Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

28 lipca 2016

I stworzył Bóg seks...

0 743

Seks po katolicku nie powinien być przykrym obowiązkiem, którego jedynym celem jest prokreacja. Małżonkowie powinni odkrywać swoją seksualność, szukać takich ułożeń ciała, które dostarczają im przyjemności i nie krępują ich. Ale też muszą pamiętać, że szczęśliwe życie seksualne nie polega na przetestowaniu 150 pozycji.

Aleksander Król: – Ludzie w kwestiach seksu zachowują się tak, jak w kościele: smutno, sztywno i poważnie. Taką opinię czytamy we wstępie do książki Ojca pt. Nie bój się seksu, czyli kochaj i rób co chcesz. Czy taki właśnie jest seks po katolicku?
o. Ksawery Knotz:
– Absolutnie taki nie jest! Niestety, istnieje pewien stereotyp, że o Bogu w życiu seksualnym wypada mówić bardziej poważnie. I zdobywamy się na sztuczną powagę, bo wydaje nam się, że w relacji do Pana Boga przystoi tylko taka postawa. Ten stereotyp wynika z wyobrażeń niektórych ludzi, niekoniecznie wierzących. Bóg kojarzy im się przeważnie negatywnie, więc od razu odrzucają to, co dla katolików jest najważniejsze: odkrywanie Pana Boga w swoim życiu, w małżeństwie, w życiu seksualnym.

Jaki więc jest seks katolików? A raczej – jaki powinien być?
– Katolicy tak jak inni ludzie lubią seks i chcą czerpać satysfakcję z życia seksualnego. Jeżeli jakieś pary mają nieudane życie seksualne, to jest to efekt braku więzi, złej komunikacji, zaniedbania budowania związku, braku rozmów o życiu seksualnym. Ludzie wierzący mają takie same bolączki jak i niewierzący. Różnica jest tylko taka, że katolicy powinni wiedzieć – a często sobie tego niestety nie uświadamiają – że ich związek jest drogą do świętości, a Boga trzeba szukać w trudzie budowania więzi, poznawaniu siebie, w uczeniu się lepszej komunikacji, w trosce o satysfakcjonujące życie seksualne.

Niektórzy seksuolodzy twierdzą, że to nauka Kościoła dotycząca seksu przyczynia się do powstawania u katolików nerwic na tle seksualnym...
– Moim zdaniem problem tkwi nie w moralności katolickiej, ale w pewnej interpretacji nauki Kościoła, skoncentrowanej na myśleniu zakazowym, co powoduje, że seks kojarzy się z czymś negatywnym. Gdy ludzie bardziej wrażliwi zaczynają myśleć w tych kategoriach, to popadają w nerwice. Chcą przestrzegać jakichś zasad, których nie rozumieją, a które zastępują im mądrość życia. Nie można cieszyć się życiem seksualnym, gdy nie ma się naturalnej identyfikacji ze swoim ciałem i ze swoją seksualnością. Zamiast się jej uczyć – pozwalając sobie przy tym na błędy – pytają księży, co wolno, a co jest zakazane i w gruncie rzeczy nie za bardzo rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi. Wiele par utknęło w pseudoprocesie imitującym odkrywanie dobra, pozbawionym relacji do Boga i niepozwalającym doświadczyć miłości. Czasami spotykam się z ludźmi myślącymi o seksie w taki nerwicowy sposób, ale jak się z nimi porozmawia, to okazuje się też, że mają bardzo dziwny obraz Pana Boga – daleki od chrześcijańskiej wizji... Nie definiują moralności jako drogi do szczęścia, którą warto odkrywać. Oni nie uczą się siebie, swoich reakcji, kochania, rozmawiania. Funkcjonują w pewnym zniewoleniu.

Co według Ojca jest dziś największym problemem w relacjach seksualnych?
– Głównym problemem jest brak więzi. Mężczyzna nie rozumie kobiety, a kobieta mężczyzny. Próbują stworzyć więź, ale nie udaje im się to, bo budują ją na fałszywych wyobrażeniach o partnerze. Nie ma mocnych fundamentów relacji tam, gdzie tworzywem są wzajemne projekcje, gdzie partnerzy nie rozumieją istoty męskości i kobiecości. Dzisiaj na nowo trzeba odkrywać przed mężczyzną, kim jest kobieta, a przed kobietą, kim jest mężczyzna. To dotyczy również rozumienia ciała – kobieta i mężczyzna odbierają je w odmienny sposób, nie tylko w sensie zewnętrznym, biologicznym, ale i psychicznym, duchowym. Umiejętność wchodzenia w relacje zakłada słuchanie, poznawanie, odkrywanie, rozmowę, dzielenie się swoim doświadczeniem, swoim rozumieniem siebie i świata. Bez tego wszystkiego nie ma szans na szczęśliwe życie seksualne.

Proponuje więc Ojciec jako grę wstępną otwar[-]tą rozmowę o tym, co w łóżku sprawia przyjemność kobiecie, a co doprowadza do rozkoszy męż[-]czyznę?
– Na rekolekcjach mamy spotkania w grupach, w czasie których małżonkowie rozmawiają o swoim życiu seksualnym, np. o tym, jak radzą sobie z komunikacją w różnych fazach cyklu kobiety, jak przeżywają oczekiwanie na seks. Jest też czas na osobistą rozmowę, np. o najprzyjemniejszych wspomnieniach związanych ze współżyciem, o swoich nawet najskrytszych marzeniach w alkowie. Takie rozmowy są bardzo potrzebne, ale żeby były możliwe, trzeba umieć nazwać swoje przeżycia, znaleźć język, który wyrazi potrzeby i oczekiwania.

Namawia Ojciec katolików, aby mówili sobie o tym, co sprawia im w łóżku przyjemność, a pewnie wielu myśli: Jak to? Przecież na naukach przedmałżeńskich uczono, że seks służy do prokreacji, a nie do odczuwania przyjemności!...
– Niewiele wiemy o tym, jak ludzie interpretują naukę Kościoła i czego nie rozumieją, dopóki nie poruszymy tych tematów na głos. Gdy mało się mówi o czerpaniu przyjemności, a dużo o prokreacji, to niektórzy myślą, że Bóg jest przeciwko przyjemności. A przecież wcale tak nie jest, bo człowiek został stworzony przez Boga jako mężczyzna i kobieta – znak miłości, bycia ze sobą, stworzony przez ich ciała, także nagie i zespolone w akcie seksualnym, jest podniesiony do rangi sakramentu, czyli wyraża obecność Boga.

Ojciec nie neguje potrzeby poszukiwania nowych pozycji seksualnych, a jednak przestrzega przed zbytnim koncentrowaniem się na technice w małżeńskim łożu.
– Jeżeli chodzi o wybór pozycji seksualnych, to małżonkowie muszą się czuć wolni w poszukiwaniu atrakcyjności współżycia, szukaniu przyjemności. Trzeba tylko pamiętać, że te poszukiwania służą budowaniu więzi między nimi. Mam sygnały od małżeństw, że czują się źle, gdy eksperymentowania jest za dużo. Szkodzi ono czemuś głębszemu – okazaniu partnerowi miłości i większej troski. Kobiety czują się w takiej sytuacji używane. Bez rozmowy nie uchwycimy tej subtelnej granicy, która przebiega wewnątrz człowieka – w sferze jego odczuć. Szczęśliwe życie seksualne nie polega na przetestowaniu 150 pozycji. Oczywiście ważne jest, żeby lu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy