Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

7 maja 2018

Wyczytane z języka

82

Kocham cię, ale... – mówi partner. Co naprawdę chce nam przez to powiedzieć? Pewne zwroty są jak klucze: pozwalają rozszyfrować czyjeś ukryte intencje, czasem mówią o nas więcej, niżbyśmy chcieli.

Są słowa i jest to, co między słowami. I to jest najciekawsze. Sposób, w jaki mówimy, i zwroty, jakich używamy, wiele o nas mówią – o naszej niezależności bądź zależności, o odpowiedzialności i samoświadomości, o sposobie nawiązywania relacji i bycia w nich. Ujawniają nasze przekonania o sobie i innych, nasze myśli i uczucia. Frederick Perls, twórca terapii Gestalt, pisał: „większość treści myślenia jest bezgłośnym mówieniem; podstawowe przekonania są w istocie nawykami składni i stylu języka”.
Oto kilka charakterystycznych zwrotów. Często używamy ich mimowolnie, nie zdając sobie sprawy, że są manipulacją językową i mogą prowadzić do nieporozumień.

„Ale” zamiast „i”
Wystarczy zamienić „i” na „ale”, by odbiorca nadał inny sens naszej wypowiedzi. „Cieszę się z nowych butów, ale ich zakup to rozrzutność”. „Chcę zjeść lody, ale jestem na diecie”. „Chcę iść na spotkanie, ale mam tyle zajęć”.
„Ale” w języku polskim jest spójnikiem współrzędnym, przeciwstawnym. Używamy go do wyrażenia przeciwieństwa, kontrastu, wyjątków. Gdy partner mówi: „Kocham cię, ale nie mogę z tobą mieszkać”, podważa niejako pierwszy człon wypowiedzi. Bo jeśli jest jakieś „ale”, to znaczy, że nie kocha bezwarunkowo. Aż prosi się, by spytać: „To kochasz czy nie?”, „To cieszysz się z zakupu czy jest ci smutno z powodu rozrzutności?”. Warto uświadomić sobie, w jakim kontekście mówimy „ale”, jakie intencje nam przyświecają, a jak może to odebrać rozmówca.
Użycie „i” (w znaczeniu „jednocześnie”) w miejsce „ale” oznacza dopuszczenie, iż świat naszych uczuć i pragnień jest złożony, może więc być i tak, i tak. Możemy kogoś kochać i czuć złość do niego, pragnąć i obawiać się zarazem. „I” zamiast „ale” może pomóc nam uświadomić sobie sprzeczności w naszym myśleniu. Dopóki mówimy: „Chcę odpocząć, ale muszę posprzątać”, tkwimy w impasie. Natomiast zwrot: „Chcę odpocząć i chcę posprzątać” pozwala wybrać, co dla nas ważniejsze: czy najpierw posprzątamy, czy jednak odpoczniemy. My decydujemy.

Twierdzenia zamiast pytań
„Czy nie sądzisz, że ten fotel jest niewygodny?” – pytamy i nie jesteśmy świadomi, że tak naprawdę wkładamy w czyjeś usta nasze własne odczucia: to dla nas prawdopodobnie fotel nie jest wygodny, to my być może chcemy zamienić go na inny. Może też w zawoalowany sposób prosimy, by osoba przeniosła się na inne miejsce.
Twierdzenia zamiast pytań pozwalają nam wyrazić swoje potrzeby, ale nie wprost. W efekcie odpowiedzialność za własne odczucia lub myśli cedujemy na drugą osobę. Nic dziwnego, że może ona zareagować irytacją i niezrozumieniem.

Eliminacje: o tym się nie mówi
Proces eliminacji polega na pomijaniu części informacji, np. poprzez niedomówienia. Na przykład ona mówi: „Boli mnie głowa” (w domyśle: potrzebuję twojej uwagi, troski, chcę, byś się mną zainteresował). A on na to: „Weź proszek”. I ma poczucie, że dał jej to, czego potrzebowała. A ona czuje się niezrozumiana.

POLECAMY

Tak się dzieje, gdy w wypowiedzi pomijamy ważną informację. Na przykład mówimy „pada deszcz” i nie dodajemy, jaki. Słuchacz uzupełnia wypowiedź i nadaje jej znaczenie zgodnie z własnym doświadczeniem i wyobrażeniem. Stąd już krok do nieporozumień. Ona bowiem ma na myśli drobny, letni deszczyk, przynoszący ochłodę po upalnym dniu na Mazurach, a dla niego oznacza burzę z wiatrem, budzącą strach i zapowiadającą zmianę pogody.

Różne mogą być powody takich niedopowiedzeń: na przykład ktoś może w ten sposób chcieć zaciekawić rozmówcę, zwrócić na siebie uwagę. Czasem nie dopowiadając, chroni się przed doświadczeniem trudnych emocji, np. lęku czy smutku.
Eliminacja może też oznaczać pomijanie ważnej informacji w ogóle. Ten mechanizm unikania kontaktu nosi nazwę defleksji. To tak, jakbyśmy chodzili wokół basenu, przyglądali się wodzie, mówili, jaka może być zimna lub orzeźwiająca, ale nikt nie sprawdza, jaka faktycznie jest. Doświadczamy czasem takich rozmów przy rodzinnym stole. Rozmawiamy niby o wszystkim... a tak naprawdę o niczym – o pogodzie, modzie, trendach w kinie. Zaś sprawy, które dotyczą nas osobiście, pozostają w ukryciu. Omijamy je z daleka, eliminujemy z rozmowy.

„Zrobiono”, czyli strona bierna
Zdarza się słyszeć: „Kiedy to zrobiono?”, „Mówiono mi...”, „Jak zostało powiedziane...”. Aż się prosi, by dopytać: ale kto zrobił?, co mówił?, jak?, kiedy?, komu? Wielość możliwych pytań wskazuje, jak niejasny jest ten komunikat i jak wiele nieporozumień może rodzić.
Podobnie dzieje się, gdy ktoś używa czasowników, ale bez ich określenia. Mówi: „Zraniła mnie”, „Upadł nisko”, „Rzucił mnie...”. Można dopytać, doprecyzować: „Ale jak cię zraniła? Słownie czy czynem? Kim ona jest?”. Jeśli nie dopytamy, komunikat pozostanie niejasny. Możemy wtedy przyjąć, iż wiemy, co autor ma na myśli, i dopowiedzieć sobie brakujące elementy. Często niezgodnie z tym, co ktoś naprawdę chciał powiedzieć.

„Złość mnie ogarnia”, czyli nominalizacja
Opisując, jak się czujemy i co się z nami dzieje, niekiedy mówimy: „Ogarnia mnie złość” zamiast „Złoszczę się”, „Trzeba podjąć określone działania lub decyzje” zamiast „Działam..., decyduję...”.
Taki sposób mówienia zdejmuje z nas odpowiedzialność, np. za własne odczucia: złość nas ogarnia, nie mamy na to wpływu, pozwala nam też pozostać biernym, nie podejmować ważnych decyzji. Mówiąc :„Trzeba coś z tym zrobić”, wzywamy do działania, ale raczej innych ludzi, nie samych siebie. W efekcie nominalizacja czyni z nas ludzi biernych i pozbawionych ruchu, wręcz ofiary okoliczności.
Warto uświadomić sobie, jakie konsekwencje ma stosowanie nominalizacji i poszukać innego sposobu mówienia o sobie. Takiego, który wyraża branie odpowiedzialności za to, co czujemy i robimy: „Złoszczę się”, „Coś z tym zrobię”.

Ogólnie rzecz biorąc
Czasem w chwilach emocji mówimy: zawsze, nigdy, wszyscy, nikt... Jakbyśmy nie dostrzegali złożoności świata, pomijali istniejące różnice i szczegóły. „Ty nigdy mnie nie słuchasz” – stwierdzamy z żalem. Czy naprawdę nigdy? Czy zupełnie nie słucha? Gdyby takie stwierdzenie potraktować dosłownie, należałoby uznać, że partner po prostu jest głuchy.
„Wszyscy mnie okłamują”, „Nikt się o mnie nie troszczy”, „Zawsze wszystko obraca się przeciwko mnie...”. Mówiąca to osoba nie jest świadoma, że unika w ten sposób kontaktu ze sob...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy