby nic innego nie istniało: ignorujemy nasze dzieci, wchodzimy na pasy na czerwonym świetle, obijamy się o innych ludzi. Może się wydawać, że jesteśmy bardzo skupieni na tym, co widzimy na ekranie telefonu. W rzeczywistości wcale nie jesteśmy skoncentrowani, bo przecież przeskakujemy między aplikacjami, mediami społecznościowymi, mailami czy esemesami. I nawet jeśli zostajemy przy jednej aplikacji, to zazwyczaj też nie skupiamy się dłużej na żadnej treści. Każdy tweet, wiadomość, profil czy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy