Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

21 marca 2016

W sidłach zemsty

92

Mówi się, że jest ślepa. Ślepa? Zemsta oczami snajpera wpatruje się w winnego: w najmniejszych detalach rejestruje to, co on czyni. Ale zemsta jest bronią obosieczną, dosięga też mściciela.

4 czerwca 2004 roku Marvin John Hee[-]meyer zasiadł za sterami Komat[-]su – największego produkowa[-]nego na świecie buldożera. Odpalił silnik i rozbijając ścianę warsztatu, w którym przez lata naprawiał samochodowe tłumiki, wyjechał na ulice miasteczka Granby. Rozpoczął dzieło zniszczenia. Najpierw zrównał z ziemią sąsiadującą z jego działką fabrykę betonu. Potem przyszła kolej na gmach ratusza, biurowiec, w którym mieściła się redakcja lokalnej gazety, dom burmistrza. Podczas dwugodzinnego rajdu Heemeyer zamienił w gruzy 13 budowli.

Kilkakrotnie usiłowały mu przeszkodzić siły porządkowe, także specjalistyczna jednostka policji SWAT. Do „killdożera” – jak ochrzczono później pojazd Hee[-]meyera – strzelano z pistoletów, broni długiej, pociskami przeciwpancernymi, obrzucano go grana[-]tami. Bezskutecznie. Buldożer nieubłaganie pełzł ulicami Granby, obracając je w perzynę. Na próby zbliżenia się do maszyny, Marvin odpowiadał seriami z karabinów maszynowych!

Szaleństwo zakończyło się późnym popołudniem. W pojeździe zepsuła się chłodnica, na dodatek jedna z gąsienic ugrzęzła w dziurze, będącej niegdyś piwnicą pod miejscowym sklepem. Heemeyer chwycił wtedy pistolet, przystawił go sobie do głowy i pociągnął za spust. Zabił się.
Rajd Heemeyera przez Granby był zemstą. Zrujnował miasteczko – straty oszacowano na 7 milionów dolarów – które jego doprowadziło do ruiny. Chciał zranić tych, którzy wcześniej zranili jego. Wziąć odwet za krzywdę, jaka w jego mniemaniu go spotkała. Wyrównać rachunki. Przywrócić wykoślawioną, z jego punktu widzenia, sprawiedliwość...

Jak wyglądała ostatnia noc życia mściciela z Granby? O czym myślał, z czym się zmagał? Czy spał spokojnie? Arabskie przysłowie mówi wszak: Sen uspokaja gniew; kto myśli o zemście, ten nie śpi...

Vendetta na Ziemi

Na mścicieli patrzymy zazwyczaj ze strachem, z odrazą, albo przynajmniej z niesmakiem. Dystansujemy się wobec nich, jakby przylecieli na Ziemię z odległej „Planety Vendetty”. My, Ziemianie, nie chcemy z tamtymi mieć nic wspólnego. Twierdzimy, że nie chcemy znać języka odwetu, rewanżu. Zapewniamy, że brzydzi nas odpłacanie pięknym za nadobne...

Ale pragnienie zemsty nie tak łatwo zbagatelizować. To jedno z najsilniejszych uczuć, stare jak świat, jak człowiek. Tak silne, jak nowoczesna broń o największej sile rażenia. Zemsta uwieczniona jest na kartach świętych ksiąg, obecna w kanonie literatury, codziennie relacjonowana w wiadomościach stacji telewizyjnych wszystkich krajów świata.

Psychologowie ewolucyjni twierdzą, że pragnienie zemsty jest wpisane w naturę ludzką. Wszyscy jesteśmy mścicielami, przekonuje Michael McCullough, psycholog z University of Miami, w książce Beyond Revenge: The Evolution of the Forgiveness Instinct.

Przytacza w niej wyniki ankiety przeprowadzonej wśród tysiąca dorosłych Amerykanów, która pokazała, że pewnych krzywd nie jesteśmy w stanie przebaczyć. O ile trzy czwarte uczestników sondażu mogłoby przebaczyć kłamstwo, a dwie trzecie nawet kradzież pieniędzy, to już tylko co siódma osoba przebaczyłaby mordercy własnego dziecka.

McCullough twierdzi, że pragnienie zemsty zostało w nas „wyrzeźbione” przez dobór naturalny. Odczuwamy je, ponieważ kiedyś, w odległych czasach, bywało naszym przodkom przydatne. Zemsta pozwalała rozwiązywać problemy. Po pierwsze, zapobiegała ponownemu skrzywdzeniu. Po drugie, pomogła wyrobić sobie reputację osoby, która odpłaca za krzywdę i z którą zadzierać nie warto. Po trzecie, co może wydawać się paradoksalne, zemsta od początków ludzkości prowokowała współpracę: grupa wspólnie planowała, jak ukarać tego, kto skrzywdził członka ich społeczności, jak zemścić się na samolubnym agresorze za krzywdę jego ofiary.

Dziś tę ostatnią funkcję przejęły więzienia, sądy i inne instytucje przymusu. Czy zatem współczesne prawo nie jest niczym więcej jak usankcjonowaną zemstą? Zastanawia się nad tym początkujący adwokat z „Krótkiego filmu o zabijaniu” („Dekalog V”) Krzysztofa Kieślowskiego: „Kara jest zemstą. Zwłaszcza jeśli zmierza do zrealizowania krzywdy, a nie zapobiega zbrodni. Ale w czyim imieniu mści się prawo? Czy naprawdę w imieniu niewinnych? Czy prawdziwi niewinni stanowią prawo?”.
Nigdy nie udało się stworzyć doskonałego prawa. Paragrafy nie panują nad najbardziej naturalnym odruchem ludzkim – chęcią odpłacenia za krzywdę. Dla Donalda Browna, amerykańskiego profesora antropologii, autora książki Human Universals, jest to oczywiste. Przecież, jak pisze, zemsta jest uniwersalnym elementem natury ludzkiej, obecnym we wszystkich społecznościach (w ich kulturze, języku, zachowaniach, cechach psychicznych). Odwet, czyli tzw. wzajemność negatywna, to jeden z kilkuset uniwersaliów wymienianych przez Browna.

Grunt pod odwet

Marvin Heemeyer planował zemstę przez półtora roku. Opancerzył spychacz, zgromadził spory arsenał broni w kabinie, spisał listę winowajców i budynków do zniszczenia. Dopóki nie przekręcił kluczyka w stacyjce, dopóty „nie odpalił” zemsty... Co spowodowało, że tego dnia wczesnym rankiem wsiadł do „killdożera” i uru[-]chomił swój demoniczny plan?

Heemeyer przez lata prowadził sklep i warsztat, w którym montował i reperował tłumiki samochodowe. Był świetnym fachowcem, więc jego biznes nieźle prosperował. Był lubiany. Niestety, w pewnym momencie w Granby zatwierdzono nowe plany zagospodarowania przestrzennego. Zgodnie z nimi, obok jego warsztatu miała stanąć fabryka betonu. Z planów wynikało, że odetnie ona klientom jedyną drogę dojazdu do zakładu – a to dla rzemieślnika oznaczało ruinę. Heemeyer postanowił przeciw temu walczyć. Stracił wiele energii, czasu i pieniędzy, próbując nakłonić władze miasta do zmiany decyzji. Jego petycje trafiały w próżnię. W przypływie rozpaczy zdecydował, że drogę dojazdową zbuduje na własny koszt. Niestety, odmówiono mu pozwolenia. Odcięto od kanalizacji. Sypnęły się mandaty... Czara goryczy wypełniała się nieubłaganie.

Tak właśnie kiełkują ziarna zemsty. Gruntem pod nią są złość, wściekłość, poczucie niesprawiedliwości i bezsilności. Emocje wywołane krzywdą i upokorzeniem nakręcają spiralę odwetu. W pewnym momencie wymykają się spod kontroli i... ofiara przeistacza się w kata. A im bardziej ktoś myśli o krzywdzie, jaką mu wyrządziła druga osoba, tym bardziej koncentruje się na swojej złości, która rośnie i rośnie. Im bardziej jesteśmy rozzłoszczeni, tym trudniej nam myśleć o czymś innym. Chcemy tylko jednego: by złoczyńcę spotkała zasłużona kara.

Słodko-gorzki smak

Snując plany zemsty, jesteśmy przekonani, że jej dokonanie pozwoli nam wreszcie zaznać spokoju, przyniesie ulgę. Odwet ma być swoistym katharsis. Zakładamy, że zamknie bolesny rozdział z przeszłości i przyniesie poprawę samopoczucia.

Badania neuropsychologiczne pokazują, że planowanie zemsty rzeczywiście może poprawić nastrój. Dominique de Quervain, psychiatra z Universität Zürich, i jego współpracownicy przeprowadzili badanie z użyciem pozytonowej tomografii emisyjnej, które miało pokazać, co dzieje się w mózgu człowieka, gdy postanawia się na kimś zemścić. Wyobraźmy sobie, że uczestniczymy w grze. Dysponujemy pewną sumą pieniędzy, którą możemy oddać drugiemu graczowi. Wiemy, że nasz towarzysz otrzyma wtedy zwielokrotnioną kwotę; może się nią z nami podzielić lub nie. Oczekujemy oczywiście, że zachowa się uczciwie – przekaże nam pieniądze. Przecież gdyby nie nasza hojność, nie dostałby nic.

A co, jeśli okaże się sknerą i dusigroszem? Przed takim dylematem stanęli uczestnicy badania de Quervaina. Oszukany gracz miał możliwość ukarania drugiego gracza. Gdy zastanawiał się, czy to zrobić, naukowcy obserwowali pracę jego mózgu. Okazało się, że w momencie, kiedy myślimy o ukaraniu osoby, która zachowała się nie fair, następuje aktywacja prążkowia grzbietowego – obszaru mózgu związanego z odczuwaniem przyjemności. Nie powinny zatem dziwić snute z zawziętością fantazyjne plany zemsty na kimś, kto nadepnął nam na odcisk. Takie planowanie sprawia nam przyjemność. To dlatego mówi się, że zemsta smakuje słodko. Rzeczywiście smakuje, choć... krótko.

„Zemsta, na pierwszy rzut oka słodka, niebawem gorzko do siebie samej doskoczy” – czytamy w Raju utraconym Johna Miltona. Intuicję poety potwierdzają badania amerykańskich psychologów: Kevina Carlsmitha z Colgate University, Timothy’ego Wilsona z University of Virginia i Daniela Gilberta z Har[-]vard University. Uczestnicy ich eksperymentu brali udział w grze, w której inna osoba podjęła działanie na ich niekorzyść. Część badanych mogła ukarać nieuczciwego gracza. Najpierw jednak poproszono, by przewidzieli, jak będą się potem czuć.

Uczestnicy byli pewni, że odwet poprawi im samopoczucie, że przyniesie spokój. Okazało się jednak, że zemsta na sprawcy nie przyniosła oczekiwanej ulgi. Wcale nie była katharsis. Ba, jak na ironię, przyniosła odwrotny skutek: akt zemsty sprawił, że badani więcej rozmyślali o sprawcy i jego czynie, co w efekcie przedłużało ich zły stan psychiczny. Bo zemsta nie pozwala zostawić za sobą przeszłości. Owszem, może dawać chwilę przyjemności, jednak generalnie jej smak jest gorzki. Zrozumiał to nawet Edmund Dantes, hrabia Monte Christo z powieści Aleksandra Dumasa, jeden z najbardziej znanych mścicieli: „Nienawiść zaślepia, gniew ogłusza, a ten, kto pragnie zaspokoić żądzę zemsty, może przypadkiem napić się goryczy”.

Zachować twarz

Jad żądzy zemsty trawi nie tylko nasz umysł, ale też... ciało. Badania przytoczone przez Michaela McCullougha w książce Beyond Revenge... pokazują, że ludzie, którzy rozpamiętują przeszłe krzywdy i myślą o wzięciu za nie odwetu, mają podwyższone ciśnienie krwi i tętno. Oznacza to, że trzymanie urazy przez lata czy dziesięciolecia może negatywnie wpływać na układ krążenia. Pragnienie zemsty powoli niszczy zatem nasze ciało...

Dlaczego więc planujemy zemstę i dokonujemy jej? Mimo że jest to akt tak wypalający, tak niebezpieczny?

Próbuje to wyjaśniać kanadyjski socjolog Erving Goffman. Według niego mechanizm jest następujący: gdy ktoś zadaje cierpienie drugiej osobie, w symboliczny sposób upokarza ją, okazuje jej brak szacunku. Ofiarę przepełnia wtedy wstyd i wściekłość, rodzi się w niej potrzeba odzyskania pozycji i bezpieczeństwa. Pierwszym, najprostszym sposobem na odzyskanie i zachowanie twarzy wydaje się właśnie odwet.

Z badań C. Garth Bellah z North[-]western State University oraz jego współpracowników wynika, że szczególnie czuli na utratę twarzy – a zatem i mściwi – są ludzie z niestabilną lub niską samooceną. Są oni także niezwykle wrażliwi na wszelkie krytyczne wobec nich – a zatem w ich pojęciu w nich wymierzone – sygnały płynące z otoczenia. Wszelkie działania, które naruszają ich wątłe poczucie włas[-]nej wartości, uważają za wymagające odwetu.

Psychologowie wskazują także, że wymiarem osobowości, który pozwala odróżnić osoby skłonne do zemsty od tych prezentujących większą gotowość do przebaczenia, jest psychotyzm. Wiąże się on z cynizmem i niską empatią. Ludzie szukający odwetu są okrutni i niezwykle silnie przeżywają negatywne emocje. To z kolei sprawia, że bardzo łatwo ich urazić i zezłościć. Mściciele mają też tendencję do rozpamiętywania doznanej krzywdy, co z kolei wiąże się z innym wymiarem osobowości – neurotycznością...

Neurotyczny mściciel wyrównuje rachunki, naprawia niesprawiedliwość i wymierza prywatną karę osobie, która w jego mniemaniu zdradziła go lub skrzywdziła. Jest przekonany, że puszczając „winnego” wolno, przyzna, że krzywda nie była wielka, albo że zasłużył sobie na nią. Nie potrafi przebaczyć, trzyma urazę i ostatecznie bierze sprawiedliwość w swoje ręce. Chce, by sprawca dostał to, na co zasługuje. Dlatego dba, by kara nie była mniejsza od krzywdy.

W buty krzywdziciela

Wybitny niemiecki filozof i psycholog Erich Fromm sugeruje, że zemsta jest rodzajem aktu magicznego: „Kiedy zniszczy się tego, który popełnił zbrodnię, dokonuje się magicznego unieważnienia jego czynu”. Takiej „reperacji” popełnionego zła pragnął wspomniany już hrabia Monte Christo. Ukradzione mu życie chciał odzyskać, zabierając życie temu, kto do ruiny jego życia doprowadził. Choć formalnie udało mu się to, spokoju nie odzyskał. Poczuł, że zemsta jest gorzka. Magia nie zadziałała – tak zresztą jak w przypadku Marvina Heemeyera. Dokonanie zemsty nie przywróciło rzeczywistości do stanu sprzed krzywdy.

Czy zatem ofiara zawsze musi stać się katem? Czy istnieje alternaty[-]wa dla genetycznego rewanżyzmu? Jeśli nie zemsta – to co? Przebaczenie – proponuje Everett L. Worthington, profesor psychologii na Virginia Commonwealth University.

Worthington sam stanął niegdyś przed dylematem: zemścić się na mordercy swojej matki czy przebaczyć mu. Wybrał to drugie, choć nie była to łatwa decyzja. Czuł ogromną wściekłość, złość, nienawiść i bezsilność – wszystko, co idealnie użyźnia grunt pod zemstę – a jednak powiedział im „stop”. Pomimo tak silnych emocji, udało mu się wytworzyć empatię wobec mordercy.

„Pomyślałem o nim nie tylko jako o sprawcy okropnego zła. Dzięki temu dostrzegłem własną moralną słabość. Zacząłem zastanawiać się nad tym, co sprawia, że myślę o sobie, jak o kimś lepszym i dlatego mogę oskarżać tego młodego człowieka... Oczywiście, najpierw byłem wściekły, potem sfrustrowany, nie mogłem spać. Dopiero po pewnym czasie zacząłem myśleć bardziej konstruktywnie. Zadałem sobie pytanie: dlaczego nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że mógłbym wybaczyć?” – powiedział „Charakterom” prof. Worthington. Nie wszedł na drogę zemsty również dzięki temu, że postawił siebie w miejscu krzywdziciela. Uświadomił sobie, że nie ma człowieka, który by nie zawiódł się na sobie i nie skrzywdził kogoś.

Większości ludzi nie udaje się to, co osiągnął Worthington. Nie udaje im się, a czasem nawet nie próbują wejść w położenie tych, których uważają za krzywdzicieli. Dlaczego? Za bardzo lubimy myśleć o sobie jako o ludziach prawych. Takich, którzy najlepiej wiedzą, kiedy inni popełniają zło. Takie przekonanie o sobie stawia nas ponad osobą, która zadała krzywdę. „Ja nigdy nie popełniłbym takiego czynu!” – myślimy często. Dystansujemy się wobec osób, które krzywdzą, a przez to nasza rana rośnie. Wina złoczyńcy staje się przeogromna, a jego czyn niewytłumaczalny.

Mit czystego zła

Roy Baumeister, amerykański psycholog z Florida State University, skłonność do demonizacji agresora wyjaśnia tzw. mitem czystego zła. Jest to przekonanie, że osoby, które są zdolne do popełnienia poważnych przestępstw, są z natury złe – nie tak jak my, dobrzy ludzie. Jeśli ofiara w taki sposób postrzega oprawcę, jest mało prawdopodobne, że mu przebaczy. Wręcz przeciwnie, będzie raczej szukać zadośćuczynienia.

Sytuacja zmienia się, gdy spróbujemy postawić się na miejscu agresora. Krzywda okazuje się wtedy nieco mniejsza, zło traci swą diabelską twarz. Według Baumeistera i jego współpracowników, dzieje się tak dlatego, że przyjmując perspektywę osoby, która kogoś skrzywdziła czy popełniła „zły uczynek”, przypominamy sobie własne przewinienia, może nawet podobne postępki. A skoro sami bylibyśmy zdolni do popełnienia podobnego czynu, to nie może on być aż tak zły... Więc być może potrafimy go wybaczyć?

Prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, ostrzega jednak przed pułapką, jaka ukryta jest na tej drodze. – Zaniechanie zemsty może czasem być aktem zemsty. Może wywołać jakiś rodzaj triumfu albo moralnej nawet rozkoszy: proszę, jestem silniejszy od swego krzywdziciela, lepszy od niego, mam nad nim przewagę. Zaniechanie zemsty przemienia się w manifestację odrazy, pogardy i wyższości, w moralne piętnowanie winnego.

Nowy początek?

Everett Worthington jest dziś międzynarodowym znawcą psychologicznych aspektów mechanizmów przebaczania, autorem kilkudziesięciu książek na ten temat. To, że przebaczył włamywaczowi, który zamordował jego matkę, było początkiem ważnego procesu w jego życiu. Tak naprawdę zaczął dzięki temu żyć na nowo. Przeszedł terapię, przebaczył nieżyjącemu ojcu alkoholikowi, który krzywdził go w dzieciństwie. Przebaczył wreszcie sobie, że krzywdził inne osoby. Także to, że nie powstrzymał swojego brata przed samobójstwem. Dziś Worthington jest wielkim orędownikiem przebaczenia, ale i sprawiedliwości: – „Muszą przecież istnieć jakieś społeczne mechanizmy chroniące ludzi przed tymi, którzy działają nie fair. Aczkolwiek powinniśmy też szukać metod, które pozwoliłyby przywrócić do społeczeństwa ludzi łamiących prawo. Przebaczenie, które jest wewnętrznym procesem, pobudza ludzi do pojednania. Potrzebujemy jednak i przebaczenia, i sprawiedliwości...”

Rzeczywiście, sama zemsta nie czy[-]ni sprawiedliwości. Dosadnie mówi o tym profesor Zbigniew Mikołejko: – Krzywda zawsze będzie przerastać każdą odpowiedź na nią. Krzywda nigdy nie znajduje dostatecznej rekompensaty. Cóż z tego, że czuję się lepszy czy silniejszy od krzywdziciela, nawet jeśli on poddaje się temu przekonaniu w pokorze, skoro uwiódł mi ukochaną żonę, zniszczy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy