Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

17 czerwca 2016

Wciąż się stajemy

37

„Żyj uważnie” - mawiał Krzysztof Kieślowski. Uważnie wobec otaczającego świata, innych ludzi, wreszcie samego siebie. Dzięki refleksji nad codziennymi zdarzeniami możemy poznawać i tworzyć siebie na nowo - przekonuje terapeutka Agnieszka Popiel .


PAULINA PAJĄK: – Dlaczego od wieków człowiek wciąż zadaje sobie pytanie: „kim jestem”?
AGNIESZKA POPIEL: – Bo tęskni za poznaniem tego, co nieosiągalne i niepoznawalne. Niewielu ludzi może powiedzieć: „Znam siebie na tyle doskonale, że jestem w stu procentach przewidywalny”. W każdej sytuacji prawdziwość tej deklaracji byłaby wątpliwa. I stąd pewnie te tysiące lat zmagania się z próbą odpowiedzi. Jesteśmy trochę jak w pogoni za znikającym punktem: czasem bliżej, czasem dalej. W naszą egzystencję wpisana jest próba ciągłego definiowania siebie w zmieniających się okolicznościach. Zatem samopoznanie zależy nie tylko od nas, ale i od tego, co dzieje się wokół.

Na ile więc poznajemy, a na ile kreujemy siebie w tych zmieniających się okolicznościach?
– To rzeczywiście podstawowy dylemat: poznajemy czy kreujemy? Czy istnieje obiektywna rzeczywistość i jednostka w nią wpisana, czy też cały czas tworzymy siebie? Bliski jest mi punkt widzenia konstruktywistów i Vittorio Guidano, który mówił, że w gruncie rzeczy nie ma tej obiektywnej rzeczywistości, a my siebie definiujemy wciąż na nowo w procesie stawania się. W dodatku to stawanie się jest codziennie czymś innym. Nie chodzi tu o podawanie w wątpliwość istnienia całej obiektywnej rzeczywistości, ale o te wszystkie procesy, które sprawiają, że nie jesteśmy raz na zawsze. Ten proces nieustannego stawania się – ciągłe zmagania pomiędzy tym, co zastane i tym, co chcielibyśmy zmienić – jest właściwie tym, kim jesteśmy. Poznawanie tego procesu jest znaczące zarówno dla rozwoju samej osoby, jak i dla rozpoczęcia procesu zmian.

To znaczy, że jeśli nie zatrzymamy się i nie przyjrzymy się temu, co jest w nas, to nie dokonamy zmiany w swoim życiu?
– W psychoterapii poznanie mechanizmów własnego działania, zwane przez niektórych „wglądem”, to pierwszy krok, aby wprowadzić zmianę. Pomocne może być przeanalizowanie, dlaczego zachowuję się czy myślę w pewien sposób. Ale często z samej tej świadomości nic nie wynika. Ot, wiem – zostałam skrzywdzona i tak reaguję na każdego, kto mi przypomina osobę krzywdzącą. Wgląd to warunek konieczny, ale niewystarczający, żeby zmiana się dokonała. Choć wielu terapeutów jest przekonanych, że bez niego bardzo trudno o zmiany, pacjenci widzą to nieco inaczej. W ramach programu „Trakt” prowadziliśmy terapię osób po wypadkach samochodowych, u których rozwinął się zespół stresu pourazowego. Kiedy dotarliśmy do nich po roku od zakończenia terapii, okazało się, że pomogła ona większości z nich. Zadaliśmy im zatem pytanie, gdzie upatrują przyczyn poprawy. Okazało się, że w pamięci wielu z nich pozostały raczej ćwiczenia oddechowe czy relaksacyjne niż wielogodzinne rozmowy o mechanizmach funkcjonowania czy postrzegania świata. A zatem autorefleksja nie zawsze jest konieczna – zmiana zachowania człowieka jest możliwa również dzięki modyfikacji okoliczności.

Definiując siebie, odwołujemy się do przeszłości, ale czy możemy ufać pamięci?
– Pamięć odgrywa w samopoznaniu rolę kluczową, ale tu czai się parę pułapek. Pamięć jest aktywna i podlega wpływowi różnych czynników, np. emocji – nie możemy jej całkiem ufać. Ukazują to badania nad pamięcią autobiograficzną osób z chorobą dwubiegunową. Poproszono je o podsumowanie swojej historii życia: będąc w depresji, przypominały sobie najbardziej negatywne wydarzenia, ale w manii mówiły: „Cóż, bywały depresje, ale przecież życie jest piękne”. Osoby przeżywające jakąś emocję, łatwiej przywołują sytuacje o zbliżonym kolorycie emocjonalnym. Pamięć jest zatem zwodnicza, choć definiuje nas i zapewnia poczucie ciągłości. Zbyt wątłe są podstawy zwrotu „przecież pamiętam” – łatwo można zaszczepić lub zmodyfikować wspomnienia, chociażby przez sugestywne opowieści innych osób.

À propos opowieści innych ludzi: często na zjazdach szkolnych ktoś przywołuje zdarzenia nas dotyczące, o których całkiem zapomnieliśmy.
– W szerszym ujęciu problem dotyczący ciągłości własnej tożsamości, naszego Ja, jest jednym z podstawowych zagadnień psychologii i jej matki – filozofii, w tym filozofii moralności, poruszającej takie zagadnienia, jak granice odpowiedzialności za czyny i decyzje sprzed wielu lat, o których chciałoby się powiedzieć: „wtedy byłem zupełnie kimś innym”. To jest doświadczenie chyba każdego z nas, które nie ogranicza się tylko do dawnych znajomych. Niedawno natrafiłam na swój pamiętnik sprzed wielu lat i pomyślałam: „To niemożliwe, żebym to była ja. To nie jest ta sama osoba”. Podobnie jest ze znajomymi, którzy pamiętają to, co w naszym zachowaniu było dla nich ważne. Tutaj troszkę spuszczamy z tonu narcystycznego – ważne nie ze względu na nas, ale dlatego, że w ich świecie nasze zachowanie było spójne, zabawne czy niezwykłe. Tymczasem dla nas było to zwyczajne i dlatego zapomniane zachowanie. Na przykład zachowanie osoby, która postępuje w myśl zasady, że należy mówić pewne rzeczy wprost i natychmiast, będzie zaskakujące i przez to zapamiętane przez koleżankę wychowaną w przekonaniu „zastanów się sto razy, zanim cokolwiek powiesz”. Ta tajemnica opowieści innych ludzi tkwi również w tym, że mówią oni jednak cały czas o sobie. Nawet jeśli opowiadają o jakimś zdarzeniu, w którym odgrywamy znaczącą rolę, to stanowi ono klucz do nich.

Skoro już jesteśmy przy narcyzmie... Osoby narcystyczne i te, które ciągle uciekają przed samymi sobą, chyba mają pod górkę w drodze do samopoznania...
– To przykłady skrajne, na ogół większość z nas ich nie doświadcza. Co nie znaczy, że nie możemy znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji, w której staniemy się punktem odniesienia wyłącznie sami dla siebie. Ten negatywny aspekt samopoznania jest związany z cechami osobowości narcystycznej, które wzmacniają pogląd, że stanowimy centrum wszechświata. Jednocześnie w przypadku narcystycznego zaburzenia osobowości w Ja cały czas wieje pustką – stukamy do drzwi, których nikt nie otworzy. Taka osoba zadając pytanie „jaka jestem?”, nie jest zainteresowana inną odpowiedzą niż „wyjątkowa, wybitna”.
Na drugim biegunie jest uciekinier przed sobą. Również nie zadaje pytania: „kim jestem?”, bo wie, że jest do niczego i wszystko, co w sobie może znaleźć, i tak jest fatalne – lepiej więc zająć się czymś innym.
Jednak nawet narcyz i uciekinier mają szansę na samopoznanie, jeśli terapeuta stworzy bezpieczne warunki, tak by człowiek nie bał się zadać sobie pytania „kim jestem?” i zobaczyć, co się właściwie w nim czai. Dzięki temu może potem powiedzieć: „Chwileczkę, chwileczkę... Czy ja naprawdę jestem taki? Czy to ma być prawdziwa i obowiązująca odpowiedź?”.

A jeśli ta odpowiedź będzie źródłem cierpienia?
– Z jednej strony źródłem cierpienia mogą być negatywne przekonania na temat siebie, świata czy innych – taka osoba jest zazwyczaj bardzo zajęta i rzadko konfrontuje się z pytaniem „jaka jestem?”. Innym źródłem cierpienia jest porównywanie siebie z innymi. Odnoszę się do swoich standardów: widzę, jaka powinnam być, a nie jestem, natomiast inni wydają mi się lepsi, mądrzejsi czy piękniejsi. W wywiadzie udzielonym u schyłku życia Albert Ellis powiedział, że koncepcja samooceny jest największą chorobą ludzkości. Zakłada bowiem, że człowiek nieustająco siebie ocenia w odniesieniu do czegoś – np. uznam, że jestem wartościowa, tylko gdy będę miała studia wyższe albo osiągnę jakieś stanowisko. To uniemożliwia takie spojrzenie na siebie, które zakłada szacunek dla siebie, wynikający z tego, że po prostu jestem człowiekiem.

A my często o tym zapominamy. Arnhild Lauveng w książce przybliżającej doświadczenie choroby psychicznej podkreśla, że współczesne społeczeństwo jest za bardzo skoncentrowane na wynikach i osiągnięciach, choć „człowiek jest wartościowy po prostu dlatego, że istnieje”.
– Do słów Lauveng dodałabym jednak pewne uzupełnienie. Moja akceptacja siebie jako człowieka wynika absolutnie z samego faktu istnienia, jednak dotykamy tu jeszcze zjawiska wolnej woli. Nie muszę być dumna ze wszystkich moich zachowań, ale jeśli wybieram jakieś zachowanie, to również akceptuję jego konsekwencje. Jeśli zakładam: „Nie zamierzam się zmienić – będę zawsze mówić wszystko, co myślę”, to akceptuję również to, że nie wszyscy będą mnie lubić.

Test lustra

Spójrz w lustro – co czujesz? Czy podoba Ci się to, co widzisz? Co o sobie myślisz w tym momencie? Odbicie w lustrze budzi samoświadomość. Jak dowiodły badania Shelleya Duvala i Roberta Wicklunda, przed lustrem koncentrujemy się na sobie, oceniamy swoje zachowanie i porównujemy je z idealną wersją siebie. Zwykle nie dorównujemy swoim ideałom, w efekcie przed lustrem nasz nastrój obniża się. Jeśli możemy zmienić zachowanie – robimy to: w obliczu lustra stajemy się bardziej uczciwi i pomocni innym. Jeśli tego, co zrobiliśmy, cofnąć już nie można, unikamy swojego widoku w lustrze, odwracamy głowę.

Choć łatwiej będzie kierować się złudzeniami na swój temat.
– Nie znam osoby, która z ręką na sercu powiedziałaby: „Jestem hipokrytą”, „Inni ludzie mnie w gruncie rzeczy nie obchodzą”. Każdy posiada złudzenia na swój temat – co więcej, kierując się nimi, robimy często dobre rzeczy. To delikatny, dostrzeżony przez Kanta problem bezinteresowności szlachetnych czynów. Złudzenia na swój temat bywają także gwarancją dobrego samopoczucia, co potwierdzają badania nad realizmem depresyjnym. Okazuje się, że osoby depresyjne często mają mniej złudzeń, a przez to trafniej oceniają same siebie i swoje możliwości – są smutniejsze, ale mądrzejsze.

To może lepiej dać sobie s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy