Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

22 kwietnia 2020

NR 4 (Kwiecień 2020)

Wiele głosów w nas

163

Istnieje w nas wiele głosów, nierzadko niespójnych albo całkiem sprzecznych. A każdy z nich ma swoje racje, swoją opowieść na nasz temat. Czy jesteśmy gotowi ich wysłuchać? Co tracimy, gdy jakiś głos zignorujemy?

Mojej znajomej odcięli prąd. Mieszka na wsi. Faktury za prąd dostaje mejlem. Przegapiła. Zapomniała. 

POLECAMY

W efekcie przez parę dni była pozbawiona elektryczności. Zadzwoniła do mnie, by podzielić się tym, co ją spotkało. A właściwie zadzwoniło kilka głosów w niej. Zaczęła oburzona Wewnętrzna Krytyczka: „Jestem nieodpowiedzialna. Jak mogłam zapomnieć zapłacić? Dwa dni będę bez światła i ogrzewania”. Zaraz po niej do głosu doszła Zawstydzająca Matka: „Ja mogę po ciemku siedzieć, ale jak mogłam zrobić to mojemy dziec­ku? Co ono winne, że matka jest nieprzytomna?”.

Próbowałam wejść w rolę Wspierającej Gosi: „Daj spokój, każdemu się może zdarzyć. Tyle miałaś ostatnio na głowie”. Natychmiast odezwała się w niej Rozczarowana Sobą: „Jestem po prostu beznadziejna. Nie pierwszy raz zawalam ważną sprawę”. 

7 powodów, by porozmawiać z samym sobą 

Dialogi wewnętrzne pełnią wiele funkcji – pokazują badania dr hab. Małgorzaty Puchalskiej-Wasyl z KUL-u. Oto niektóre z nich: 

  • niosą nam wsparcie – są źródłem nadziei, poczucia bezpieczeństwa, sensu życia,
  • zastępują prawdziwy kontakt, gdy jesteśmy skazani na izolację,
  • pozwalają doświadczać czegoś nowego, a czasem uciec od szarej rzeczywistości,
  • dają poczucie zrozumienia i łączności z kimś bliskim,
  • prowadzą do samodoskonalenia, karcą i przestrzegają przed powtarzaniem błędów,
  • pozwalają zyskać wgląd, nowy punkt widzenia albo zdystansować się do problemu, 
  • motywują nas lub dostarczają kryterium do oceny siebie.

 

Utożsamić się, potem zdystansować

Michaił Bachtin, literaturoznawca rosyjski, mówił o polifoniczności powieści – dzięki niej postacie mogą artykułować swoje poglądy, a autor nie faworyzuje żadnego z bohaterów. Podobnie – wielogłosowo – działa nasz umysł. John L. Caughey, profesor antropologii z University of Maryland, twierdzi, że w naszym wewnętrznym świecie może istnieć nawet około 300 postaci – wśród nich rodzice, znajomi, bohaterowi literaccy czy gwiazdy popkultury. Taką wielogłosową i dialogową postać ma – według Huberta Hermansa, holenderskiego psychologa i emerytowanego profesora Radboud University – nasze „ja”. W różnych sytuacjach rozmawiamy ze sobą, a każdy z głosów tworzy swoją spójną narrację. Każdy z nich ma swoje racje i jest ważny, choć nie zawsze gotowi jesteśmy go wysłuchać. 

Część z tych narracji sami produkujemy w swojej głowie, inne przychodzą do nas z zewnątrz, np. w postaci słów wypowiadanych na nasz temat w różnych sytuacjach przez matkę czy ojca. Jeśli ktoś całe życie słyszał od ojca: „Za co się nie weźmiesz, to zepsujesz” i „Lepiej nie zaczynaj”, to potem może się w nim rozwinąć taki Permanentny Hamulcowy, który go wciąż stopuje, jak kiedyś ojciec. Może pójść za tym głosem i uwierzyć w niego tak mocno, aż stanie się jedyną obowiązującą narracją na własny temat. Ludwig Wittgenstein, filozof języka i umysłu, powiedział kiedyś, że „granice naszego języka są granicami naszego świata”.

Dodałabym, że narracje, którym nadajemy ważność, stają się obowiązującymi granicami naszego myślenia o sobie.

Psycholog i ekspert w dziedzinie komunikacji interpersonalnej Friedemann Schulz von Thun postuluje, by pozwolić wybrzmieć różnym głosom w nas. Dopuścić do głosu te różne postaci i się z nimi utożsamiać. A gdy już zobaczymy te kawałki w sobie, te wszystkie Zasadnicze Panienki i Wyluzowane Imprezowiczki, możemy się wobec nich zdystansować. W ten sposób, jak sugeruje von Thun, radzimy sobie z naszymi wielogłosami.

Wiem, że jest we mnie kawałek Pedantycznej Księgowej, jest też Wybuchowa Furiatka. Odzywają się czasem tuż przed zaśnięciem: pierwsza pyta, czy włączyłam zmywarkę, druga wkurza się na kota, który wysypał żwirek z kuwety. Jednak gdyby temu utożsamianiu się nie towarzyszyło zdystansowanie się, dany głos mógłby stać się jedyną obowiązującą narracją, do niego sprowadziłabym siebie. A niewyrażone części zostałyby zepchnięte za kurtynę i tam byłyby trzymane pod nadzorem różnych mechanizmów obronnych, by przypadkiem nie doszły do głosu. Albo przejawiałyby się w postaci projekcji, czyli przypisywania innym własnych niechcianych uczuć, poglądów czy zachowań. Projektując części samych siebie na innych, postrzegamy je jako coś zewnętrznego i tym samym tracimy z nimi kontakt. 

Każdy głos jest tylko na jakiś czas

Tak zdarzyło się w rozmowie z panią M. Zadzwoniła do mnie z informacją, że redakcja odrzuciła jej tekst. Postąpiła tak, bo redaktor naczelna zazdrości jej talentu i boi się konkurencji. Próbowałam zweryfikować jej przekonanie, pytając: „Po czym poznałaś, że naczelna ci zazdrości?”. „Przecież to oczywiste” – odparła. 

A następnego dnia usłyszałam, że pani M. chodzi i opowiada naszym znajomym, iż ja też jej zazdroszczę. Co zyskała dzięki oddelegowaniu swoich uczuć na mnie? Przekonanie, że to świat jej zazdrości i dlatego nie publikuje jej tekstów, pozwoliło rozwiać wątpliwości, czy aby na pewno jest tak dobrą autorką, jak sądzi. 

Aby jednak pozostać w kontakcie ze sobą, a równocześnie udźwignąć informacje produkowane przez wewnętrzne narracje, trzeba umieć dystansować się od jakiegoś konkretnego głosu w naszej głowie i uświadomić sobie, że dana narracja jest tylko jedną z wielu. Gdy się waham, przeżywam rozczarowanie czy lęk, mam przecież w sobie jeszcze inne części, które w tym momencie z jakiegoś powodu nie doszły do głosu. Każdy głos jest tymczasowy.

Inni ludzie gotowi są akceptować tylko niektóre z naszych narracji. Dopuszczają do głosu te, które sprzyjają tworzeniu dobrych relacji i na które sami mają w sobie zgodę. Empatyczna Pocieszycielka i Lojalna

Kumpela są bardziej akceptowane niż Wredna Zazdrośnica. Jeśli ktoś wypiera ciemne części i odcina się od emocji niekochanych, takich jak złość, zazdrość czy zawiść, trudno mu będzie usłyszeć Zazdrosną Zołzę we mnie. Gdy opowiadam mu, jak sobie z nią nie radzę, zapewne zaneguje moją opowieść, mówiąc: „Daj spokój, to nieładnie. Nie wolno ludziom niczego zazdrościć”. 

Wśród znajomych mam wybitnego literata, któremu zazdroszczę talentu. Często mu o tym mówię. Co roku znajomy wrzuca na Facebook zdjęcia książek, które ostatnio opublikował. Zazdrosna Zołza we mnie pozwala sobie wtedy na różne żartob...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy