Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

5 maja 2019

NR 5 (Maj 2019)

Terapeuta czy hochsztapler?

102

Po czym poznać rzetelnego psychoterapeutę? Nie ocenia, nie potępia, nie stawia szybkich diagnoz. Słucha, szanuje i stara się zrozumieć. Kontakt z nim daje nam nadzieję.

JOANNA PIEKARSKA: Czasem mam ochotę udusić szefa. Wszystko mnie złości... Czy to normalne? – zastanawia się niejeden z nas. I z tym niepokojem zgłaszamy się niekiedy na terapię. Co Pani na to jako terapeutka?

POLECAMY

NANCY MCWILLIAMS: Na pewno nie spieszę się z zapewnianiem tej osoby, że wszystko z nią w porządku. Ani z ujawnianiem, że zauważam w niej coś, co odbiega od normy. Słucham jej uważnie, dopytuję o szczegóły. Na przykład o to, co sprawia, że się martwi, czy jest normalna. Nawet jeśli z mojego punktu widzenia wydaje się całkiem zdrowa, to jednak istnieje coś, co ją niepokoi, i jako terapeuta próbuję to zrozumieć. Może w jej życiu zdarzyło się coś, co budzi ten niepokój? A może te objawy wskazują na początek poważniejszego zaburzenia? Trzeba to sprawdzić. Ważne jednak, by na początku terapeuta niczego nie zakładał.

Jakaś diagnoza jest jednak konieczna. Czy nie zasłania ona pacjenta? Czy nie sprawia, że trudno dostrzec te aspekty, które nie mieszczą się w danym zaburzeniu?

Standardowa diagnoza psychiatryczna – taka, jaką proponują DSM i ICD [patrz słowniczek] – rzeczywiście szufladkuje i stwarza fałszywe poczucie, że problemy psychiczne są czymś obiektywnym, co się ma, a nie żywym, zmiennym procesem. A dobra diagnoza nigdy się nie kończy, ponieważ nieustannie jako terapeuci rewidujemy nasz sposób myślenia. W diagnostyce medycznej też pomału odchodzi się od widzenia chorób jako zbioru objawów, a coraz częściej lekarz patrzy na człowieka holistycznie. Gorączka czy wysypka mogą być symptomami wielu różnych schorzeń, podobnie jest z depresją. Stwierdzenie, że ktoś jest w depresji, to jeszcze nie diagnoza. Aby się nią stała, musi zawierać jakiś rodzaj rozumienia, co ten objaw oznacza u konkretnej osoby. Uwzględnia przy tym jej osobowość i sytuację życiową. 

Gdyby jednak terapeuci w ogóle nie próbowali pacjenta zdiagnozować, to też byłoby niebezpieczne. 

Tak, potrzebujemy czegoś, co nada kierunek naszemu myśleniu o pacjencie. Nie wydaje mi się możliwe, by terapeuta nie przyjmował żadnego klucza. Natomiast rzecz w tym, by się do niego za bardzo nie przywiązywał i zachował otwartość w relacji z osobą. Zawsze bowiem pozostanie coś, czego moglibyśmy się jeszcze o niej dowiedzieć i co do czego się mylimy. Szczególnie młodzi terapeuci chcieliby mieć pewność co do diagnozy. I trudno im zatrzymać się w pół drogi między nadmierną pewnością, wyrażającą się w poczuciu „to jasne, mój pacjent ma dokładnie to i to”, a totalną niepewnością: „zupełnie nie wiem, co mu dolega”. Poruszam się z pacjentem w tej przestrzeni pomiędzy, a kiedy pyta: „To co mi dolega?”, podaję mu wspomniany DSM i mówię: Co z tego wydaje się panu/pani najbliższe?

Jak wygląda ta mapa zaburzeń? Jak je Pani porządkuje?

Przede wszystkim rozróżniam trzy poziomy organizacji osobowości. Pierwszy to poziom neurotyczny, gdy osoba doświadcza konfliktu wewnętrznego. Drugi, borderline, oznacza silną tendencję do skrajności, postaw typu: „wszystko jest czarne” albo „wszystko jest białe”, „życie nie ma sensu” bądź „życie jest radosne”. Takie osoby czują się ekstremalnie różnie zależnie od sytuacji. Szybko przechodzą między skrajnymi emocjami, co powoduje dużo cierpienia. Trzeci to poziom psychotyczny, gdy osoba nie rozpoznaje granic między tym, co wewnątrz niej, a tym, co na zewnątrz. Postępowanie terapeuty jest uzależnione od tego, z którym poziomem organizacji osobowości pacjenta ma do czynienia.

Zarazem można rozróżnić typy osobowości, takie jak skłonność do bycia obsesyjno-kompulsyjnym, depresyjnym, paranoidalnym czy narcystycznym. Mogą one występować na każdym ze wspomnianych poziomów organizacji. Jeśli zatem ustalimy poziom zaburzenia i typ osobowości, np. wiemy, że pacjent ma osobowość histrioniczną na poziomie borderline, to mamy wystarczającą mapę, by wyruszyć z nim w podróż. 

Co jest celem podróży, jaką jest terapia?

Będzie on odmienny dla różnych osób. Co więcej, terapeuta i pacjent początkowo mogą się różnić co do wizji celu. Na przykład osoba psychotyczna twierdzi: „Musi pani coś zrobić, żeby szef przestał mnie prześladować”. Tymczasem ja mam pomysł, by ją wspierać w pozbywaniu się urojenia, że jest prześladowana, i pomóc jej rozwiązać głębszy problem, który się kryje za tym przekonaniem. Z czasem dochodzimy do porozumienia co do celu terapii.

Pacjenci szukają ulgi w objawach, ale często za nimi kryją się pewne problemy. Na przykład niektóre osoby nie mają bezpiecznego stylu przywiązania albo nie są odporne na stres; mają problemy z bliskością, nie umieją sobie radzić z emocjami, nie mają silnego, a zarazem realistycznego poczucia własnej wartości. Albo nie czują, że żyją, bo utknęły w żałobie. 

Czy w trakcie terapii objawy słabną?

Czasem się nasilają i można wtedy pomyśleć, że komuś się pogarsza, skoro przeżywa więcej lęku. A przeżywa go, bo wreszcie konfrontuje się z czymś, czego przez lata unikał. Albo wpada w przygnębienie, bo przestaje zaprzeczać i spotyka się z ogromnym smutkiem, jaki w sobie nosił. Trudno więc oceniać terapię na podstawie aktualnych objawów pacjenta. Zawsze patrzę na nie w kontekście długoterminowych celów. 

Czy tym celem jest głęboka zmiana osobowości?

To zależy od pacjenta. Niektórzy będą zadowoleni z samego złagodzenia objawów. Może męczyła ich bezsenność, a teraz zasypiają spokojnie... Inni potrzebują zmiany osobowości, przy czym nie musi być ona radykalna. W ramach swojego typu osobowości podczas terapii rozwijają zdrowszą jego wersję, stają się bardziej elastyczni. Coś, co wydaje się małą zmianą, jak na przykład większa gotowość do przepraszania, w dłuższej perspektywie może wywrzeć ogromny wpływ na życie. Takie zmiany są możliwe. Sama teg...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy