Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

1 listopada 2019

NR 11 (Listopad 2019)

Tornado emocji

152

Osoby z borderline najbardziej potrzebują w relacji tego, czego jednocześnie najbardziej się boją – bliskości. Pragną miłości, ale jakieś raniące doświadczenie z przeszłości każe im przeczuwać, że bliskość i miłość skazują na nieopisany ból.

Piotr Żak: Wydaje się, że panuje dziś moda na borderline. Coraz częściej różnym osobom przypina się taką etykietkę, a niektóre same o sobie mówią „jestem borderem”… 
Artur Cedro: Raczej mamy modę na życie w coraz większym nieuporządkowaniu, bez ograniczeń. To tak, jakby na drodze zapalone były jedynie zielone światła. Nieuchronnie prowadzi to do kolizji na skrzyżowaniu. Do tego dochodzą zbyt szybkie zmiany stylu życia. Nasza psychika nie nadąża za nieprawdopodobnym przyspieszeniem zmian technologicznych. Coraz bardziej skupiamy uwagę na zjawiskach zewnętrznych, coraz mniej czasu poświęcamy na dialog z własnym wnętrzem, z własnymi myślami i emocjami, w efekcie nie rozumiemy ich. Coraz częściej ludzie doświadczają uczucia wewnętrznej pustki. Usiłują ją czymś wypełnić – kolejnym odcinkiem telenoweli, nową aplikacją w smartfonie, niezobowiązującym związkiem opartym głównie na seksie. W takich warunkach formują się osobowości zniekształcone, niepełne, jakby niedokończone. 

Jak osobowość z pogranicza, czyli właśnie borderline. Czym jest to zaburzenie?

To poważne zaburzenie osobowości, a cechuje je m.in. wyraźna impulsywność zachowań, chwiejność emocjonalna, intensywne i jednocześnie niestabilne związki oraz ciągła obawa przed porzuceniem. Takie osoby mają niejasny obraz własnej osoby, swoich dążeń i celów, wyraźne wahania nastroju, z częstymi, trudnymi do kontrolowania napadami drażliwości lub złości. Uczucie wewnętrznej pustki, jakiego doświadczają, jest w ich przypadku chroniczne i tak dotkliwe, że bywa przyczyną samookaleczeń lub gróźb, a niekiedy prób samobójczych.

Co sprowadza osoby z borderline do gabinetu psychiatry lub psychoterapeuty?

Najczęściej jakiś rodzaj cierpienia, nieustanny dyskomfort i dręczące ich negatywne emocje albo impulsywność, która irytuje otoczenie i powoduje problemy w związkach. Zdarza się, że już na wstępie taka osoba stwierdza: „Mam borderline”, szczególnie jeśli to kolejny lekarz czy terapeuta, do którego trafia, co w przypadku zaburzenia borderline jest prawie regułą. Ale za taką deklaracją nie zawsze stoi świadomość problemu. Zdarza się, że osoba z borderline szuka w terapii swoistego usprawiedliwienia. Gotowa jest przyznać, że bywa nieznośna i trudno z nią wytrzymać, ale… Tu pojawia się długa lista powodów, które ją niejako zmuszają do nieakceptowanych zachowań. W efekcie wina spada na innych. Osoby z zaburzeniami osobowości napotykane trudności zwykle tłumaczą nagannymi postawami innych osób lub wpływem czynników zewnętrznych i nieustannie usiłują wymuszać na otoczeniu jakieś zmiany czy ustępstwa. Pomijają lub bagatelizują udział własny w powstawaniu konfliktów, których doświadczają.

Dlaczego są tak bezkrytyczni?

Bo brak im tego, co potrafi ktoś ze względnie prawidłową osobowością: zdolności do autorefleksji, korygowania zachowań czy poglądów pod wpływem zmieniających się okoliczności lub braku akceptacji ze strony innych ludzi. W zaburzeniach osobowości ta adaptacyjna elastyczność jest jakby uwięziona, nieobecna. Taka osoba traktuje patologiczne cechy osobowości jako normalne i oczywiste. Nie posiada więc punktu odniesienia pozwalającego odróżnić cechy nieprawidłowe od tych prawidłowych. Dlatego mówi się, że zaburzenia osobowości są egosyntoniczne, czyli nieodłączne od „ja”. Dla porównania: depresja czy nerwica są zjawiskami egodystonicznymi – nie rodzimy się z nimi, więc gdy się pojawiają w jakimś momencie, odbieramy je jako intruza, coś „nie naszego”, nieprzynależnego do „ja”. Skutkiem egosyntoniczności jest właśnie nierefleksyjność osób z zaburzoną osobowością, która często wprawia innych ludzi w zdumienie. Nie mogą pojąć, jak to możliwe, że niejednokrotnie ponadprzeciętnie inteligentny osobnik jest tak bezkrytyczny, wręcz ślepy wobec własnych postaw czy zachowań, które w oczywisty sposób są niezgodne ze społecznymi regułami czy chociażby zdrowym rozsądkiem.

W opisach relacji z osobami dotkniętymi zaburzeniem borderline często pojawia się metafora życia na huśtawce. Czego dotyczy to rozchwianie w relacji?

Rozchwianie to stała cecha osobowości z pogranicza. Taka osoba żyje w świecie czarno-białym, często bowiem stosuje mechanizm rozszczepienia. Przeżywa ludzi i relacje jako wyłącznie dobre, wtedy mamy do czynienia z prymitywną idealizacją, lub wyłącznie złe, gdy następuje dewaluacja. Choć wydaje się to niepojęte, osoby borderline nie potrafią zaakceptować faktu, że ludzie mają równocześnie cechy pozytywne i negatywne. Gdy w początkowo idealizowanym partnerze lub przyjacielu zobaczą jakąś niedoskonałość czy słabość, gdy pojawi się pęknięcie w idealnym wizerunku, budzi się w nich silna złość. Czują się zawiedzione, oszukane – przecież miał to być związek doskonały, a okazało się, że… jest jak zawsze. 

Ludzie często zawodzą nasze oczekiwania…

W normalnych relacjach skłonni jesteśmy się godzić, że ktoś nie spełnia wszystkich naszych wyobrażeń. Jeśli korzyści z relacji przewyższają związane z nią niedomagania, korygujemy nasze początkowe oczekiwania i kontynuujemy znajomość. U osób borderline jest to niewykonalne. Mają bowiem ogromną trudność w budowaniu z kimś prawdziwej relacji. To, co udaje im się stworzyć, jest raczej imitacją relacji, polegającą na naprzemiennej dominacji popędu seksualnego, gdy partner jest idealizowany i pożądany, oraz popędu agresji, kiedy piękny królewicz staje się pomarszczoną ropuchą. Gdy dojdzie do „zdemaskowania” partnera, baśń zamienia się w mroczny koszmar. Znika uwielbienie, nieporównywalny z niczym urok bliskości, spełnianie wszelkich pragnień. Zamiast tego zjawia się pogarda, odrzucenie, nienawiść i chęć zemsty.

Jakie są źródła tego zaburzenia? Jakieś traumy z dzieciństwa?

Borderline jest poważnym zaburzeniem osobowości, zatem czynniki je wywołujące są też poważne i działają na wczesnym etapie rozwoju psychiki dziecka. Różne szkoły psychologiczne rozmaicie tłumaczą patogenezę takich zaburzeń. Koncepcje psychodynamiczne podkreślają m.in. zaburzenia w tworzeniu więzi wskutek emocjonalnej nieobecności rodzica albo emocjonalnego porzucenia dziecka, ale też silne urazy wywołane różnego typu nadużyciami czy dewaluowaniem dziecka. 

Trzeba pamiętać, że początkowo dziecko postrzega matkę jako obiekt, który natychmiast zaspokaja jego potrzeby. Matka wie, kiedy nakarmić, utulić, zmienić pieluszkę, a jeśliby zapomniała, płacz dziecka skłoni ją do reakcji. W oczach dziecka jest to „dobra matka”. Z czasem coraz częściej zdarza się, że zaspokaja potrzebę dziecka z pewnym opóźnieniem. Frustracja tym spowodowana sprawia, że w przeżyciach dziecka powstaje obraz „złej matki”. Przez pewien czas rozpoznaje ono dwie matki, tę dobrą i tę złą. W miarę rozwoju stają się one znów jednym obiektem – pojawia się zrozumienie i zgoda, że jedna i ta sama osoba może zachowywać się w różny sposób. Gdy w tym okresie dziecko doświadczy poważnej traumy lub dojdzie do zaniedbania, obiekt w psychice dziecka może na trwałe pozostać rozdzielony. Powstaje rozszczepienie: ten, który zaspokaja potrzeby, jest wyłącznie dobry, a gdy nie zaspokaja – lub tak się tylko wydaje – jest zły. W przeżyciach osoby borderline to już nie jest ta sama osoba: ten dobry oszuka...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy