Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

22 stycznia 2016

W krzywym zwierciadle

14

Godzinami wpatrują się w swoje odbicie w lustrze. Uważają, że są za grubi, za chudzi, mają krzywe nosy. Ludzie z zaburzeniem dysmorficznym są przekonani, że ich ciało jest zdeformowane.

Olga jest atrakcyjną, młodą kobietą. Wiele osób mówi jej, że jest bardzo ładna. Ale ilu komplementów by nie usłyszała, Olga i tak uważa, że jest za gruba. Jej największym kompleksem są nogi. Uważa, że są krzywe, a na dodatek o wiele za grube w udach. Kupowanie spodni to dla niej katorga. Jej mąż z godną podziwu cierpliwością powtarza, że nogi Olgi są zupełnie normalne. Mógł­by to recytować jak mantrę, codziennie, ale to i tak nic nie da. Olga wciąż patrzy na siebie w lustrze, podszczypuje ciało, wygina się, usiłując sprawdzić, jak wyglądałyby jej nogi, gdyby były... trochę inne.

Olga czasem miewa chwile, w których stwierdza: „Świetnie wyglądam!”, ale ten stan jest ulotny. Przygląda się sobie wtedy uważniej, skupia się na brzuchu, udach... I znów popada w przygnębienie. Nienawidzi swojego wyglądu. A z drugiej strony nie może oder­wać od siebie wzroku – idąc ulicą, spogląda na swoje odbicie w każdej sklepowej witrynie.

Według raportu „Prawdziwe Piękno. Redefinicja”, przygotowanego na zlecenie firmy Dove, zaledwie 2 procent Polek uważa się za atrakcyjne (przy średniej światowej 4 proc.). Z kolei 8 proc. Polek określiłoby siebie jako „ładne”, ale żadna nie powiedziałaby, że jest piękna. Prawie wszystkie – aż 98 proc. – czują dyskomfort, gdy są proszone, aby pomyślały o sobie „jestem piękną kobietą”.

– W dzisiejszym świecie dzieje się coś, co wiele osób doprowadza do problemów z obrazem swojego ciała – sugerują dr James Clairborn i Cherry Pedrick, autorzy
książki Jak pokochać swój wygląd.

Lęk przed brzydotą

Wśród kobiet, które codziennie dostrzegają uszczerbki swej urody, średnio dwie na sto dotknięte są dysmorficznym zaburzeniem ciała (dawniej dysmorfofobia, ang. body dysmorphic disorder, BDD). Jest to rodzaj zaburzenia psychicznego, w którym chory nadmiernie koncentruje się na domniemanych deformacjach swego ciała. Owładnięty tym zaburzeniem, wierzy, że jakaś część jego ciała jest niezwykle brzydka, szpecąca, co wprowadza go w zły nastrój, wywołuje lęk, doprowadza do depresji. W dłuższej perspektywie nieleczone BDD może doprowadzić do samobójstwa (szacuje się, że próby samobójcze podejmuje 24–28 proc. zaburzonych) lub skutkuje tym, że osoba boi się spotykać z ludźmi – rozwija się u niej agorafobia (irracjonalny lęk przed wychodzeniem z domu, pokazywaniem się w miejscach publicznych).

Według badań profesor psychiatrii Kathrine A. Phillips z Oxford University dysmorfofobicy najczęściej fiksują się na wyglądzie swojej cery, włosów, nosa, okolic brzucha, czy wreszcie na tym, że zbyt dużo ważą. Osoby takie za wszelką cenę starają się ukryć pod ubraniami, kapeluszami swoje rzekomo zniekształcone części ciała. Przechadzając się po ulicy, obserwują swoje odbicie w witrynach sklepowych, porównują się z innymi, a w porównaniach zawsze wypadają gorzej.
Całymi dniami potrafię patrzeć na swoje odbicie w lustrze. Moja cera wygląda coraz gorzej – pisze na jednym z forów internetowych Joanna. – Teraz to już nie tylko twarz, ale i dekolt! Jest lipiec, a ja nie mogę założyć koszulki na ramiączkach, sukienki. Nie mogę opalać się w miejscach publicznych, bo wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą z obrzydzeniem. Każda dziewczyna wygląda lepiej! Czuję się jakbym miała oszaleć, cały dzień płaczę. Nie wiem, co z tym zrobić. Dermatolog nie chce mi przepisać kolejnej dawki leku, bo mówi, że nie ma takiej potrzeby. Nikt nie dostrzega problemu oprócz mnie.

Złe diagnozy

Diagnozowane przypadki zaburzeń dysmorficznych to prawdopodobnie jedynie wierzchołek góry lodowej. – Z wielu powodów BDD nie jest rozpoznawane tak często jak powinno – uważa prof. Kathrine A. Phillips. Z jej doświadczeń wynika, że wielu pacjentów wstydzi się powiedzieć o swoich lękach lekarzowi, mimo że większość z nich tak naprawdę pragnie podzielić się z kimś swoim problemem. Milczą, bo tak bardzo wstydzą się swojej domniemanej brzydoty. Bo boją się odrzucenia z jej powodu.

Na dodatek BDD często towarzyszą depresja, zaburzenia odżywiania czy obsesyjno-kompulsywne (np. nerwowe poprawianie włosów czy elementów ubrania). One są widoczne i bywa, że właśnie je próbuje się leczyć czy poprawiać, nie docierając do sedna problemu. W efekcie pacjenci pomocy szukają u dentysty, chirurga plastycznego, kosmetologa... zamiast u psychologa czy psychiatry. – Zaburzeni próbują rozwiązać swój problem, bo na dłuższą metę nie da się z nim żyć, ale zaczynają od złej strony – uważa Kathrine Phillips.

Portal Zdrowia podaje, że wśród klientów klinik chirurgii plastycznej osoby z BDD stanowią aż 15 proc. Paul Lorenc, chirurg plastyczny polskiego pochodzenia pracujący w USA, również nie ma wątpliwości, że wielu jego klientów rzeczywiście ma zaburzenia dysmorficzne. – Nigdy nie zapomnę pewnego młodego człowieka, który przyszedł i prosił o usunięcie blizny z twarzy. Upierał się, że ma wielką bliznę potrądzikową. Szukałem jej za pomocą specjalnej lupy, ale nie znalazłem. On natomiast skupiał całą swoją uwagę właśnie na tym policzku. Najgorsza rzecz, jaką mógłbym zrobić, to ulec mu i faktycznie operować. Wtedy dopiero miałby bliznę – opowiadał Lorenc w wywiadzie dla portalu Psychology Today.

Ciągle porównywani

Zaburzenia dysmorficzne pojawiają się najczęściej w okresie dojrzewania, największy ich odsetek notuje się u osób między 17. a 24. rokiem życia. To czas,  w którym ciało intensywnie się zmienia, co dla młodego człowieka może być źródłem utrapień, kompleksów czy wstydu. Te negatywne emocje mogą być dodatkowo wzmacniane – świadomie bądź nie – wypowiedziami rodziców czy rówieśników.

Najwięcej negatywnych komunikatów dziewczęta słyszą od swoich ojców – stwierdziła na podstawie swych badań Donna J. Schwartz, psycholog z University of South Florida. Z kolei profesor psychologii Michael P. Levine z Kenyon College in Gambier wykazał, że prawdopodobieństwo pojawienia się zaburzeń odżywiania i spostrzegania u dzieci rośnie, gdy matka wywiera silną presję, by córka utrzymywała niską wagę. Lorrisa Bayley z St. John’s University i dr Andrea Bastiani Archibald z Columbia University zauważyły też, że swoistym zagrożeniem dla dzieci mogą być rodzice, którzy walczą z własnymi niedoskonałościami, np. otyłością. Osoby takie mają zwykle tendencję do pilnowania, by dziecko utrzymywało „idealną wagę”. Skutki takiego zachowania opisuje w internecie Kate: Nigdy nie zaakceptowałam swojego wyglądu. Był dla mnie źródłem przykrości, wstydu, a ostatecznie depresji, z której leczyłam się ponad dwa lata. Dopiero terapia pomogła mi odkryć źródła moich zaburzeń. W gabinecie zaczęłam sobie przypominać docinki i żarty rodziców dotyczące mojego wyglądu, gdy miałam około 12 lat. Nie zrozumcie mnie źle. To wcale nie było jakieś psychiczne znęcanie się. Po prostu żarty na temat „boczków” i cienkich włosów. Jako dorosła kobieta nagle zrozumiałam, że całe życie jestem na dietach i zapuszczam włosy! Coś tak banalnego doprowadziło mnie na skraj załamania nerwowego.

Dr Alison E. Field z Channing Laboratory wraz ze współpracownikami z Massachusetts i Kalifornii przez kilka lat prowadziła badania kwestionariuszowe z udziałem d...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy