Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

28 marca 2022

NR 4 (Kwiecień 2022)

Uwolnić ciało z gorsetu. O tym, co daje nam praca z ciałem – z Ramoną Nagabczyńską rozmawia Paulina Chołda

0 420

Wierzę, że empatia jest bardzo cielesna. Jeśli potrafimy być w pełni obecni we własnym ciele, to potrafimy być w kontakcie z drugim człowiekiem. Jeśli zaś nie jesteśmy w stanie dopuścić do siebie własnych głosów, to jak możemy dopuścić do siebie głosy innych?

Paulina Chołda: Złość, frustracja, smutek – Pani zdaniem nie możemy ich swobodnie wypowiadać, mieć ich wypisanych na twarzy, ponieważ obowiązuje nas neoliberalny reżim, w myśl którego „musimy” być pozytywni, zadbani i pełni energii. Skąd się wzięła ta autocenzura?
Ramona Nagabczyńska:
Życie imituje Facebooka. Jeśli nie jesteśmy na ciągłym towarzysko-zawodowym haju, to wydaje się nam, że jesteśmy nieudacznikami. Nasze życie stało się internalizowaną rozmową o pracę, szczególnie kiedy się uprawia wolny zawód, a coraz więcej z nas taki uprawia. Każda interakcja może doprowadzić do zatrudnienia lub sprzedaży, więc trzeba się uśmiechać i być miłym. Na wszelki wypadek. Wychowałam się w Kanadzie, do Polski przyjechałam w połowie lat dziewięćdziesiątych. Miałam więc okazję zaobserwować proces przyswajania neoliberalnej postawy. Od wściekłego „Czego?!” ekspedientek do „Jesteśmy do Państwa dyspozycji przez 24 h”. Z jednej strony jestem krytyczna wobec typowo polskiej martyrologii, z drugiej czuję ulgę, kiedy nie muszę mówić tylko o tym, co jest wspaniałe w moim życiu. Z perspektywy kobiety miły uśmiech i łagodne usposobienie jest tym, czego musisz się nauczyć, by nie przylepiono ci łatki wściekłej baby. Opisuję tu typowy punkt styczny patriarchatu i neoliberalizmu. 

POLECAMY

Czy praca z ciałem, która jest Pani codziennością, pomaga rozsadzać takie „gorsety”?
Jako dziewczynka i nastolatka uprawiałam balet. Okazuje się, że on niczego nie rozsadza, wręcz przeciwnie. Tam się ściska gorsety do granic możliwości. W dyscyplinach tanecznych opartych na mocno skodyfikowanych zestawach ruchów, których archetypową formą jest balet, wszystko, włącznie z mimiką, podlega ścisłej kontroli. To jest forma, która konserwuje klasyczny ideał. Człowiek się zmienia, mentalność się zmienia, a pozycje baletowe i ekspresja baletowa trwają niezmienione od setek lat. Nie ma tu miejsca na idiosynkratyczność, na wsłuchiwanie się w języki partykularnych ciał. W szkole baletowej brakowało mi uważności na ciało. Choć trenowałam sześć godzin dziennie, nie miałam ze swoim ciałem kontaktu. Byłam wobec niego agresywna – denerwowałam się, kiedy stawiało opór. 

Potem, gdy trafiła Pani na studia z tańca współczesnego we Frankfurcie, poznała Pani otwierające metody pracy z ciałem. Czy to sprzyja bliskości z drugim człowiekiem?
Zdecydowanie. Sprzyja akceptacji inności. W tańcu współczesnym, przynajmniej w niektórych jego odmianach, uczysz się doceniać różnorodność. Tancerz buduje swój kapitał na cechach swojego ciała, które odbiega od normy. Rzadziej na nadnaturalnym rozciągnięciu, częściej – na przykład – na niespotykanym poczuciu rytmu. Pamiętam zdanie najczęściej wypowiadane przez dziekana wydziału, pioniera europejskiej improwizacji, Dietera Heitkampa: „Don’t judge. Just look and accept” [Nie oceniaj. Po prostu patrz i przyjmuj]. Ono doskonale podsumowuje zwrot, który we mnie nastąpił, ukazujący różnicę między perspektywą obecną w balecie a tą, którą prezentuje taniec. Ten nowy sposób patrzenia rozlał się na inne przestrzenie życia, chociaż czasem się łapię na tym, że wychodzi ze mnie zołza ze szkoły baletowej. Zrzucenie z siebie ciężaru oceniania daje nam możliwość wnikania głębiej w doświadczenia własnego i czyjegoś ciała. Nie wiem, czy jest to potwierdzone naukowo, ale wierzę, że empatia jest bardzo cielesna. Jeśli potrafisz być w pełni obecna we własnym ciele, to potrafisz być w kontakcie z drugim człowiekiem. Ta pewność wynika z wielu lat praktyki. W tańcu piękne jest to, że otwierasz się w pełni na inną osobę, przeżywasz z nią ogromną intymność, ale nie musi to prowadzić do dalszego ciągu. Co nie umniejsza wagi tego wspólnego doświadczenia. Czasem ze smutkiem myślę, że wielu ludzi na świecie doświadcza dotyku tylko wtedy, gdy uprawia z kimś seks. 

Sfera erotyczna to nadzieja na bliskość, która na co dzień bywa niedostępna, a wytęskniona. Przytulić kogoś czule – czasem nawet taki gest przychodzi nam z trudem. Virginia Satir, amerykańska psycholog, w znakomitej książce Rodzina. Tu powstaje człowiek sugeruje, że niezaspokojony w dzieciństwie głód kontaktu, czułości, powoduje, że młodzi ludzie tak wcześnie inicjują życie seksualne. Ewidentnie mamy „problem z ciałem”…
To złożona kwestia. Dopiero ostatnio spojrzano dokładniej na ciało jako na miejsce kumulacji naszych problemów. Teraz już wiemy, że traumy osadzają się w ciele. Wiemy, że ciało jest lustrem kultury, że mówi językiem przodków oraz płci. W naszej kulturze cielesność kojarzy się z seksem. Nie zaskakuje mnie, że osoby, które mają niezaspokojone potrzeby cielesne, sięgają po seks. Nie mają wielu przykładów innych cielesnych praktyk bliskości. Sądzę, że to wpływ kartezjańskiego podziału na ciało i umysł, z którego się będziemy „leczyć” przez kolejne stulecia. Nasze osadzenie w kulturze chrześcijańskiej często powoduje, że gdy wchodzimy w kontakty seksualne, to są one skrępowane i obarczone ogromnym poczuciem winy. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego dla polskiego mężczyzny jest taka przepaść między kochanką a ukochaną. Z kochanką nie dzieli się intymności, dzieli się orgazm. Intymność jest zarezerwowana dla tej jedynej. A przecież można być otwartym na kogoś i to nie musi być równoznaczne z propozycją małżeństwa. To chyba wynika z naszych problemów ze zmysłowością. Boimy się zmysłowości, ponieważ ona zaburza święty porządek oparty na podziale na „nieskalany” umysł i „nieczyste” ciało. To dziedzictwo determinuje stosunek kobiet do swojej cielesności. Kobiety w Polsce często czują obowiązek wybrania jednej z dwóch opcji: „kobiety wyzwolonej”, wcześniej nazywanej „zdzirą”, lub „kobiety szanującej się”, czyli takiej, która rezerwuje całą swoją cielesność dla swojego partnera. Musimy zacząć poszukiwać własnych sposobów bycia w ciele. Zawłaszczyć własne ciała. Przed nami, kobietami ogromne zadanie oczyszczenia się z narzuconej nam mentalności. Musimy odnaleźć własne formy języka i cielesności, zderzyć się z własnymi potrzebami. 

Na czym miałoby to polegać?
Ja wchodzę na salę taneczną i tam szukam odpowiedzi.

Taniec ma aż taką moc?
To praktyka „pozwalania sobie”, która oswobadza. Podczas pracy nad „częściami ciała”, w której zajmuję się twarzą, szukałam praktyki uwalniania się od obrazów twarzy narzucanych nam, kobietom. Sprawdzałam, co jest „pod spodem”, pozwalałam sobie na wydobycie brzydoty z glamouru. Grzebałam w tym, co niezdefiniowane, co nie nadaje się do publicznej prezentacji. I oczywiście prezentowałam to. Traktowałam twarz jak ciało, jednocześnie nie negując jej pozycji przewodnika po duszy. Natomiast w „Silenzio” zajęłam się głosem. Czytałam o starogreckich kobiecych rytuałach lamentacyjnych, których elementy są bardziej progresywne niż to, co znamy w XXI wieku! Ciekawa jestem, co się wyłoni z kręgów kobiet, bo na tę chwilę kobiety nie mają wiele okazji, by rozwijać własny głos. Możemy lepiej bądź gorzej wypowiadać się męskim językiem w ramach skonstruowanej przez mężczyzn formy wypowiedzi, oczekując mniejszej lub większej aprobaty mężczyzn, ale zawsze będzie to gra według czyichś zasad. „Silenzio” to wyślizgiwanie się z praktyk głosowych narzucanych przez mężczyzn. Dobitnym przykładem praktyki narzuconej przez mężczyzn jest opera. Dekonstruujemy ją zatem jako figurę kulturową, w której kobieca wirtuozeria wokalna jest używana do tego, żeby utrwalić krzywdzący obraz kobiet. W „Silenzio” oddajemy ten skradziony głos kobietom i rzucamy widzom w twarz potencjalny powód, dla którego ten głos im odebrano, czyli strach przed kreacyjną mocą kobiet. Oczywiście wchodzenie na salę taneczną to niejedyna metoda poszukiwania własnego głosu. Wydaje mi się, że musimy zacząć od poznawan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy