Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

19 lutego 2019

Gdy światło nie rozjaśnia, a świat nie ma barw

26

Człowiek w depresji jest jak czarna dziura. Pochłania energię innych ludzi, próbując wypełnić próżnię, którą w sobie czuje, i zagłuszyć własną rozpacz.

O depresji słyszał chyba każdy z nas. I chyba każdy przynajmniej w przybliżeniu wie, co to słowo nazywa, w przeciwieństwie do takich pojęć jak schizofrenia, kojarzonych na ogół z bliżej nieokreślonym szaleństwem. W rzeczywistości jednak to nie depresja jest powszechnie znana, lecz podstawowy jej objaw – smutek. Niekiedy niesłusznie stawiamy pomiędzy nimi znak równości.

Sam smutek nie zawsze przecież musi być czymś niezdrowym, patologicznym. W naturalny sposób reagujemy smutkiem, gdy wydarza się coś przykrego, gdy coś idzie nie po naszej myśli, gdy nasze marzenia rozmijają się z rzeczywistością, gdy myślimy o przemijaniu. Smutek jest potrzebny. Można się w nim zanurzyć, oczyścić, nawet – paradoksalnie – znaleźć ukojenie. Niekiedy zatrzymuje nas, gdy pędzimy przez życie zaślepieni egoizmem, głupotą czy nieuzasadnionym samozadowoleniem.

Smutek towarzyszący depresji jest jednak inny. Pojawia się nagle, zdawałoby się bez żadnej uchwytnej przyczyny. Trwa długo i właściwie nie jest podatny na żadne zewnętrzne zmiany. Towarzyszy mu wiele innych doleg[-]liwości. Taki smutek czyni człowieka niezdolnym do normalnego życia. Ktoś patrzący z boku nie rozumie stanu osoby pochłoniętej przez depresję, nie znajduje dla niego uzasadnienia. A depresja jest poważną chorobą. Zdarza się, że zbiera śmiertelne żniwo. Cierpienie płynące z depresyjnego przeżywania siebie i świata popycha do samobójstwa około 20 procent dotkniętych nim ludzi.

Znaki szczególne depresji

Typowa depresja jest z reguły dość łatwa do rozpoznania. W jej przebiegu pojawia się obniżenie nastroju, zmniejszenie aktywności psychicznej i ruchowej, a także dolegliwości somatyczne. Czasem dołącza się lęk i niepokój, a w niektórych cięższych przypadkach także objawy psychotyczne, np. urojenia depresyjne, zawierające treści o własnej wyjątkowej grzeszności, winie, potrzebie bycia ukaranym, byciu skazanym na wieczne potępienie. Mogą ujawnić się także treści katastroficzne lub hipochondryczne oraz omamy słuchowe w postaci głosów oskarżających bądź nakłaniających do samobójstwa.

Niekiedy na pierwszy plan wysuwają się inne dolegliwości: bezsenność, natręctwa, nastawienia hipochondryczne czy uporczywe bóle głowy. W takich przypadkach typowych objawów depresji albo nie ma, albo występują w niewielkim nasileniu. Mamy wtedy do czynienia z tzw. depresją atypową bądź maskowaną (maskami są właśnie te nietypowe objawy). W efekcie często trudno ją rozpoznać. Zdarza się, że osoby dotknięte taką postacią depresji mogą być przez wiele lat leczone – oczywiście nieskutecznie – na przykład z powodu nerwicy lub bliżej nieokreślonych zaburzeń somatycznych.
Ponieważ depresja należy do zaburzeń nastroju, jego zmiany stanowią najbardziej typowy objaw tego cierpienia. Osoby chore na depresję przeżywają dotkliwe uczucie smutku, rozpaczy, choć mogą też odczuwać zobojętnienie lub zupełny brak uczuć nawet wobec najbliższych osób, czyli swoiste „zlodowacenie” emocjonalne. Taki stan świadczy prawdopodobnie o głębszym poziomie depresji.

W depresji człowiek ma poczucie beznadziejności własnej sytuacji i całkowitej niemożności odmiany swego losu. Chwilową ulgę przynosi płacz, choć w głębokiej depresji on również staje się niemożliwy. Chorego dręczy cierpienie, które kojarzy z samym swym istnieniem. Źródłem dotkliwego bólu psychicznego może być samo poruszanie się, wykonywanie (czy choćby zaplanowanie) prostych czynności. Towarzyszy mu też anhedonia, czyli całkowita niemożność przeżywania radości i zadowolenia, także w przyjemnych okolicznościach.

W szarym świetle smutku

Nastrój jak reflektor oświetla rzeczywistość wokół nas. Radość „oświetla” światłem jasnym i przyjaznym, smutek to światło czarne lub co najwyżej szare. Takiej też barwy jest rzeczywistość oświetlona przez depresję. W tej czerni lub szarości poruszają się ludzie, jeżdżą samochody, ale kontury są rozmyte, wszystko dzieje się wolniej, w tle nie widać zieleni wiosny, nie słychać śpiewu ptaków, a przyjemne dźwięki otaczającej przyrody drażnią lub sprawiają przykrość. Otaczający świat albo przeraża, albo wydaje się nierzeczywisty i obojętny. Czas zdaje się płynąć wolniej.

Cierpienie depresyjne sprawia, że ktoś, kto jeszcze wczoraj był aktywny i towarzyski, zamienia się w inwalidę. Ma ogromny problem ze wstaniem z łóżka, postawieniem kilku kroków, umyciem się, ubraniem czy zaparzeniem kawy. Te proste czynności pochłaniają mnóstwo czasu i wymagają niewyobrażalnego wysiłku. Znacznie pogarszają się koncentracja uwagi i pamięć, szczególnie dotycząca bieżących spraw. Człowiek w depresji nie jest w stanie uczestniczyć w dłuższej rozmowie, nie może niczego czytać czy nawet oglądać telewizji, odczuwa ciągłe osłabienie i zmęczenie.

Obok smutku, spowolnienia i utrudnionej komunikacji ze światem w depresji pojawiają się też tzw. objawy biologiczne, wynikające z zaburzeń funkcjonowania niektórych struktur ośrodkowego układu nerwowego. To przede wszystkim kłopoty ze snem, zmiany dobowego rytmu aktywności, zaburzenia popędu płciowego i łaknienia czy zaburzenia hormonalne. Ta właśnie grupa objawów wskazuje na tzw. depresję endogenną, uwarunkowaną zaburzeniami neurotransmisji.

Noc bez snu, za dnia cierpienie...

Jeden z najdotkliwiej odczuwanych objawów depresji to bezsenność. Ludzie cierpiący na depresję mniej śpią, budzą się bardzo wcześnie (godzina trzecia, czwarta nad ranem), nie mogą ponownie zasnąć. Czasem wydaje im się, że w ogóle nie spali. Od lekarza domagają się leków nasennych, chcą przespać koszmar. Obserwacje kliniczne wskazują jednak, że bezsenność w depresji może pełnić rolę jakiegoś wewnętrznego mechanizmu radzenia sobie z nią. Zaobserwowano bowiem, że pozbawienie snu na okres jednejdwóch nocy wyraźnie zmniejsza lub usuwa jej objawy. Niestety, efekt ten nie jest trwały.

Dla depresji dość typowe jest także odwrócenie dobowego rytmu aktywności. Polega ono na tym, że największe nasilenie dolegliwości – a więc i najmniejszą sprawność – chorzy odczuwają właśnie wtedy, gdy większość ludzi bywa najbardziej aktywna, czyli w pierwszej połowie dnia. Zdrowy człowiek z upływem dnia traci poranny zapas sił i energii, zaczyna stopniowo „wyhamowywać”, by wreszcie w godzinach popołudniowych odczuć zmęczenie, a wieczorem położyć się spać.

Dla wielu osób z depresją poranki są najgorszą porą dnia. Poprawa nastroju i aktywności przychodzi dopiero po południu, a szczególnie wieczorem. Wtedy zmniejsza się cierpienie, poprawia nastrój i aktywność, ciało zaczyna „oddychać”, znów trochę chce się żyć. Ta wieczorna poprawa powoduje, że cierpiący na depresję pragnie się nią nacieszyć, więc odwleka położenie się do łóżka, skracając w ten sposób i tak krótki, płytki sen.

Depresji towarzyszy również brak apetytu i utrata wagi. Człowiek nie ma ochoty na jedzenie. Jeśli już coś weźmie do ust, to nawet ulubiona potrawa smakuje jak trawa. Czasem, szczególnie gdy depresji towarzyszą lęk i niepokój, dzieje się odwrotnie – chory objada się, głównie wieczorem albo w nocy. Stara się w ten sposób nieświadomie złagodzić dręczący go niepokój.

Człowiek pogrążony w depresj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy