Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

14 lipca 2016

Emocje z odcieni jesieni

34

Witaj smutku. Kto tak powie, gdy smutek wkracza w jego życie? To zawsze nieproszony, nielubiany gość. A przecież on przyszedł, by powiedzieć o czymś ważnym. Skłania, by się zatrzymać, uważnie przyjrzeć temu, co się dzieje w naszym życiu. Chroni przed kolejnym błędem. Im bardziej go odpychamy, zatrzaskujemy przed nim drzwi, tym natrętniej się odzywa. Jeśli jednak potrafimy wyjść mu naprzeciw, zwiastuje dobre chwile, które przyjdą po nim. Zatem: Witaj smutku.

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.

Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: – Kim jesteś?

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały: – Ja? Nazywają mnie Smutkiem.
Smutek czasem pojawia się bez zapowiedzi. Po prostu spotykamy go na naszej drodze. Nagle nasz nastrój pogarsza się bez konkretnej przyczyny. Albo po prostu budzimy się przygnębieni. „Dziś nie dam rady. Otwieram oczy i czuję, że nie mam siły brnąć w ten dzień. Po co? Jaki to ma sens? Dlaczego mam się starać? Wszystko jest takie bezbarwne. Albo szare lub czarne. Dopadł mnie jakiś smutek, który zupełnie odebrał chęć do czegokolwiek. Wiem, że muszę wstać z łóżka, iść do pracy; że żona będzie pytać, co mi znowu dolega. Wstaję. Odpowiadam na pytania. Wszystko w porządku, nie wyspałem się dzisiaj – mówię. Idę do pracy. Udaję zadowolonego. Staram się maskować to, jak naprawdę się czuję; że nic mi się nie chce. I że nic nie ma sensu”. To słowa Krystiana, młodego mężczyzny, na co dzień szczęśliwego ojca i męża. Tego dnia ogarnął go nieopisany smutek. Dopadła go chandra.

Każdy zna to uczucie. Niektórzy trochę lepiej, bo ich duszę częściej zabarwia nuta smutku. To, co dawniej, może jeszcze wczoraj, cieszyło, teraz nie daje radości. Nie rozumiemy, dlaczego nie cieszy nas nowy dzień, promienie słońca wkradające się przez firankę. Chcemy, żeby ono zgasło, żeby zaczynający się właśnie dzień już się skończył. Brakuje nam energii. Nie mamy najmniejszej ochoty iść do pracy, nie chcemy widzieć osób, których towarzystwo niedawno sprawiało nam przyjemność. Dokonania, które dopiero co nas cieszyły, tracą wartość. Cele wydają się nam miałkie, bezsensowne. Świat jawi się w szarościach, kolory tracą intensywność. Tak zwykle opisywane są stany smutku i chandry. W taki też sposób oddał je Albrecht Dürer, niemiecki malarz i grafik z epoki renesansu, na utrzymanym w czarnych barwach miedziorycie „Melencolie I”. Widzimy na nim postać uskrzydlonej kobiety. Wydaje się, że to anielica, istota doskonała. Jednak i ją dopada to wydawałoby się ludzkie uczucie – ogromny smutek. Opiera zatem głowę na dłoni, jakby nie mogła już znieść swojej udręki.

Muzyka duszy

Nie musimy słyszeć słów piosenki, by z całą pewnością stwierdzić, że jej melodia jest smutna. Jednym z utworów niezmiennie uznawanym przez słuchaczy za smutny jest „Greensleeves”, znana angielska piosenka ludowa. Okazuje się, że za smutek, który z niej bije, odpowiada tercja mała, czyli określony interwał między dźwiękami. Co ciekawe, ta określona odległość między wysokościami dźwięków jest nośnikiem smutku nie tylko w muzyce, ale również w mowie – przynajmniej w języku angielskim. Dowiodły tego badania Meagan Curtis z Music Cognition Lab przy Tufts University, opisane w 2010 roku w czasopiśmie „Emotion”. Badaczka prosiła studentów, by wypowiadali dwusylabowe frazy w różnych intonacjach – tak by wyrażały smutek, radość, przyjemność, złość. Wypowiedzi zostały nagrane, a następnie poddane analizie komputerowej. Okazało się, że wszyscy uczestnicy eksperymentu wyrażali smutek stosując tercję małą. Potem Curtis przygotowała nagrania, które odpowiadały zarejestrowanym wcześniej wypowiedziom pod względem intonacji, składały się jednak z samych dźwięków. Uczestnicy badania i w tym przypadku tercję małą kojarzyli ze smutkiem. ? Na podstawie: www.scientificamerican.com

Gość niemile widziany

– Ach! Smutek! – zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.

– Znasz mnie? – zapytał Smutek niedowierzająco.

– Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. (...) Powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?

– Ja... jestem smutny – odpowiedział Smutek łamiącym się głosem. (...)

Wiesz, najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.

Smutek jest jedną z emocji podstawowych. Paul Ekman, amerykański psycholog specjalizujący się w psychologii emocji, wymienia go obok zaskoczenia, gniewu, odrazy, strachu, radości oraz pogardy. Smutek to emocja podstawowa, a jednak niezbyt mile widziana. Kiedy na naszej twarzy pojawi się ten nieproszony cień, zaraz słyszymy: „Głowa go góry”, „Nie smuć się”. Żyjemy w czasach, w których liczy się radość i satysfakcja – keep smiling ponad wszystko i wbrew wszystkiemu. Owszem, mamy prawo się smucić – jeśli straciliśmy pracę, zmarła bliska nam osoba lub właśnie usłyszeliśmy od lekarza, że cierpimy na poważną chorobę. Taki smutek nie wymaga dodatkowych wyjaśnień, stanowi bowiem zrozumiałą reakcję na zdarzenia. Ale jeśli nic strasznego się nie stało – nie ma powodu, by spuszczać nos na kwintę! Presja, by być wesołym, jest tak silna, że niektórym bardzo trudno się przyznać, że czują się źle, że są przygnębieni – tak po prostu, bez powodu.

Niektórzy mają większe przyzwolenie na bycie smutnym, inni mniejsze. Zależy to od płci, roli społecznej. Na przykład mali chłopcy są uczeni, że nie wolno im płakać – nie mogą być przecież beksami!, i nie mogą być smutni. Chłopaki nie płaczą, faceci nie pękają, muszą być twardzi. Nieco więcej przyzwolenia na smutek mają dziewczynki, choć i one otrzymują lekcję, że smucenie się jest czymś wstydliwym, czymś, do czego lepiej się nie przyznawać. „Nie bądź takim smutasem”, słyszą wciąż ci, których dopadł smutek. Takie słowa, nawet wypowiedziane półżartem, informują, że przygnębienie nie jest mile widziane. Ludzie smutni krępują otoczenie, smutek jest odbierany jako złodziej radości i energii życiowej. Lepiej od smutnych stronić, ich nastrój może być przecież zaraźliwy. Lepiej się do smutku nie przyznawać. Lepiej założyć maskę z udawanym uśmiechem.

Przygnębienie na szczycie

Sukces okupiony długimi staraniami i ogromnym wysiłkiem, czasem zamiast wielką radością kończy się wszechogarniającym smutkiem. Specjaliści mówią o tzw. depresji szczytu. Polega ona na doświadczeniu paradoksalnego przygnębienia w sytuacji, kiedy osiągamy sukces. Tuż po realizacji zamierzonego celu czy ukończeniu wielkiego dzieła pojawia się uczucie pustki i zagubienia. Pojawiają się pytania: co mam teraz robić? Co jest moim celem? Bo cel, w momencie jego realizacji, został utracony. Depresji szczytu najczęściej doświadczają artyści, naukowcy, menedżerowie i kierownicy projektów – czyli osoby wykonujące zawód, który wiąże się z pewną cyklicznością i wymaga kreatywności. Psychiatrzy uspokajają jednak, że depresja szczytu jest zjawiskiem normalnym i przemijającym. Oprac. na podstawie: Wojciech Imielski, Zaburzenia psychiczne i emocjonalne, Scholar 2010

Smutkiem twarz malowana
– Ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byleby tylko nie czuć mojej obecności.

Badania prowadzone przez Paula Ekmana i jego współpracownika Wallace’a Friesena dowiodły, że w prawie 80 procentach przypadków udaje się nam dostrzec smutek malujący się na czyjejś twarzy. Dla porównania – radość rozpoznajemy średnio w 92 proc. przy[-]padków.

Ani smutku, ani radości nie da się zatem całkiem ukryć. To dlatego, że okazywanie emocji w dużej mierze przebiega bezwiednie – dowodził tego już w XIX wieku Karol Darwin, autor dzieła O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt. Za to, co maluje się na naszym obliczu, odpowiadają mięśnie twarzowe, np.: mięsień podłużny, mięsień czołowy, mięsień marszczący brwi, mięsień okrężny oka, mięsień policzkowy, mięsień jarzmowy. Niektórych z nich nie potrafimy całkowicie kontrolować. Dlatego – jeśli będziemy starać się maskować smutek i przygnębienie wymuszonym uśmiechem, uważny obserwator mimiki na pewno zorientuje się, że oszukujemy. Zdradzi nas brak aktywności mięśnia okrężnego oka, który jest zaangażowany w prawdziwie rados[-]ny uśmiech. Ekman i Friesen wykazali również, że niewielu ludzi potrafi intencjonalnie opuścić kąciki ust, nie poruszając jednocześnie mięśnia podbródka – a tak właśnie robimy, kiedy jesteśmy rzeczywiście smutni.

Co jeszcze, oprócz ust ułożonych w podkówkę, zdradza nasz smutek? Badacze wymieniają: ściągnięte brwi, uniesione ich wewnętrzne końce i obniżone zewnętrzne, pogłębioną bruzdę nosowo-wargową. Osoba smutna ma spuszczony wzrok, opuszczone ramiona i jest przygarbiona. Jej nastrój można rozpoznać także po sposobie, w jaki się wyraża, tonie głosu. Choć... nie wszyscy mają tę umiejętność; co ciekawe, różne nacje są w tym lepsze bądź gorsze. Renée van Bezooijen z University of Nijmegen w Holandii, Stanley Otto z tajwańskiego National Cheng Kung University oraz Thomas Heenan z japońskiego ośrodka Athénée Français przeprowadzili wśród Holendrów, Japończyków i Tajwańczyków badanie dotyczące tej problematyki. Prezentowali uczestnikom krótkie twierdzenia wypowiadane głosem wyrażającym różne emocje, w tym smutek. Okazało się, że w rozpoznawaniu smutku najlepiej wypadli Holendrzy – mieli średnio trzy trafienia na cztery wskazania!, a najsłabiej Tajwańczycy – jedynie co drugi miał poprawne trafienie.

Wołanie o pomoc
– Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy, gdy jestem przy nim, może spotkać się sam z sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.

Emocje dostarczają informacji o tym, co się z nami dzieje i w odpowiedzi na sytuację uruchamiają gotowość do realizacji określonego programu działania. Co więcej, nadają temu programowi najwyższy priorytet, a to znaczy, że wszystko inne schodzi na dalszy plan. I tak radość sprawia, że chcemy zbliżyć się do jej źródła. Złość każe nam atakować. Smutek z kolei stanowi sygnał, że coś niedobrego dzieje się w życiu osoby, która go doświadcza. Jest sygnałem ostrzegawczym, który mówi: zastanów się, co nie działa dobrze w twoim życiu i zrób z tym porządek. Nawet jeśli nie potrafimy do końca powiedzieć, dlaczego jesteśmy przygnębieni, warto zaufać własnym odczuciom.

Według Antonio Damasio, profesora neurobiologii z University of Southern California, autora książki W poszukiwaniu Spinozy, smutek jest związany ze stanami nierównowagi funkcjonalnej, stanowi manifestację dysharmonii organizmu. Smutkowi towarzyszy pewien ból, oznaki choroby lub zaburzenia równowagi fizjologicznej, co sugeruje, że koordynacja funkcji życiowych nie przebiega w optymalny sposób. Taka sytuacja, jak pisze Damasio, musi zostać opanowana.

Smutek może być wołaniem o pomoc i wsparcie. Spełnia wtedy rolę ochronną, pomagając na przykład przeżyć stratę osobistą. Gdy jednak kumuluje się przez dłuższy czas – staje się szkodliwy i drąży duszę niczym swoisty nowotwór. Dlatego, zamiast zaprzeczać istnieniu smutku, lepiej mu się dokładnie przyjrzeć i poszukać głęboko ukrytej przyczyny.

Niektórzy próbują oszukiwać dręczący ich smutek, zaprzeczać mu, wypierać go. To, jak wyjaśnia John Bradshaw, autor książki Toksyczny wstyd, przedsięwzięcie niezwykle trudne, kosztowne dla organizmu. Usiłując blokować smutek, a także inne emocje, angażujemy nasze ciało, napinamy mięśnie. To dlatego twarz człowieka smutnego czasem przypomina zastygłą maskę.

Smutni grają fair

Smutek działa niczym radar wykrywający oszustwa. Jednocześnie jednak sprawia, że postępujemy fair wobec innych.Joseph Forgas i Rebekah East dowiedli, że smutek wiąże się z większym sceptycyzmem. Osoby smutne nie dowierzają informacjom, które do nich docierają i są wobec nich bardzo krytyczne. W jednym z badań uczestnikom prezentowano zdjęcia twarzy o pozytywnym, negatywnym lub neutralnym wyrazie. Zadanie badanych polegało na ocenie szczerości ekspresji emocjonalnej. Okazało się, że osoby smutne częściej nie dowierzały wyrazom twarzy niż osoby radosne. Co więcej, osoby w dobrym nastroju nie tylko ufnie wierzyły w szczerość emocji, ale też były pewne swoich ocen. Podobne wyniki uzyskano w innym eksperymencie, w którym badani oglądali taśmy z zeznań oskarżonych o kradzież. Znów osoby smutne okazały się lepsze w rozpoznawaniu oszustów. Joseph Forgas, tym razem z Hui Bing Tan, przeprowadził również serię eksperymentów, za pomocą których chciał sprawdzić, w jaki sposób nastrój wpływa na skłonność do zachowań fair play. Uczestnicy brali udział w grze polegającej na rozdzielaniu losów na loterię pomiędzy siebie i innych. Co ciekawe, dobry nastrój wywoływał samolubne zachowania, smutek z kolei sprawiał, że uczestnicy byli bardziej fair w dzieleniu losów. Oprac. na podstawie: J. Forgas, „Affect and global versus...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy