Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

25 sierpnia 2020

NR 7 (Wrzesień 2020)

Wstyd i poczucie winy - co z nami robią?

260

Poczucie winy, niosąc za sobą motywację do poprawy zachowania w przyszłości, może mieć aspekt rozwojowy. Wstyd jest natomiast dla człowieka emocją o wiele bardziej nieprzyjemną i trudną do zniesienia. Czy warto i można się go pozbyć?

Emocji doświadczamy przez całe życie. Zaczynamy je odczuwać jeszcze w okresie płodowym, towarzyszą człowiekowi w jego pierwszym kontakcie ze światem, tuż po narodzinach, komunikując otoczeniu – lekarzom, pielęgniarkom, rodzicom, że wszystko jest w porządku (gdy dziecko płacze) lub jest problem (gdy przyjściu na świat towarzyszy głucha cisza). Od tej chwili aż do momentu śmierci emocje będą z nami na dobre i na złe. Funkcjonowanie emocjonalne człowieka nie jest jednak w pełni ukształtowane w momencie narodzin. Potrzeba kilkunastu lat, aby paleta emocji, jakie odczuwamy, oraz nasza zdolność do kontrolowania emocji dojrzała.

POLECAMY

Czym są emocje samoświadomościowe i jak powstają


Pierwsze emocje odczuwane przez nowonarodzone dziecko się relatywnie mało złożone i pojawiają się w odpowiedzi na proste bodźce. Po przyjściu na świat człowiek jest zdolny do odczuwania zaledwie dwóch, bardzo ogólnych stanów emocjonalnych – przyjemności oraz niezadowolenia. Po upływie kolejnych tygodni zaczynają się pojawiać radość, obrzydzenie, smutek, zaskoczenie, strach. Sprawa zaczyna się jednak komplikować w drugim roku życia, kiedy dziecko zaczyna przeżywać zazdrość (gdy ktoś ma coś, co chcielibyśmy mieć) oraz zakłopotanie (kiedy ktoś, w sposób niepożądany przez nas, koncentruje na nas swoją uwagę). Takie emocje nie pojawiają się już w odpowiedzi na łatwą do określenie klasę bodźców. Nie da się jednoznacznie przewidzieć, której zabawki dziecko pozazdrości swojej koleżance, prawda? Klasa uczuć, do których zalicza się zazdrość i zakłopotanie, to emocje samoświadomościowe, wymagające umiejętności skoncentrowania się na sobie i swoich wewnętrznych przeżyciach. Aby czegoś pozazdrościć, dziecko musi mieć świadomość tego, że (1) ono nie ma czegoś, co jest atrakcyjne, (2) że inne dziecko ma to coś oraz (3) że byłoby świetnie także to mieć. W drugim roku życia otwiera się więc kosmos bardzo złożonych emocji, wymagających skomplikowanej aktywności umysłowej. Paleta emocji ulegnie jeszcze większemu zróżnicowaniu, kiedy dziecko pozna, jakie oczekiwania wobec niego mają inni ludzie albo ono samo zacznie od siebie czegoś oczekiwać. Ten rodzaj emocji samoświadomościowych nazywamy emocjami ewaluatywnymi. Jaką emocję odczuje siedmioletnie dziecko, gdy przypadkowo obleje ulubioną sukienkę mamy sokiem marchewkowym? Zawstydzi się? A może będzie miało poczucie winy? Cóż, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, bo emocje złożone, takie jak wstyd i poczucie winy, wymagają obecności innych ludzi, a przynajmniej ich obrazu w naszym umyśle. To sprawia, że bardzo różnimy się od siebie tym, kiedy i jak przeżywamy te emocje.

Standardy, zasady i cele

Michael Lewis, jeden z najsłynniejszych badaczy rozwoju emocjonalnego, uważa, że doświadczanie wstydu i poczucia winy u dzieci i dorosłych wymaga wiedzy o tym, jakie są obowiązujące standardy (nasze oraz innych ludzi), jakich zasad powinniśmy przestrzegać oraz jakie cele chcemy osiągnąć. Są to więc emocje wybitnie społeczne. Co ważne, nie chodzi jedynie o prostą wiedzę o istnieniu tych standardów, reguł i celów. Aby wstyd i poczucie winy mogły powstać, konieczna jest zdolność, aby umieć dokonać oceny samego siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jak wypadłem w świetle określonej zasady, celu, reguły?”. Taka zdolność do samooceny pojawia się około trzeciego roku życia i towarzyszy nam do śmierci. Jako istota społeczna, ewoluująca w grupach, człowiek jest niezdolny, aby zupełnie zignorować oczekiwania innych wobec niego, reguły współżycia społecznego lub całkowicie wycofać się z aktywności społecznej. Nasze decyzje, czynności dnia codziennego, relacje, aktywność zawodowa i społeczna dzieje się w świecie społecznym, wśród ludzi powiązanych siecią standardów, reguł i zasad. Co się dzieje w umyśle człowieka, który we własnych oczach nie osiągnie pożądanego standardu, złamie regułę, nie zrealizuje celu? To zależy! Przede wszystkim od tego, jak ocenimy takie zdarzenie. Wyobraźmy sobie młodą, dwudziestokilkuletnią kobietę, która udaje się na randkę z poznanym kilka dni wcześniej mężczyzną. Spacerują, zjadają kolację w restauracji, idą do kina. Późnym wieczorem on odprowadza ją pod drzwi mieszkania, rozmawiają jeszcze chwilę. Uzgadniają, że on zadzwoni jutro i umówią się na kolejne spotkanie. Po wszystkim, mężczyzna wyciąga rękę, aby się pożegnać. Kobieta, nieco zamyślona i trochę podekscytowana interesującą znajomością, reaguje automatycznie i nie ściskając wyciągniętej ręki, całuje znajomego. On reaguje dość dużym zmieszaniem, które stara się przykryć śmiechem, ale przecież ona widzi to zmieszanie. Jeszcze raz się żegnają, ona przekracza próg domu i pada na łóżko. Co czuje? Żeby to zrozumieć, musimy prześledzić kolejne kroki w tej prostej na pozór sytuacji.

Atrybucja, czyli kto jest odpowiedzialny za to, co zaszło 

Po pierwsze, zwróćmy uwagę, że przebieg spotkań z ludźmi i interakcje społeczne opierają się na pewnych skryptach wskazujących nam, jak możemy/nie możemy, jak powinniśmy/nie powinniśmy się zachowywać. W toku socjalizacji uczymy się tego, jak zachować się w sklepie, podczas czyichś urodzin oraz na romantycznym spotkaniu z mało znaną osobą. Kiedy wszystko przebiega zgodnie z planem, towarzyszą nam zazwyczaj pozytywne emocje. Czujemy, że wszystko jest, jak należy. Jednak czasami coś idzie nie tak: reguła, a także nasze oczekiwanie co do celu nie zostają spełnione. On chce nam uścisnąć dłoń, a my go całujemy, w efekcie on się czerwieni i zaczyna wyglądać tak, jakby miał się zapaść pod ziemię. Pierwszym krokiem na drodze do odczucia wstydu lub poczucia winy jest ocena tego, czy to my jesteśmy odpowiedzialni za to, co zaszło. Nie odczujemy poczucia winy, gdy dziecko koleżanki zaleje jej sukienkę sokiem, bo sprawa bezpośrednio nas nie dotyczy (nie nasze dziecko, nie nasza sukienka). Możemy zareagować, na przykład, współczuciem. Jednak sytuacja wygląda inaczej, gdy uznamy, że zdarzenie jest zawinione przez nas. Czy to my mieliśmy pilnować tego dziecka? Może to był nasz sok, który zostawiliśmy na stole w jego zasięgu? Wracając do powyższego, randkowego przykładu. Czy ktoś zmusił dziewczynę do całowania mężczyzny? Nie, to było jej zachowanie, za które jest odpowiedzialna. Jeśli weźmiemy odpowiedzialność za dane zdarzenie, pojawia się kolejny krok w procesie powstawania emocji ewaluatywnych, czyli ocena, czy zdarzenie miało pozytywne, czy negatywne konsekwencje. Zalana sukienka, zdenerwowana koleżanka, zakłopotany mężczyzna mogą z łatwością, w świetle reguł współżycia społecznego, zostać uznane za niepożądane. To my jesteśmy za to odpowiedzialni! Kiedy już człowiek uzna, że stało się coś, co nie powinno się zdarzyć w świetle zasad, reguł, celów, i on jest odpowiedzialny, pojawia się kolejny etap. Otóż odpowiadamy sobie na pytanie: „Jak/Dlaczego doszło do niepożądanej sytuacji, za którą jestem odpowiedzialna(-y)”? Z punktu widzenia dwóch kluczowych w tym artykule emocji jest to etap decydujący. Z tego miejsca wyjdziemy raczej zawstydzeni albo raczej z poczuciem winy. Zdecyduje o tym przebieg procesu atrybucji, czyli określenia przyczyny zdarzenia. Jeśli na pierwszy plan wybije się atrybucja globalna, zgodnie z którą dane zdarzenie wystąpiło z powodu naszych trwałych cech – tego, jaka(-i) jestem, częściej będziemy przeżywać wstyd. Wtedy wstydzimy się tego, jacy jesteśmy. W takiej sytuacji koncentrujemy się na całości swojego Ja, stwierdzając, że sukienka została zalana, bo jak zwykle okazało się, że najlepiej niczego mi nie dawać, bo jestem nieodpowiedzialny(-a), a mężczyzna szybko umknął zażenowany, bo jak zwykle okazało się, że jestem jakaś głupia i zachowałam się jak ostatnia kretynka. Możliwy jest także inny scenariusz, w którym do głosu dochodzi atrybucja szczegółowa, w której koncentrujemy się na jakimś określonym aspekcie naszego zachowania, który „winimy” za zdarzenie. Sukienka mogła zostać zniszczona, „bo zapomniałem zabrać tę szklankę, choć jeszcze chwilę wcześniej miałem to zrobić”. Mężczyzna przed drzwiami został postawiony w tej niezręcznej sytuacji, bo „zamyśliłam się i potraktowałam go jak bliskiego kolegę”. W przypadku atrybucji globalnej podważamy naszą wartość, uderzamy w siebie, chcemy zapaść się pod ziemię, żeby nikt nie widział naszego upokorzenia. Gdy stosujemy atrybucję szczegółową, nasze Ja nie jest zagrożone, a uwagę zwracamy tylko na pewien aspekt nas samych, który dodatkowo można zmienić, czyli zachować się inaczej następnym razem. Nie dziwi więc, że wstyd jest dla człowieka emocją o wiele bardziej nieprzyjemną i trudną do zniesienia, gdy poczucie winy, niosąc za sobą motywację do poprawy zachowania w przyszłości, może mieć nawet aspekt rozwojowy. Analizując różne sytuacje, które mogą wywołać w kimś albo w nas samych wstyd lub poczucie winy, trzeba pamiętać, że interpretowanie zdarzeń jako takich, za które jesteśmy odpowiedzialni, które prowadzą do złamania reguł bądź oczekiwań, które są efektem naszych trwałych ułomności albo jednostkowego zachowania, są jedynie wytworem naszej aktywności umysłowej, tego jak postrzegamy świat, jakimi kategoriami się posługujemy, jakie reguły i standardy posiadamy. 

Dlaczego tak bardzo różnimy się od siebie podatnością na odczuwanie wstydu i poczucia winy

Ludzie znacznie różnią się od siebie skłonnością do stosowania globalnych bądź szczegółowych atrybucji, a tym samym do przeżywania wstydu bądź poczucia winy w sytuacji porażki, błędu, niedociągnięcia, pomyłki. W przeciwieństwie do obrzydzenia, które powstaje w odpowiedzi na określone bodźce (brzydki zapach lub smak), wstyd i poczucie winy są emocjami bardzo prywatnymi i indywidualnymi. Trawestując brytyjskie przysłowie: „Beauty is in the eye of the beholder” (Piękno jest w oku patrzącego), można powiedzieć, że zarówno wstyd, jak i poczucie winy są kwestią interpretacji. Nie bez powodu perfekcjoniści, posługujący się niezwykle wysokimi standardami, trudnymi do zreal­izowania, którzy mają również silną skłonność do samokrytyki, odczuwają wstyd częściej niż inni. Marcia Webb, psycholog kliniczny z Seattle Pacific University, oraz jej współpracownicy w przeprowadzonym przez siebie badaniu wykazali, że osoby nawykowo stosujące atrybucję globalną w sytuacji porażki, częściej cierpią także na depresję. Z czego wynikają te różnice między ludźmi? Poniew...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy