Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

15 czerwca 2016

Święty rytuał czy świstek papieru

34

Dlaczego młodzi ludzie się nie pobierają? Co zamyka ślub? Skąd szczęście na twarzy kobiety, której oświadczył się mężczyzna? Czy lepiej nie brać ślubu, by chronić swój związek?

DOROTA KRZEMIONKA:Moja znajoma, młoda kobieta, od kilku lat jest z kimś związana, od pewnego czasu mieszkają razem. O ślubie jednak nie myślą. Coraz więcej par tak żyje. Co się za tym kryje?
BOGDAN DE BARBARO: – Może warto zacząć od tego, czym jest ślub i po co? Dla niektórych to jest sakrament, czyli zwrócenie się do Pana Boga, żeby pobłogosławił związek. Jednocześnie jest on przysięgą, obietnicą daną raz na zawsze. Dla innych jest zobowiązaniem wobec siebie nawzajem, okazją do tworzenia wspólnych planów. Być może właśnie kategoria zobowiązania pozwala zrozumieć, dlaczego do ślubu nie dochodzi. Zobowiązania nie są dziś w modzie, co więcej – zabierają wolność, a ona jest właśnie, wraz z przyjemnością, na topie. Bardziej odwołujemy się dziś do praw niż obowiązków. Pokusa wolności może dyskretnie przejść w swawolę. A swa wola, czyli własna wola, nie zakłada odpowiedzialności za drugiego.
MARIA DE BARBARO: – Wielu znajomych naszego dorosłego syna żyje w takich wolnych związkach. Zapytałam go: jak myślisz, czemu się nie pobierają? Powiedział, że świat jest teraz taki ruchliwy i dostępny. Ludzie chcą być otwarci na ten świat. A to oznacza pewien rodzaj dyspozycyjności, czyli brak wkorzenienia się w cokolwiek. Brak zobowiązań i konieczności liczenia się z czymś, co mogłoby hamować tę dyspozycyjność.

Co zamyka ślub? Otwartość na innych potencjalnych partnerów?
MARIA DE BARBARO: – Również, ale w tym kontekście małżeństwo oznacza: „Muszę bardziej myśleć o tym, żeby zabezpieczyć byt rodziny. Będę miał dzieci, te dzieci będą musiały chodzić do jakiejś szkoły i nie będę mógł wyjechać na pół roku do Chin czy Tajlandii. Czyli odbiorę sobie różne możliwości, które są w ofercie świata”.
BOGDAN DE BARBARO: – Jako kawaler mam otwarte wybory. Obrączka natomiast jest znakiem związania, zabrania pewnej wolności. Żyjemy w kulturze, w której znacznie bardziej niż przed rokiem 1989 dostęp do wolności jest łatwiejszy i cenniejszy. Samo małżeństwo też nie zawsze jest traktowane jako zobowiązanie. Dla niektórych jest rodzajem sprzyjającej okoliczności, wspólnym tańcem. Tańczymy, póki mamy ochotę, póki jest nam przyjemnie. A kiedy przyjemność mija, wymieniamy partnera. Jak w szowinistycznym stwierdzeniu: zmieniłem model na lepszą wersję. Pierwsze potknięcie i schodzimy z parkietu. To jest jedno rozumienie związku. Drugie zaś – to związek jako zadanie. Zadanie dbania o partnera, spełniania jego potrzeb, projektowania wspólnej przyszłości. Jeżeli związek traktujemy jako zadanie, to w obliczu trudności bardziej dbamy, aby je pokonać, zamiast szukać nowego związania z kimś innym. Z tej perspektywy ślub może mieć sens – jest momentem, w którym podejmujemy zadania i wdrażamy się w ich realizację.

Ślub oznacza nie tylko ograniczenia, ale i przywileje.
BOGDAN DE BARBARO: – Dawniej ślub był przepustką do życia seksualnego, dzisiaj ta przepustka nie jest potrzebna. Słabszy jest też wpływ kościoła, zwłaszcza tego karzącego, straszącego grzechem.
MARIA DE BARBARO: – Kiedyś życie „na kocią łapę” oznaczało tkwienie w grzechu. Wydaje się, że bardziej dotyczyło to kobiet niż mężczyzn. Kobiety były zawstydzane, bardziej naznaczane, skazane na podlejszy los. Bały się hańby. Stąd szczęście malujące się na twarzy kobiety, której mężczyzna właśnie się oświadczył. Z dumą pokazuje pierścionek zaręczynowy. Jakby pokazywała, że zostaje ocalona przed losem starej panny, co kiedyś oznaczało, że albo będzie kobietą samotną, albo rozwiązłą. Nic dziwnego, że kobiety nie miały odwagi ani siły, żeby pozostać niezamężnymi. Dziś mogą mieć swój własny los i nie potrzebują małżeństwa, żeby go dźwigać.
BOGDAN DE BARBARO: – Możliwe, że w określeniu „stara panna” zawarta jest porażka. Dzisiaj nie mówi się stara panna, tylko „singielka” i w tym słowie zawarta jest wolność.

Pamiętam, że jeszcze w moim pokoleniu to raczej dziewczyna naciskała na ślub.
BOGDAN DE BARBARO: – Dziewczyna naciskała, ale oświadczał się i nadal oświadcza mężczyzna. W jego rękach jest władza i decyzja, czy wezmą ślub, czy nie.

Mam wrażenie, że teraz coraz częściej młodzi ludzie siadają przy stole i rozmawiają: pobieramy się czy nie?
MARIA DE BARBARO: – Z rozmów z pacjentami wynika, że nadal to mężczyzna decyduje. Kobiety czekają czasami długo na ten akt ze strony mężczyzny i mają żal, że on nie następuje. Czują, jakby się o to dopraszały. Kobiety nie czują małżeństwa jako ograniczenia wolności. A myślę, że właśnie dla nich często wiąże się ono z ogromną utratą wolności na rzecz jakichś obowiązków i gry sił z mężczyzną. Ślub często oznacza decyzję o posiadaniu dzieci, macierzyństwo. Wynikające stąd obowiązki w dużej mierze spadają na kobietę. Gdy byłam młoda, to nie zdawałam sobie sprawy z różnych ograniczeń, niedostępnych mi praw, z narzuceń dyktowanych mi przez kulturę. Wiadomo było, że kobieta gotuje obiad, piecze ciasto, podaje do stołu, potem zbiera talerze i zmywa je. Kobieta rodziła dziecko i wiedziała, że musi je wychowywać, zajmować się nim, często rezygnując z pracy, z własnego rozwoju. Dziś coraz częściej ma swój los w swoich rękach. I ten los nie musi być oparty tylko na przymierzu z mężczyzną i miejscu przy nim.

Czyli mogę wyjść za mąż, ale mogę także planować sobie życie, nie będąc żoną. Co na to mężczyźni?
BOGDAN DE BARBARO: – Myślę, że nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jakim wyzwaniem są dla nas owe zmiany obyczajowe. Z jednej strony rozum i jakaś wrażliwość etyczna każe zauważać i uznać te zmiany. A z drugiej strony lojalność pokoleniowa wymaga, by było tak samo jak u mojego ojca, dziadka i pradziadka. Jeśli jest inaczej, to czuję, jakbym ich zdradzał. Gdzieś tam w środku, na pograniczu świadomości może się pojawiać obawa, że jeśli dzielę się z kobietą władzą, to może jestem pantoflarzem, może jestem nie dość męski. Z perspektywy gabinetu terapeutycznego widać, że często do kryzysu małżeńskiego dochodzi wtedy, gdy kobieta po latach owej nierówności mówi: „koniec z tą niesprawiedliwością”. A on wtedy nie wie, o co jej chodzi, bo przecież ją kocha. Gdy po „odchowaniu” dzieci żona wraca do pracy, on odczuwa to jako zagrożenie: dla siebie i dla ich związku. Bo musi uznać, że bycie mężem, głową domu, panem rodziny, to już nie jest tylko zestaw przywilejów, pozycja na tronie. A kobieta, nim się zbuntowała, czuła się oszukana przez kulturę, przez męża, przez swoich rodziców.
MARIA DE BARBARO: – Czy te więzi z czasów, gdy ludzie musieli się żenić, aby być razem i móc jakąś więź zbudować, były lepsze? Nie wiem. Wiele z tych małżeństw później kamieniało w tej formie różnych wzajemnych gier, w jakimś nieszczęściu i poczuciu, że nie mogą się z tej formy wyrwać.

Być może młodzi widzieli nieszczęśliwe małżeństwa swoich rodziców i nie chcą powielać takich związków. Myślą magicznie, że póki nie wezmą ślubu, to ułożą swój związek inaczej.
BOGDAN DE BARBARO: – Rzeczywiście, mał...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy