Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , przyjaźń

8 lutego 2016

Wyjdź do ludzi

0 342

Otaczajmy się przyjaciółmi. Spotykajmy się z nimi regularnie, by zjeść wspólnie posiłek albo poplotkować. Nie tylko miło spędzimy czas, ale też zyskamy szansę na dłuższe życie. Bo przyjaźń do ludzi chroni ciało i umysł - mówi Susan Pinker.

AGNIESZKA CHRZANOWSKA: – Perkusista John McColgan usłyszał od lekarza, że potrzebuje nowej nerki – i to jak najszybciej. Wiemy, że przeszczep zwykle wiąże się z wpisaniem na listę biorców i bardzo długim oczekiwaniem w kolejce potrzebujących. A John otrzymał… cztery propozycje od swoich znajomych! Trudno w to uwierzyć, ale to prawdziwa historia, którą przytacza Pani w książce Efekt wioski. Oddanie nerki to wielki akt poświęcenia, na który może się zdobyć tylko prawdziwy przyjaciel.
SUSAN PINKER:
– Przyjaźń polega na nieustannym dawaniu drugiej osobie części siebie, czy to w postaci czasu, jakże dzisiaj cennego, czy to w postaci szczerego uczucia, pomocy, wsparcia emocjonalnego, czy darów, jak jedzenie czy wspólne posiłki. Przyjaźń wcale nie musi wiązać się z podejmowaniem takiego ryzyka i z tak konkretnym poświęceniem, jakim jest oddanie narządu!

A czy Pani ma prawdziwego, bliskiego przyjaciela lub przyjaciółkę?
– To Barbara. Zawsze była przy mnie w trudnych i radosnych chwilach – to przyjaźń na dobre i na złe. Poznałyśmy się, gdy miałyśmy po 14 lat. I choć przez 40 lat mieszkałyśmy w różnych miastach, a teraz dzieli nas aż 4000 kilometrów, regularnie rozmawiamy przez telefon i dbamy o to, by spotykać się przynajmniej raz w roku. Naszą przyjaźń definiuje jednak nie tylko czas, który spędziłyśmy razem przez dziesięciolecia, telefony, wymienione listy czy e-maile, ale bliskość i wzajemne wsparcie. Gdy 10 lat temu Barbara była ciężko chora, dwa razy poleciałam do Kalifornii, by być blisko niej. Z kolei ona była przy mnie, gdy ja tego potrzebowałam.

 

Dobrze wiedzieć, że jest ktoś, na kogo zawsze można liczyć…
– Kontakty społeczne dostarczają nam trzech rodzajów wsparcia, swoistych filarów, które nas podtrzymują. Wsparciem może być szybki dostęp do informacji, które są dla nas szczególnie ważne. Znajomi i przyjaciele mogą nam na przykład polecić dobrego lekarza czy lekarstwo, które w ich przypadku okazało się skuteczne. Drugi filar to wsparcie bardziej konkretne, materialne. Przyjaciel zawiezie nas do lekarza, ugotuje posiłek. Jeśli jest taka potrzeba, np. ze względu na pobyt w szpitalu czy wizytę u lekarza, zostanie z dziećmi. Podrzuci też książkę czy pomoże w obowiązkach domowych.

A trzeci filar?
– To wsparcie emocjonalne. Przyjaciel jest przy nas, gdy go potrzebujemy, podnosi nas na duchu. Czasem wystarczy zwykła obecność, towarzyszenie nam albo uścisk dłoni, żart czy opowieść.

Nie da nam tego przyjaciel z Facebooka. Czym komunikacja „na żywo” różni się od kontaktów w sieci? Czy komunikacja on-line nie jest prawdziwa?
– Gdy rozmawiamy z kimś twarzą w twarz, utrzymujemy kontakt wzrokowy, wyrażamy siebie nie tylko za pomocą słów, ale też niewerbalnie, poprzez język ciała i dotyk. Uścisk, przyjacielskie poklepanie po plecach czy przybicie piątki sprawiają, że w naszym organizmie tryska kaskada hormonów, które sprzyjają zaufaniu, ułatwiają negocjacje, nie wspominając już o tym, że wzmacniają trwałe związki romantyczne!
Nasz gatunek wyewoluował do życia w grupie – w grupie, której członkowie odczytują nawzajem swoje intencje i emocje. Pozwala nam na to patrzenie sobie w oczy, obserwowanie, jak ktoś się porusza, gdzie patrzy. Komunikacja w sieci jest wspaniała, jeśli chcemy wymieniać się faktami, danymi, doskonale sprawdza się w wyszukiwaniu informacji i logistyce. Jeśli jednak nurtująca nas sprawa jest bardzo delikatna albo niezwykle złożona, jeśli chcemy rozwiązać trudny problem albo jeśli transakcja biznesowa, w której uczestniczymy, jest w krytycznym punkcie, wówczas zdecydowanie korzystniejszy jest kontakt bezpośredni. W takich sytuacjach spotkajmy się z drugą osobą w jednym pokoju, porozmawiajmy twarzą w twarz. Dzięki temu będziemy mogli odczytać znacznie większą gamę płynących od niej sygnałów.

Bezpośredni kontakt z pewnością ułatwia komunikację. Pani jednak przypisuje mu jeszcze większe znaczenie: uważa Pani, że interakcje społeczne są kluczowe dla naszego przetrwania – bogata sieć kontaktów twarzą w twarz tworzy biologiczne pole siłowe, które chroni przed chorobą.
– Julianne Holt-Lunstad, psycholog z Brigham Young University, wraz ze współpracownikami przeanalizowała 148 badań podłużnych dotyczących relacji społecznych i ryzyka śmierci. Okazało się, że większe szanse na długie życie ma osoba, która uczestniczy w różnych relacjach, niż ta, która rzuca palenie, przestaje pić alkohol albo zrzuca zbędne kilogramy, zaczyna regularnie ćwiczyć, szczepi się przeciw grypie i oddycha czystym powietrzem. I wcale nie chodzi tylko o kontakt z bliskimi przyjaciółmi, ale też z członkami rodziny, sąsiadami, kolegami z pracy, wiernymi z parafii i znajomymi. Innymi słowy, częste kontakty z przyjaciółmi i rodziną pozwalają w większym stopniu przewidywać, jak długo będziemy żyć, niż cokolwiek innego, nad czym mamy kontrolę. Jednocześnie wiemy, że trzy czynniki o 30 procent zwiększają prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci: mieszkanie
w pojedynkę, częste odczuwanie samotności, rzadkie bezpośrednie kontakty z ludźmi. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest nieśmiały lub woli spędzać czas w samotności – ludzi, którzy na co dzień mają mało prawdziwych kontaktów międzyludzkich, dotyczy większe ryzyko spadku odporności oraz większa podatność na choroby przewlekłe.

W ramach profilaktyki zdrowotnej najlepiej zatem na pierwszym miejscu postawić pielęgnowanie relacji z innymi.
– Gdy wchodzimy w kontakt z innymi ludźmi, uwalniane są hormony, które bardzo pozytywnie wpływają na zdrowie. W szczególności u kobiet wykształciły się specyficzne szlaki hormonalne, dzięki którym mogły komunikować się z małymi dziećmi, niepotrafiącymi jeszcze porozumiewać się w sposób werbalny. Kiedy kobiety wchodzą w interakcję z innymi – czy to pomagając im, czy po prostu nawiązując przyjazny kontakt – wydziela się oksytocyna. Hormon ten uśmierza ból i sprawia, że dobrze się czujemy tu i teraz. Obniża też poziom odczuwanego stresu i na dłuższą metę wzmacnia odporność.
Badania Steve’a Cole’a z University of California w Los Angeles pokazują, że zarówno u kobiet, jak i mężczyzn prawdziwy kontakt społeczny włącza i wyłącza geny, które regulują odpowiedź immunologiczną oraz tempo wzrostu guza. Amerykańskie badanie, które objęło trzy tysiące kobiet z nowotworem piersi, pokazało, że te z większą siecią przyjaciół miały cztery razy większe szanse na przeżycie niż pacjentki mające niewielu przyjaciół.
Inne badania pokazały, że relacje społeczne chronią także serce. 50-letni mężczyźni, którzy utrzymują aktywne relacje z przyjaciółmi, oparte na kontaktach twarzą w twarz, są mniej narażeni na atak serca niż samotnicy. Z kolei osobom, które przeszły wylew, bogata sieć kontaktów społecznych daje lepszą ochronę przed komplikacjami niż środki farmakologiczne.

Czyli przyjaźń nie tylko uprzyjemnia nam życie, ale jeszcze je wydłuża…
– Jeśli otaczamy się przyjaciółmi, z którymi regularnie się spotykamy, by poplotkować czy zjeść razem obiad, to nie tylko dobrze się bawimy, ale mamy też szansę żyć o piętnaście lat dłużej niż samotnicy.
To jasne, że w przyjaźni – zarówno tej, która objawia się w postaci konkretnego wsparcia oferowanego nam przez drugą osobę, jak i tej,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy