Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

28 stycznia 2016

Węże w garniturach

0 403

Pewni siebie i charyzmatyczni, a równocześnie zupełnie pozbawieni skrupułów i sumienia. Osoby z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości potrafią błyskawicznie piąć się po szczeblach kariery.

Frank od początku czuł, że David jest odpowiednią osobą na wolne stanowisko w jego dziale. Młody, elegancki, pewny siebie, prezentował się i wyrażał bardzo profesjonalnie. Wyczerpująco mówił o swoich osiągnięciach i licznych doświadczeniach, zdobytych mimo młodego wieku. Frank był pod wrażeniem charyzmy Davida i bez wahania dał mu posadę. Później gorzko tego żałował. Jak się okazało, David zmyślił wiele informacji na temat swoich kwalifikacji. Nie potrafił też współczuć, uczucie to było mu obce. Ba, Frank odniósł wrażenie, że ten facet w ogóle nie ma sumienia! Snując intrygi, David bezwzględnie torował sobie drogę w korporacyjnej dżungli. W końcu zajął stanowisko Franka.

O ludziach działających w ten sposób psycholog Robert Hare, emerytowany profesor University of British Columbia w Vancouver, mówi „psychopaci”. Hare uważa, że zachowanie Roberta i innych mu podobnych dokładnie odpowiada temu, co opisuje kliniczny wzorzec tego zaburzenia. Zaburzenia, które nosi także bardziej poprawną politycznie nazwę: osobowość dyssocjalna.

Przeciętnemu człowiekowi termin „psychopata” rzadko kojarzy się z „młodym wilkiem” z jakiegoś biura. Na myśl przychodzi raczej np. Hannibal Lecter z „Milczenia owiec”. I rzeczywiście, ludożerca zagrany po mistrzowsku przez Anthony’ego Hopkinsa jest doskonałym przykładem człowieka z osobowością dyssocjalną: łamie wszelkie reguły społeczne, nie ma w nim żadnego poczucia odpowiedzialności za innych, nie obchodzą go ich uczucia. Lecter, jak i wielu innych psychopatów, ma bardzo niski próg wyzwalania agresji i jest skłonny do brutalności.

Według prof. Hare’a, osobowość dyssocjalna objawia się w bardzo zróżnicowany sposób. Nie wszyscy dotknięci nią ludzie są brutalni i popełniają czyny karalne. Najczęściej występuje łagodna forma tego schorzenia, taka, którą dotknięty jest David. On wprawdzie łamie reguły społeczne, ale nie popada w konflikt z prawem. Profesor Hare uważa, że stanowiska kierownicze w bardzo wielu firmach zajmują nierozpoznani psychopaci.

Intryganci na szczyt
Paul Babiak, psycholog pracy z Nowego Jorku, przez pięć lat analizował, jak „węże w garniturach w prążki” pną się ku szczytom. Dokładnie przyglądał się personelowi trzech średniej wielkości amerykańskich firm. Wśród ich kadry kierowniczej zdiagnozował 3 osoby z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości. Jedną z nich był David.

Ten rokujący wielkie nadzieje pracownik już po kilku tygodniach dał się poznać jako bardzo niesympatyczna osoba. Skarżył się m.in. na swoją sekretarkę, przez wszystkich uważaną za niezawodną. Mówił, że jest niekompetentna i bezczelna. Gdy David bez konkretnego powodu któryś raz z kolei nie zjawił się na zebraniu, Frank zaczął poważnie wątpić, czy zatrudnił właściwą osobę. Po roku stwierdził, że David trwoni firmowe pieniądze. Pytany, co stało się z konkretną kwotą, David zaserwował szefowi stek kłamstw, na dodatek sprzecznych. Ponieważ zarzuty wobec Davida mnożyły się, Frank postanowił ostatecznie rozwiązać problem. Zwołał w tej sprawie posiedzenie zarządu. I wtedy dowiedział się, że David poskarżył się zarządowi na niego. Frank nie wierzył własnym uszom, gdy zarząd nie szczędził pochwał nowo zatrudnionemu „wielkiemu talentowi”. Ale najgorsze dopiero miało nadejść... David otrzymał stanowisko kierownicze, a Frank został przeniesiony na niższe stanowisko.

Taktyka stosowana w miejscu pracy przez osoby z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości jest zawsze bardzo podobna. Paul Babiak wyróżnił w niej pięć faz.
Faza 1: wejście do firmy. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej osoba ubiegająca się o posadę urzeka rozmówcę szarmanckim zachowaniem i dużą pewnością siebie. Często jej życiorys zawiera fałszywe informacje. Faza 2: ocena. Po zatrudnieniu, osoba taka próbuje odkryć jak najszybciej, kto ma w firmie rzeczywiście coś do powiedzenia. Buduje osobiste, a czasem nawet intymne relacje z tymi pracownikami, którzy zarządzają firmą. Faza 3:
manipulacja. Celowo rozsiewa fałszywe informacje, aby przedstawić siebie w dobrym, a innych w złym świetle. Szerzy nieufność między współpracownikami, opowiadając kolegom, że inni ich obgadują. Przy tym szuka
kontaktu z innymi osobami, unika jednak posiedzeń i spotkań, podczas których musi stanąć przed całą grupą. Faza 4: konfrontacja. Współpracownicy, o których względy osoba szczególnie zabiegała, zostają porzuceni, gdy nie są już potrzebni do realizacji celu: awansu. Ofiary psychopaty są tym często głęboko zawstydzone. Im bardziej zostały wykorzystane przez osobę z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości, tym mniej są gotowe opowiedzieć komuś o swoich doświadczeniach. Faza 5: awans. W końcu następuje ostateczny atak. Psychopata wykorzystuje wzajemną złość współpracowników i zajmuje stanowisko szefa. Albo – przegrywając ostateczną rozgrywkę – opuszcza firmę.

Psycholog Delroy L. Paulus z University of British Columbia uważa, że ludzi o dyssocjalnej osobowości szczególnie niebezpiecznymi czyni to, iż nie czują strachu i nie mają wyrzutów sumienia. Te cechy powodują, że bez skrupułów przekraczają normy i nie hamują wybuchów agresji. To, że psychopaci nie odczuwają strachu, że nie występują u nich żadne fizyczne oznaki strachu, wykazał Robert Hare. Psycholog przeprowadził testy na grupie ludzi, u których wcześniej zdiagnozowano dyssocjalne zaburzenie osobowości oraz ludzi niezaburzonych. Badani mieli obserwować wskaźnik, który odliczał od 10 do 0. Wcześniej poinformowano ich, że przy wskazaniu 0 zostaną porażeni niegroźnym, ale bolesnym, impulsem elektrycznym. Okazało się, że u osób zdrowych przy kolejnych etapach odliczania pojawiały się coraz silniejsze fizjologiczne oznaki strachu – potliwość, podwyższone tętno. Reakcje te nie występowały u osób z osobowością dyssocjalną.

Zagubione współczucie
W 2003 roku Ray Dolan, neurolog z Institute of Neurology na University College London, dowiódł, że u ludzi z osobowością dyssocjalną nie pojawiają się także fizjologiczne oznaki przeżywania współczucia. Normalnie, gdy oglądamy obrazy przedstawiające smutnych, cierpiących ludzi, w mózgu aktywuje się ciało migdałowate – obszar, który odpowiada za emocjonalne zabarwienie informacji. Natomiast u osób z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości żadnej aktywności w tym rejonie mózgu nie stwierdzono. – Empatia jest właściwie automatyczna i nie można nią świadomie kierować. Gdy widzimy, że ktoś cierpi, to odczuwamy litość, czy tego chcemy, czy nie – wyjaśnia Ray Dolan. I przypuszcza, że brak tej reakcji jest wrodzony.

Osoby dotknięte tym zaburzeniem absolutnie nie postrzegają swojego zachowania ani jako jakiejś anomalii, nie jest to dla nich żadne osobiste obciążenie. Terapia jest zatem zupełnie nieskuteczna, ponieważ wyleczyć można tylko te osoby, które chcą być wyleczone.

Ludzi z osobowością dyssocjalną charakteryzuje także to, że nie cierpią na zaburzenia świadomości, np. nie słyszą żadnych głosów wewnętrznych, które nakazywałyby im popełnienie przestępstwa. Z tego powodu uznaje się ich w większości krajów za w pełni poczytalnych i mogących z tego tytułu odpowiadać za swe czyny przed prawem. Tylko że sankcje w ich przypadku nie odnoszą żadnego skutku. – Osoby cierpiące na to zaburzenie są całkowicie świadome reguł społecznych, które łamią, jednak nic przy tym nie odczuwają. Dysponują błędnymi poglądami dotyczącymi przepisów prawa, ponieważ kierują się wyłącznie własnym systemem wartości. Dlatego bezcelowe okazuje się żądanie od nich wyjaśnień – tłumaczy Hare, który ponad 35 lat badał więźniów w zakładach karnych. Jego doświadczenia, a także dane zebrane przez innych psychologów prowadzących podobne badania pokazują, że ludzie o osobowości dyssocjalnej są odporni na jakiekolwiek formy kary. Nawet po długoletnim pobycie w więzieniu znacznie częściej popełniają recydywę niż inni przestępcy.

Wykrywacz psychopatów
Psychopaci psują atmosferę w pracy, nawet gdy nie popadają w konflikt z prawem. A gdy awansują już na stanowiska kierownicze, to trudno przeciwdziałać ich matactwom. Aby temu zapobiec, Hare i Babiak rozwijają bazującą na testach psychologicznych metodę, dzięki której można rozpoznawać psychopatycznych pracowników już w trakcie rekrutacji. Ankieta o nazwie „B-Scan 360” jest obecnie w fazie testowej. Opiera się ona na katalogu cech „psychopatów”, określonych już w 1941 roku przez psychologa Herveya Cleckleya, prekursora badań nad tym zjawiskiem. Katalog ten Hare rozwinął, opierając się na własnych badaniach, tworząc w 1991 roku tzw. Psychopathy Checklist Revised (PCL-R). Wykaz ten jest stosowany w wielu krajach do diagnozy zaburzeń dyssocjalnych osobowości, używa się go także przy okazji procesów sądowych.

„B-Scan 360” stara się na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy