Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

2 lutego 2021

NR 2 (Luty 2021)

W pułapce trwania, czyli co robić, kiedy utkniemy

257


Lata temu dotarło do mnie, że chcę zmienić zawód i zająć się rzeczami innymi niż te, które wówczas robiłem. To przeświadczenie nie pojawiło się od razu. Było raczej efektem długiego – z perspektywy czasu zbyt długiego – i bolesnego procesu przechodzenia od myśli i uczuć do działań.

Od kiedy pamiętam, miałem w sobie bliżej niezidentyfikowany obszar, który popychał mnie do działania i zmiany. Jednocześnie, na drugim końcu huśtawki, zawsze umiejscawiał się odwrotny, całkowicie jakby przeciwstawny obszar, który mnie od tych rzeczy brutalnie odwodził, wywołując zdecydowanie nieprzyjemne emocje. To tak, jakby mieć dwa zestawy – komplet pchających naprzód tłoków naprzeciw super wytrzymałych klocków hamulcowych w zaciskających się na tarczy szczękach. I od zawsze te wewnętrzne siły leżały u podstaw mojego paraliżu w podejmowaniu działań. W codzienności objawiało się to niekończącym się czekaniem, wahaniem i zwlekaniem. 

Mimo tego ten wahadłowy mechanizm jest dla mnie bezcenny. Przez lata nauczyłem się go dobrze rozumieć i używać, żeby podejmować decyzje, które w długim terminie okazują się być dobre. Za każdym razem, gdy udaje mi się pokonać własne ograniczenia i przełożyć to, co dzieje się wewnątrz, na to, co zewnętrzne, przybierające formę działań, jest to kolejny klocek dobudowujący do mojego rozwoju i umiejętności radzenia sobie osobiście i zawodowo. 

POLECAMY

W całym procesie odkładania na później i czekania do ostatniej możliwej chwili, kiedy już nie ma wyboru – poza tym, że trzeba to czekające „coś” wreszcie zrobić, najważniejsze dla mnie jest diagnozowanie sił zaciskających „szczęki”. To one w znacznej 
mierze są odpowiedzialne za paraliż działania, niejednokrotnie trwający miesiącami. I choć sam tego ślimaczego tempa nie znoszę, przyspieszenie go jest w praktyce niezmiernie trudne. 

Gdy pracowałem jako trener zgoła innych kompetencji niż tych, w których obecnie wspieram moich klientów, zaczęło we mnie narastać poczucie znużenia, wypalenia i braku sensu. Jeśli kładziesz się wieczorem spać, a w Twojej głowie pojawiają się znienawidzone jęki i stękania umysłu wynikające ze świadomości, że jutro znowu musisz wstać i przetrwać kolejny dzień robienia tego, co już Cię nie cieszy, to wiesz, o czym mówię. Jeśli do tej kakofonii jęków dołączasz znaki zapytania, niemal wrzeszczące w rozpaczy i nieusłyszeniu: „I po co to wszystko? Jaki sens ma to, co robię? Przecież nawet nie widzę w tym już żadnego znaczenia i nie odczuwam żadnej przyjemności”, to już na pewno jesteś w bardzo nieciekawym miejscu.  

W takich chwilach każde, nawet najmniejsze działanie wydaje się koszmarem. A czym jest koszmar? Gdybyś sobie wyobraził, jak by to było wejść na Śnieżkę w środku zimy, w czasie śnieżycy, w butach z ołowianą podeszwą, krótkich spodenkach i rękawku, bez zimowego wyposażenia chroniącego Twoje nieprzystosowane do przetrwania ciało, to jest to właśnie ten koszmar. To walka o przetrwanie, o dotarcie na szczyt, na którym będziesz mógł 
odpocząć tylko po to, żeby w jakimś momencie spotkać się ze świadomością, że za chwilę musisz wyruszyć dalej. Nie ma wyjścia. Straszne, nie? I co z tego?

W całym procesie odkładania na później i czekania do ostatniej możliwej chwili, kiedy już nie ma wybo­ru – poza tym, że trzeba to czekające „coś” wreszcie zrobić, najważniejsze dla mnie jest diagnozowanie sił zaci­skających „szczęki”. 

Nawet w takiej sytuacji, w której ja sam się znalazłem – uwięziony, sparaliżowany i zwlekający z wykonaniem niezbędnego kroku – potrafiłem wytrwać kilka lat. Tak, lat. Nie miesięcy, ale lat! Potrafiłem wspinać się na swoją „Śnieżkę” dzień po dniu, tydzień po tygodniu, jednocześnie nieustannie myśląc, że przecież „muszę” coś zmienić, że już tak dłużej nie dam rady, że nie mogę zwlekać ze zrobieniem czegoś, co jest mi potrzebne do życia jak tlen. A jednak konstrukcja człowieka, mimo że pozornie słaba i niepotrafiąca przyjąć wielu ciosów i obciążeń emocjonalnych, pozwala na długie trwanie w bezdechu. Kiedy jesteś bez tlenu, to metabolizujesz energię zawartą w najdalszych zakamarkach płuc, w głęboko ukrytych pokładach wewnętrznej energii życiowej, żeby nie dać się pokonać swojej „Śnieżce”. Szkoda tylko, że ta energia jest nieodnawialnym, skończonym zasobem, a jej brak prowadzi do smutnych konsekwencji. 

I tak na tym bezdechu dzień za dniem, tydzień za tygodniem. W myśleniu, że może w końcu mi przejdzie, że teraz nie jest odpowiedni moment, że co ja będę robił, że przecież to nie takie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy