„Rodzic w trybie stand by” – takie określenie często przychodzi mi do głowy, słuchając opowieści rodziców i opiekunów dzieci w wieku szkolnym. Szczerze, nie dziwię im się! Po pierwsze dlatego, że również jestem rodzicem, który doskonale zna ten tryb trzymania ręki na pulsie.
Po drugie, podobnie jak inni odbieram różne informacje
ze świata zewnętrznego, które cały czas zachęcają
do kontrolowania sytuacji. Począwszy od wiadomości o trendach w mediach społecznościowych, takich jak „szon patrol” czy „blackout challenge”1, po różne niepokojące sygnały płynące z naszych lokalnych środowisk.
Autor: Aleksandra Sileńska
Psycholożka, socjolożka, certyfikowana terapeutka ofiar przemocy w rodzinie, terapeutka systemowa w procesie certyfikacji. Już ponad dekadę wspiera swoją pracą terapeutyczną dzieci, nastolatków oraz dorosłych w kryzysie psychicznym. Od ponad sześciu lat aktywnie wspiera mamy w radzeniu sobie z niełatwą codziennością macierzyńską, prowadząc blog Mama Terapeutka oraz pisząc książki dla kobiet.
Od kilku lat nad naszym społeczeństwem pali się czerwona lampka ostrzegawcza, która sygnalizuje zmiany. Słyszymy o kryzysie rodziny, rozpadzie systemu wartości, rozwodach, związkach alternatywnych czy młodych ludziach, którzy zdają się nie widzieć nic poza ekranem smartfona. Taka perspektywa może przygnębiać i niepokoić. Jednak z drugiej strony, jeśli nasza rzeczywistość się zmienia, to może lepiej zacząć się z tym oswajać i zamiast tkwić w lęku o to, co będzie, postarać się te zmiany zrozumieć?
Rodzina jako system zawsze dąży do balansu. Pojawienie się kryzysu w rodzinie nie jest doświadczeniem przyjemnym, ale może mieć niezwykle ważne znaczenie dla rozwoju całej rodziny i/lub poszczególnych jej członków. Kluczowe jest to, by rodzina nie próbowała unikać kryzysów za wszelką cenę, lecz uczyła się z nimi radzić.