Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

23 września 2019

Twoje miejsce na ziemi

270

Jak mówią górale, są wśród nas zasiedziałe „pnioki”, świeżo osiadłe „krzoki” i przelotne „ptoki”. Ale wszyscy, nawet ci ostatni, potrzebują miejsca, z którym czuliby się związani.

Według jednego ze znanych socjologów, Manuela Castellsa, świat to dwie, oddzielone od siebie niewidzialną barierą przestrzenie: przestrzeń miejsc i przestrzeń przepływów. Przy czym współczesne społeczeństwo jest zorganizowane wokół tej drugiej przestrzeni – przez granice państw przepływa kapitał, a także informacje, technologie, obrazy, dźwięki. „Przepływamy” też my. Nic dziwnego, że w coraz mobilniejszym świecie coraz bardziej szukamy swego miejsca.

Sieć nie-miejsc
Przestrzenie przepływów oplatają kulę ziemską niczym sieć. Nie mają ani historii, ani kulturowej specyfiki. Ich architektura jest równie bezosobowa jak one same. Przestrzeń pływów to lotniska, autostrady i drogi szybkiego ruchu, szklane biurowce z identycznym, funkcjonalnym wyposażeniem, międzynarodowe sieci gastronomiczne i przydrożne motele, centra handlowe, w których lokale wykupiły międzynarodowe sieci sklepów, identyczne we wszystkich miastach świata. Te twory architektoniczne i urbanistyczne niektórzy, jak antropolog Marc Augé czy dziennikarz Howard Kunstler, nazywają „nie-miejscami”. W globalizującym się świecie coraz więcej jest takich bezosobowych nie-miejsc. Dominują one w miejskiej przestrzeni i sprawiają, że wszystkie miasta zaczynają wyglądać identycznie. Są tak nachalne, że zaczynamy tęsknić za tym, co odmienne, co ma swoją kulturową specyfikę, historyczną tożsamość – za miejscem właśnie. Bo, jak mówi Castells, ludzie nadal żyją w przestrzeni miejsc.

Dla zdecydowanej większości z nas osobisty kontakt z fragmentem przestrzeni, który uważamy za swój, jest warunkiem dobrego funkcjonowania również w innych sferach życia. Dotyczy to także twórców nowoczesnych metropolii. Młoda architekt opowiedziała zabawną historię. Otóż będąc na stypendium w Stanach Zjednoczonych, brała udział w wykładach wybitnego architekta. Jego projekty to dzieła sztuki, nietypowe bryły o białej kolorystyce wygrywają wszystkie konkursy. Pewnego dnia miała okazję odwiedzić go w domu. Jak mieszkał? Jak najbardziej tradycyjnie: drewniane boazerie i skórzane fotele tworzyły przytulną atmosferę i odpowiadały temu, co Christopher Alexander, autor książki Język wzorców, nazywa „ponadczasowym sposobem budowania”, sprawdzonym przez wieki. Miejscem o ludzkiej skali.

Wybitny duński urbanista Jan Gehl przeciwstawia zbiór bezosobowych wysokościowców, którego najlepszym przykładem jest architektura Dubaju, tradycyjnemu, tonącemu w zieleni osiedlu domków jednorodzinnych na przedmieściu Kopenhagi. Za taki projekt, mówi Gehl, nigdy nie dostałbym pozytywnej oceny na egzaminie dyplomowym. Ale właśnie na tym osiedlu mieszkają najwybitniejsi kopenhascy architekci i osoby ze świata polityki.

Genius loci
Nie każdy fragment przestrzeni może stać się miejscem w sensie psychologicznym. Na zajęciach poświęconych psychologii miejsca zademonstrowałam studentom serię zdjęć, prosząc o określenie na skali, w jakim stopniu każde z nich przedstawia miejsce, które ma lub może mieć znaczenie dla człowieka, a na ile jest pozbawionym takiego znaczenia nie-miejscem. Poprosiłam też, by przy każdym zdjęciu wypisali trzy określenia najlepiej charakteryzujące treść zdjęcia. Następnie porównaliśmy skojarzenia związane z przykładami miejsc i nie-miejsc.

Miejsca kojarzyły się z historycznością (na którą składały się takie skojarzenia, jak: ciągłość, wspomnienia, pamięć, nostalgia, zaduma), z wyodrębnieniem (czymś, co jest odgrodzone, oddalone od zgiełku, schowane i kameralne), z relaksem i wyciszeniem (przytulne, ciepłe, ciche), z niepowtarzalnością (ma klimat, duszę), z naturalnością (zieleń, sielski klimat). Takie miejsca przyciągały, zachęcały do spotkań, kojarzyły się z domem rodzinnym i dzieciństwem. Z kolei nie-miejsca kojarzyły się z ruchem, szybkością, podróżą, tłokiem i pośpiechem, były jak punkt przesiadkowy, bardziej przeznaczony dla samochodów niż dla ludzi. Wydawały się przestymulowane, bezosobowe i nieprzyjemne. Zdjęcia najlepiej ocenionych miejsc przedstawiały klimatyczną kawiarnię, historyczne kamienice, dom na wsi, zaułek miejski, fragment jeziora. Typowe nie-miejsca to lotnisko, autostrada, ogrodzone osiedle wysokich bloków, restauracja typu fast food.

Wybory studentów zgodne są z tym, co o cechach dobrego miejsca piszą jego teoretycy. O tym, że jakaś lokalizacja staje się miejscem, decyduje jej wyodrębnienie z całości, dzięki czemu można ją sobie łatwo wyobrazić lub objąć wzrokiem. Ważna jest też niepowtarzalność, czyli tzw. genius loci, tożsamość wynikająca z historii miejsca, również osobistej. Miejsce sprzyja zatrzymaniu się w biegu. Miejsce to spoczynek, jak mówi amerykański geograf pochodzenia chińskiego
Yi Fu-Tuan, podczas gdy przestrzeń to ruch. Jeden z najbardziej znanych teoretyków miejsca, amerykański geograf Edward Relph, jako zasadniczą cechę miejsca traktuje „uwewnętrznienie”, a więc doświadczenie „bycia w”. Takiego doświadczenia nie daje przestrzeń, przez którą się przechodzi, przejeżdża lub na którą się patrzy z pozycji obserwatora.

Kreatywne miasta
Czy to oznacza, że powinniśmy zaszyć się gdzieś z dala od zgiełku, na wsi? Kilka lat temu ludność świata przekroczyła 50-procentowy próg zurbanizowania, co oznacza, że ponad połowa ludzkości żyje obecnie w miastach i ten odsetek cały czas rośnie. W Polsce wynosi on nieco ponad 60 proc., ale już w Holandii ponad 80 proc. Miasta, a zwłaszcza wielkie metropolie, to typowe przestrzenie przepływów i nie-miejsca. Pomimo to ludzie wybierają życie w miastach i robią to nie tylko ze względów ekonomicznych. Zmianie uległa dominująca w latach 30. poprzedniego wieku wizja miasta jako „źródła samego zła”, przeciwstawianego zwartym społecznościom wiejskim lub małomiasteczkowym. W nowej koncepcji cechy negatywne miast, czyli anonimowość i obojętność na drugiego, instrumentalizacja i powierzchowność relacji, rozluźnienie społecznych norm, a zatem i większa przestępczość, równoważone są przez niewątpliwe zalety wielkomiejskiego życia, takie jak: stymulacja, dostęp do rozrywki i wiedzy, możliwość spotkania nowych ludzi czy tolerancja różnorodności. Właśnie ze względu na te właściwości Richard Florida nazwał niektóre miasta „kreatywnymi” – a więc takimi, gdzie pragną się osiedlać osoby twórcze, dla których różnorodność, stymulacja i możliwość spotkania nowych ludzi są ważniejsze niż relaks w przydomowym ogródku. Kreatywne miasta z pewnością są miejscami, choć nie zawsze spełniają ich klasyczne kryteria.

Korzeń czy kłącze?
W badaniach ścierają się zatem dwie koncepcje miejsca. Jedna zakłada, że wyznacznikiem dobrego miejsca jest jego ustalona historycznie tożsamość, wyodrębnienie i klimat sprzyjający relaksowi. Według drugiej miejsce to przede wszystkim przestrzeń spotkań i aktywności; przestrzeń, gdzie ścierają się różne punkty widzenia, a jej tożsamość dopiero się tworzy na ich styku. Te dwie wizje często ilustruje się metaforami: korzeń jest symbolem tradycyjnej wizji miejsca, a rozprzestrzeniające się poziomo kłącze – wizji nowoczesnej.

 

Kto ma prawo do miejsca? Znana góralska metafora dzieli ludzi na zasiedziałe od kilku generacji „pnioki”, świeżo osiadłe „krzoki” oraz odwiedzające to miejsce przelotnie „ptoki”. Koncepc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy