Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

22 sierpnia 2016

W posłuszeństwie bez zmian

93

Niemal pół wieku temu Stanley Milgram w kontrowersyjnym eksperymencie udowodnił, że pod presją autorytetu człowiek jest gotów zrobić więcej niż pozornie wyznacza granica szaleństwa. Ta prawda o ludzkiej naturze stała się jednym z kanonów psychologii. Prawem, które wielokrotnie potwierdzono eksperymentalnie, podłączając pod prąd psy czy każąc zadawać ból dzieciom.

Przeprowadzony na początku lat sześćdziesiątych XX wieku eksperyment Stanleya Milgrama nad posłuszeństwem jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej cytowanych badań psychologicznych. Z powodu kontrowersji etycznych, jakie wzbudził i nadal wzbudza, niewielu badaczy zdecydowało się na jego powtórzenie. Znaleźli się jednak tacy, którzy tego dokonali, uzyskując ciekawe i ważne rezultaty.

Pies pod napięciem
Jako jedni z pierwszych eksperyment Milgrama z udziałem prawdziwej ofiary powtórzyli w 1972 roku Charles L. Sheridan i Richard G. King z Uniwersytetu Missouri. Osoby badane, podobnie jak w oryginalnych badaniach, otrzymywały polecenie aplikowania ofierze wstrząsów o coraz wyższym napięciu. Ofiarą nie był jednak człowiek – w eksperymencie wykorzystano psa, szczeniaka. Piesek ów – inaczej niż w klasycznym eksperymencie – naprawdę był rażony prądem.
W badaniach wzięło udział 26 studentów – 13 kobiet i 13 mężczyzn. Podobnie jak u Milgrama poziomów wstrząsów było 30. Wstrząsy oznakowano tak, jak w oryginalnym eksperymencie – od 15 do 450 V. Poddawany wstrząsom elektrycznym pies biegał, skowyczał i wył, jednak mimo jego reakcji 54 procent mężczyzn i aż 100 procent kobiet było posłusznych eksperymentatorowi aż do końca procedury i wykorzystało wszystkie przyciski generatora prądu. Ich poziom posłuszeństwa był tu więc równie wysoki, jak u Milgrama, a w przypadku kobiet nawet wyższy.

To, że kobiety są bardziej podatne na wpływ autorytetu nie jest jednak udowodnione. Na przykład w badaniu Kilhama i Manna z roku 1974 stwierdzono, że kobiety były mniej posłuszne niż mężczyźni. Pierwszy z tych dwóch wyników tłumaczy się zwykle tym, że kobiety są w ogóle bardziej uległe i mniej asertywne niż mężczyźni; drugi natomiast – tym, że są mniej agresywne i bardziej empatyczne. Najbardziej prawdopodobne jest, że te dwie tendencje równoważą się – największa liczba badań wskazuje na brak różnic w poziomie posłuszeństwa między płciami.

Bezpieczny przekaźnik
Wspomniani W. Kilham i L. Mann zmodyfikowali procedurę milgramowską w innym kierunku. Do swojego badania wprowadzili dodatkowo osobę, która miała być „przekaźnikiem” poleceń: miała odbierać rozkazy od eksperymentatora i przekazywać je „wykonawcy”. W eksperymencie brało więc udział dwóch nauczycieli: pierwszy z nich („przekaźnik”) czytał pary słów skojarzonych, sprawdzał poprawność odpowiedzi ucznia i przekazywał te informacje drugiemu nauczycielowi („wykonawcy”), którego zadaniem było włączanie wstrząsów elektrycznych.

W badaniu zastosowano dwie wersje procedury eksperymentalnej – w każdej z nich badaniu podlegał tylko jeden z dwóch nauczycieli, drugi był w rzeczywistości pomocnikiem eksperymentatora. Różnica polegała na tym, że w jednej wersji osobom badanym wyznaczano jedynie role „przekaźników” poleceń zadawania bólu, a w drugiej – „wykonawców” rozkazów otrzymywanych od „przekaźnika”.

Okazało się, że osoby występujące w roli „przekaźnika” były znacznie bardziej posłuszne niż osoby w roli „wykonawcy”. Do końca skali wstrząsów dotarło 14 z 50 „wykonawców” (28 proc.) i 27 spośród 50 „przekaźników” (54 proc.). Mniej osób w roli „przekaźnika” sprzeciwiło się rozkazom, a jeśli już to robiły, to później niż „wykonawcy”. A zatem rola „przekaźnika” – osoby przekazującej polecenia autorytetu, będącej pomiędzy władzą wydającą rozkazy a bezpośrednim ich wykonawcą – okazała się rolą psychologicznie bezpieczną: wszak „przekaźnik” może wyprzeć się odpowiedzialności i za wydanie polecenia, i za jego wykonanie.

Krytyczne 150 woltów
Inną zmianę procedury milgramowskiej wprowadził w swoim niedawnym eksperymencie Jerry M. Burger z Uniwersytetu Santa Clara. I on – w części badania – wprowadził dodatkową osobę. Był to drugi nauczyciel – współpracownik eksperymentatora. Osoba ta, zawsze tej samej płci co badany, miała modelować jego zachowanie. Jako drugi nauczyciel rozpoczynała procedurę, ale w pewnym momencie, po fikcyjnym porażeniu ofiary prądem o napięciu 90 V, sprzeciwiała się kontynuowaniu eksperymentu i wycofywała się. Wtedy dokończyć procedurę miała „prawdziwa” osoba badana.

Burger wprowadził jeszcze jedną zmianę. W eksperymencie Milgrama badani mieli do dyspozycji urządzenie o skali pozwalającej razić prądem o napięciu do 450 V, Burger postanowił ograniczyć je jednak do 150 V. Badacz postąpił tak dlatego, że w eksperymencie Milgrama właśnie przy tym napięciu, po pierwszych ostrych protestach ofiary, większość badanych zatrzymywała się, patrzyła na eksperymentatora i wyrażała wątpliwości. Spośród badanych, którzy zdecydowali się użyć przycisku z napisem 150 V, aż 79 procent kontynuowało sesję do końca, włączając także wstrząs o napięciu 450 V. Naukowiec uznał więc, że jest to „punkt krytyczny”, punkt, po którym i tak zwykle nie ma już odwrotu.

Co się okazało? W wersji „skróconej” eksperymentu, jeszcze bez osoby trzeciej, „tej buntującej się”, aż 70 procent badanych chciało kontynuować badanie po porażeniu ofiary prądem o napięciu 150 V. To wynik podobny do uzyskanego przez Milgrama. Badaczy zaskoczyło jednak to, że także w drugiej wersji procedury, z dodatkową osobą odstępującą nagle od zadawania cierpień ofierze, odsetek posłusznych badanych był podobny – wynosił 63,3 proc.! Okazało się, że jeden przykład nieposłuszeństwa nie wystarczył, aby modelować zachowanie osoby badanej. Skłonność do posłuszeństwa znów okazała się silniejsza.

Zabawy z dziećmi
W 1977 roku na Uniwersytecie Jordańskim dwie badaczki, Mitri E. Shanab i Khawla A. Yahya, powtórzyły badanie Milgrama, ale tym razem jego bohaterami były... dzieci. W badaniach wzięło udział 96 dziewcząt i 96 chłopców podzielonych na trzy grupy wiekowe: 6-8, 10-12 i 14-16 lat.

POLECAMY

Niemal dokładnie powtórzono oryginalną procedurę: badanemu dziecku polecano podawanie wstrząsów innemu dziecku, występującemu w roli ofiary. Zastosowano także atrapę generatora, podobną do użytej przez Milgrama. „Ofiara” wraz ze wzrostem siły wstrząsów coraz gwałtowniej protestowała i krzyczała z bólu (oczywiście żadnych wstrząsów nie podawano, „ofiara” była przeszkolonym do swojej roli pomocnikiem eksperymentatora).

W roli eksperymentatora występowała kobieta; w rolę ofiary podczas badania dziewczynek wcielała się 15-latka, a gdy badano chłopców – 11-, 13- lub 15-letni chłopiec. Okazało się, że aż 73 procent dzieci dotarło do końca skali wstrząsów. Różnica między jordańską grupą dzieci a amerykańską grupą dorosłych przebadanych przez Milgrama okazała się statystycznie nieistotna; nie stwierdzono też istotnych różnic między grupami wiekowymi. Badania te pokazują, że posłuszeństwo pojawia się na wczesnym etapie rozwoju i jest niezależne od czynników kulturowych. Ale eksperyment jordański wykazał także różnice między płciami. Dotyczyły one sposobów motywowania posłuszeństwa. Otóż, uzasadniając swoje posłuszne zachowanie, dziewczynki częściej tłumaczyły, że karały ucznia, ponieważ „wypełniały polecenia”, natomiast chłopcy częściej twierdzili, że karali ucznia, ponieważ „kary są korzystne dla uczenia się”.

Stres zamiast napięcia
Bardzo ciekawy milgramowski eksperyment przeprowadzili w 1986 roku Wim H.J. Meeus i Quinten A.W. Raaijmakers z Uniwersytetu w Utrechcie. Wyszli oni z założenia, że zastosowany przez Milgrama typ przemocy jest archaiczny, nieadekwatny do występującego we współczesnych społeczeństwach. Uznali, że zamiast przemocy polegającej na zadawaniu fizycznego bólu, należy wykorzystać raczej powszechną dziś przemoc psychologiczno-administracyjną. Badacze zwrócili też uwagę na niejednoznaczność sytuacji eksperymentalnej u Milgrama: wszak w tamtym eksperymencie ofiara krzyczała z bólu, najsilniejsze wstrząsy opisywane były jako niebezpieczne, a jednocześnie eksperymentator zapewniał o ich nieszkodliwości... Aby tego uniknąć, holenderscy naukowcy poinformowali osoby badane o szkodliwości ich działań dla ofiary.

W eksperymencie uczestniczyły dwie osoby. Jedna z nich – współpracowni...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy