Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

3 sierpnia 2016

Wszystko za wolność?

37

„Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem” - te słowa rockowej ballady zachwycały pod koniec lat osiemdziesiątych wielu Polaków. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że większość z nas bardziej kocha wolność niż ją rozumie. Może rozumieć jej wcale nie chcemy - wystarczy nam, że ją kochamy? Wierzymy, że dzięki niej nasze życie się odmieni, a my staniemy się lepsi i piękniejsi... Choć o wolności śpiewamy i ustawiamy ją w parze z cnotami, to na co dzień uczymy się żyć w niewoli - wymieniamy kupony wolności na bezpieczeństwo i wygodę. Mówimy: muszę, tak trzeba, nie mam wyjścia! Sami zamykamy się w schematach, przywykamy do murów. A jednak tęsknimy, by choć przez chwilę poczuć się wolnymi. Co nam przeszkadza, by stać się takimi naprawdę?

„Boże, jak dobrze jest żyć, jak dobrze być wolnym” – zanotował w swym dzienniku 25-letni Chris McCandless. To zdanie zapisał nie wtedy, gdy z wyróżnieniem skończył studia i miał szansę na błyskotliwą karierę zawodową. Zapach wolności poczuł, gdy od wielu dni żywił się jagodami, owocami i grzybami leś[-]nymi podczas samotnej wędrówki po dzikiej Alasce. Wszystkie swoje oszczędności oddał organizacji charytatywnej, porzucił ścieżkę kariery, korporacyjnych awansów... i udał się na wyprawę w głąb samego siebie.

Przez dwa lata wędrował na północ, odkrywając granice własnej wolności, pokonując zmęczenie, słabość i ból. Nie przyjął samochodu, który chcieli mu dać rodzice w nagrodę za ukończenie studiów na kierunku zaakceptowanym przez nich. Postanowił, że od tej pory będzie panem samego siebie... Podczas wędrówki poznawał różnych ludzi, którym przedstawiał się jako Alexander Supertramp. Zmiana imienia oznaczała, że odcina się od życia, które dotąd prowadził – bezpiecznego, dostatniego, zgodnego z oczekiwaniami rodziców. Gnany pragnieniem doznania całkowitej wolności i sprawdzenia siebie, dotarł na dzikie tereny Parku Narodowego Denali. Tu napisał swój manifest wolności: „Dwa lata wędruję po świecie. Żadnego telefonu, żadnego basenu, żadnych domowych zwierzaków, żadnych papierosów. Totalna wolność. Esteta, podróżnik, którego domem jest droga”.

Jako Alexander Supertramp radził sobie sam przez wiele miesięcy – pracował na elewatorze zbożowym, przeżył powódź, spłynął kajakiem w dół rzeki Kolorado do Zatoki Kalifornijskiej, polował, czytał poezję, coraz dalej uciekał od amerykańskiego materializmu i cywilizacji. O podróży Chrisa McCandlessa powstała książka i film pt. „Wszystko za życie”. W poszukiwaniu wolności niespełna 25-letni Chris zmarł z głodu i wyziębienia, zagubiony na szlaku. „Natura też jest więzieniem. Wolności nie ma...” – to ostatni zapis w jego notatkach.

Czy rzeczywiście wolności nie ma? A może sami z niej rezygnujemy? Dlaczego błądzimy i szukamy daleko tego, co jest naszym naturalnym odruchem?

Mam wolność czy jestem wolny?
Jeden z największych umysłów XX wieku, laureat Nagrody Nobla Iwan Pietrowicz Pawłow, w jednej ze swoich wczesnych prac napisał, że wolność jest odruchem bezwarunkowym. A zatem, zdaniem Pawłowa, organizmy żywe bez uprzedniego uczenia się unikają ograniczenia, skrępowania, uwięzienia. Co więcej, oznacza to, że w toku ewolucji ukształtowała się preferencja swobody wyboru i awersja do przejawów jej ograniczania. Łatwo to zobaczyć, obserwując dzieci czy zwierzęta, które ktoś lub coś usiłuje ograniczać – wyrywają się, szarpią, walczą. Podobny pogląd wyraził Robert White. Uważa on, że organizmy żywe rodzą się z potrzebą efektywnej in[-]terakcji z otoczeniem, a to oznacza, że rodzą się z potrzebą zdobywania skuteczności czy kompetencji.

Z koncepcji Pawłowa i White’a wynika, że zamiłowania do wolności nie trzeba się uczyć, ale można to zamiłowanie stracić. Wolności uczyć się nie trzeba, trzeba natomiast mozolnie uczyć się życia w niewoli. Okazuje się, że można się nauczyć żyć bez wolności, a nawet uznawać ten stan za korzystny, co niektórym osobom (szczególnie młodszym) może wydać się zaskakujące.

Czym jest ta upragniona wolność?
Jedni powiadają, że wolność to możliwość wyboru. Wyboru co najmniej między zrobieniem i niezrobieniem czegoś. Im większy jest wybór, tym więcej wolności. Bardziej wolny jest ten, kto ma cztery możliwości niż ten, który ma tylko dwie. Ten, kto ma jedną tylko możliwość – wolności jest pozbawiony. Jest w tym jednak pewna pułapka. Dotyczy ona sytuacji, gdy jest wiele możliwości, ale wszystkie przykre, niewygodne. To sytuacja wyboru mniejszego zła – wprawdzie możliwości jest wiele, ale każda prowadzi do negatywnych konsekwencji i każdej chciałoby się uniknąć.

Drudzy, biorąc powyższe pod uwagę twierdzą, że o wolności z sensem można mówić dopiero wtedy, gdy człowiek dysponuje możliwością zachowania się zgodnie ze swoimi intencjami. Słowem, gdy może robić to, co chce, nawet jeśli nie ma zbyt wielkiego wyboru możliwości, a nawet wtedy, gdy nie ma żadnego wyboru. Zatem, skoro możliwość wyboru dotyczy wielu stanów pozytywnych, to oba sposoby rozumienia wolności są zgodne ze sobą. Jeśli jednak rzecz dotyczy stanów negatywnych, to jedni interpretują to jako wolność, inni jako jej brak – o ile człowiek nie może działać zgodnie z własnymi intencjami.

Zwróćmy uwagę na pewne rozróżnienie, jakie czyni się w języku polskim. Czasem powiada się, że ktoś ma wolność, a czasem – że jest wolny. W pierwszym wypadku mówi się o wolności jako pewnej właś[-]ciwości sytuacyjnej, zapewniającej możliwość wyboru lub zgodność działania z intencjami. Wolność pochodzi tu z zewnątrz. W wypadku drugim wolność traktowana jest jako stan danej osoby, jako jej dyspozycja – czy to w danej sytuacji, czy też w dłuższej perspektywie czasu i większej różnorodności sytuacji.

To przeciwstawienie uwypukla pewien problem, chodzi o rozróżnienie wolności jako stanu chwilowego i wolności jako stanu trwałego bądź cechy jednostki. Jest to problem zakresu generalizacji doświadczania wolności. Można bowiem popatrzeć na to z perspektywy doraźnej sytuacji – tutaj i teraz. Czy człowiek w tej sytuacji jest wolny (ma wolność), czy nie? Czy może napić się herbaty, jeśli ma na nią ochotę? Czy pije tę herbatę, którą lubi? Czy ma wybór między herbatą czarną i zieloną? Łatwo zauważyć, że mało kto myśli o wolności w taki sposób. Zazwyczaj mówimy o wolności jako względnie stałej cesze (sytuacji lub jednostki), przejawiającej się nie tylko przez długi czas, ale także w różnorodnych sytuacjach.

O wolności lub jej braku mówi się raczej jako o statystycznej tendencji – w większości sytuacji, przez większość czasu itd. To – dalej idąc – oznacza, że można mieć wolność ogólnie rzecz biorąc, ale w danej sytuacji być pozbawionym wolności. I odwrotnie. Tak jak można być zamożnym i chwilowo nie mieć pieniędzy albo też być ubogim, a w tym momencie rozrzutnie wydawać.

Nie można tu pominąć jeszcze innej kwestii: relacji między wolnością osobistą i położeniem, w jakim znajdują się w związku z tym inni ludzie. Jest bowiem problematyczne, czy można sensownie mówić o wolności osobistej wtedy, gdy pociąga ona za sobą szkody lub straty u innych. Podobnie problematyczne jest, czy można mówić o wolności wtedy, gdy wolność dana jednemu człowiekowi powoduje ograniczenie wolności innego człowieka. Trudno tu znaleźć dobre wyjście.

ROSHI JAKUSHO KWONG, – mistrz Zen z Sonoma Mountain Zen Center w Kalifornii: Zaakceptować wszystko, co przychodzi

– Czym jest wolność? Od trzech miesięcy choruję na półpasiec w ostrej postaci. Jestem uwięziony w domu jak w areszcie domowym. Dzięki temu, że od 50 lat praktykuję medytację w pozycji siedzącej, przeżywam tę okoliczność jako duchowe odosobnienie. Doświadczam głównie bólu – jego intensywność w dziesięciostopniowej skali sięgała 5, a w szczytowych momentach 9 stopni. Teraz czuję już tylko tępy ból rano i wieczorem. Ktoś powiedział mi, że jeśli przestanę się irytować, to ból osłabnie albo całkiem zniknie. Zdałem sobie jednak sprawę, że nie jestem zły ani przygnębiony. To dzięki praktyce siedzenia i obserwowania umysłu – czyli praktyce aktywnej akceptacji wszystkiego, co przychodzi. Nie oznacza to oczywiście, że moje ciało nie bywało napięte czy bolesne. Nie jestem ponad bólem. Doświadczam dobrodziejstwa praktyki zen, odnoszącej się do umysłu, który zawiera ciało i cały wszechświat. Praktyka zen przywraca umysłowi przyrodzony mu bezruch i spokój. Praktykując, wykraczamy poza myślący umysł, który jest uwarunkowany przez dychotomie: wolność – zniewolenie, zło – dobro, życie – śmierć, długie – krótkie, lubię – nie lubię itd. Czujące istoty są zniewolone przez dychotomie. Wolność nie istnieje na zewnątrz, ale odnosi się bezpośrednio do naszego umysłu. Umysł, który nie jest poddawany treningowi – więzi nas. W tybetańskiej tradycji nosi się na szyi czerwony sznureczek – ma on nas chronić nie przed czymś z zewnątrz, ale przed nami samymi, bo jakże łatwo krzywdzimy sami siebie, stajemy się włas­nymi wrogami. Praktyka medytacji w pozycji siedzącej przywraca umysłowi jego pierwotny stan, który istnieje poza wolnością rozumianą konwencjonalnie. Patriarcha Zen – Tozan Zenji ponad 100 lat temu napisał wiersz: Nie staraj się ujrzeć świata obiektywnego. Ty, który dany jesteś jako obiekt widzialny, to zupełnie innego,niż ty sam. Idę własną drogą i spotykam siebie, a w sobie wszystko, co napotykam. Nie jestem czymś, co mogę ujrzeć (jako obiekt). Gdy pojmiesz owo „ja”, w którym mieści się wszystko, Odnajdujesz swoją prawdziwą drogę. Czyli wolność... Wysłuchali Małgorzata Sieradzka i Jerzy Dmuchowski

Pan swojego losu
Irvin D. Yalom, znany amerykański terapeuta i autor wielu cenionych książek uważa, że wolność jest – obok życia, więzi i sensu – jedną z najważniejszych wartości egzystencjalnych, zaś utrata wolności wzbudza – podobnie jak śmierć, samotność czy bezsens życia – dojmujący lęk egzystencjalny. Dzieje się tak dlatego, że wolność daje człowiekowi kilka cennych korzyści psychologicznych.

Po pierwsze, jest warunkiem ukształtowania się tożsamości osobistej. Pytanie: kim jesteś? (choć można udzielić na nie odpowiedzi) nie ma większego sensu w przypadku ludzi długotrwale pozbawionych wolności. Bo – mówiąc z pewną przesadą – jedyna możliwa odpowiedź brzmi: jestem niewolnikiem. Do wyjaśnienia pozostaje tylko, czyim niewolnikiem lub niewolnikiem czego. Krótko mówiąc, w warunkach pozbawienia wolności człowiek może definiować swoją tożsamość tylko przez charakterystykę ludzi, którzy nad nim panują lub sytuacji, w jakiej się znalazł. Tylko człowiek, który ma wolność wyboru, który działa zgodnie ze swoimi intencjami, może mieć w pełni ukształtowaną tożsamość osobistą.

Po drugie, wolność jest warunkiem podmiotowości. Człowiek pozbawiony wolności sprowadzony jest automatycznie do roli pionka, a nie sprawcy, że użyję tu rozróżnienia proponowanego przez Richarda DeCharmsa, badacza motywacji z Washington University. Inaczej mówiąc, tylko człowiek wolny jest rzeczywistym panem swojego losu. Człowiek pozbawiony wolności jest de facto losu ofiarą. Podmiotowość mierzy się bowiem wielkością wpływu, jaki możemy wywierać na zdarzenia, wielkością sprawowanej kontroli (w porównaniu z kontrolą, jaką świat sprawuje nad nami).

Po trzecie, wolność jest warunkiem ustanowienia granic między Ja i nie-Ja. Słowem, wolność wyznacza granice prywatności albo, ogólniej, odrębności. Człowiek pozbawiony wolności, pozbawiony jest też możliwości chronienia granic swojego Ja. Jest częścią jakiejś całości, a nie odrębnym bytem. Ograniczenie swobody wyboru automatycznie zaciera granice odrębności czy prywatności, przenosi prywatność w sferę publiczną.

Tak więc wolność osobista zapewnia nam trzy najważniejsze aspekty koncepcji własnej osoby: poczucie osobistej tożsamości, poczucie podmiotowości i poczucie odrębności. Można powiedzieć, że wolność osobista zapewnia psychiczną autonomię. To niewątpliwa korzyść z wolności.

Co złego, to nie ja
Wolność osobista pociąga za sobą także pewne koszty. Największym z nich jest odpowiedzialność. Z odpowiedzialnością sprawa jest jednak złożona, bo inaczej interpretujemy odpowiedzialność włas[-]ną, a inaczej cudzą. Odpowiedzialność własną uzależniamy głównie od stopnia doświadczanej wolności. Ludzie, którzy nie mają swobody wyboru, zazwyczaj odmawiają podjęcia odpowiedzialności, a ich koronnym argumentem jest stwierdzenie „musiałem to zrobić”. Ludzie, którzy wolnością dysponują, podejmują też odpowiedzialność za konsekwencje swojego działania, choć w niejednakowym stopniu. Jeśli konsekwencje są pozytywne, dobrze świadczą o Ja, wtedy odpowiedzialność podejmujemy chętnie. Jeśli jednak konsekwencje są negatywne, to poszukujemy sposobów zmniejszenia odpowiedzialności lub nawet uniknięcia jej. To znany mechanizm atrybucji w służbie ego – wyrażany między innymi zdaniem „co złego, to nie ja”.

Jak pokazał w swoich pracach Dariusz Doliński, zupełnie inaczej sytuacja wygl...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy