Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

24 września 2020

NR 8 (Październik 2020)

Surowe osądy miłości

44


Siedziałyśmy w knajpie, ja i moja bliska koleżanka, z którą z powodów pandemicznych długo się nie widziałam. Fajnie było znowu znaleźć się w jej towarzystwie. Moja koleżanka zdawała się bowiem aniołem: mówiła z wielką łagodnością i patrzyła z wielką łagodnością. „Nic tylko czekać, aż rozlegnie się cichy szum skrzydeł” – pomyślałam. Była serdeczna dla kelnerki i pełna głębokiego zrozumienia dla problemów, które powierzałam jej miękkim uszom. Kiedy poszła do toalety, przez chwilę kontemplowałam kontrast pomiędzy nami, sama bywam zapalczywa, oburzona, impulsywna i wprost waląca. Mój namysł nad tym kontrastem przerwał dochodzący z tyłu głos jakiejś kobiety (jako psycholożka jestem absolutnie zdeterminowana podsłuchiwać każdą rozmowę, która odbywa się w mojej okolicy – to silniejsze ode mnie). Głos był szorstki, obcesowy i mroźny jak lutowy poranek. „Jak to, kiedy przyjadę? Nie wiem kiedy! Czasu nie mam, ja mam pracę, nie wiesz tego? Zadzwonię później!”. Poczułam na karku lodowaty oddech: kobieta, która właśnie skończyła rozmowę, stała blisko.

POLECAMY

A potem wróciła do naszego stolika. „Z kim rozmawiałaś?” – wydukałam słabo, bo ciągle nie mogłam dojść do siebie. „Z mamą moją” – wyjaśniła, znowu łagodnie, jak nie ona, a może właśnie jak ona. Już sama nie mogłam się połapać, która jest nią, a która nie i jak takie dwie w jednej mogą się pomieścić. „Kłócicie się?” – spytałam jeszcze, w sumie z nadzieją, że to jakaś wyjątkowa sytuacja, że normalnie anioł jest aniołem, tylko teraz akurat coś się niecodziennie „skichało”. „Nie, czemu?” – wyszeptała ku mnie aksamitnie koleżanka. 

W książce Podróż bohaterki amerykańska terapeutka, Maureen Mudrock, pisze o tym, w jaki sposób kobiety, kształtując własną tożsamość, przechodzą przez etap odrzucania własnej matki: „Wiele młodych kobiet przekształca swoje matki w obraz archetypowej mściwej, zaborczej i pożerającej kobiety, którą muszą odrzucić, by przeżyć. Rzeczywista matka może, lecz nie musi uosabiać tych cech, jednak córka internalizuje je jako konstrukt matki wewnętrznej”. Jeśli jest to jakiś etap – spoko. Ale gdyby na tym miało się skończyć? Czy nie byłybyśmy dalej od jakiejś Prawdy, której częścią dla zdecydowanej większości z nas nie były tylko surowe spojrzenia po wywiadówkach, przygany wokół długości spódnic czy męczące codzienne wyrzuty, ale też całkiem nierzadkie chwile czułości, starannie plecione warkocze, ocierane łzy, kanapki z podwójnym serem, ale bez ogórka, bo nie lubisz ogórków, wakacyjne podróże w upakowanym po dach samochodzie i te wszystkie inne skrawki miłości, których nie da się sprowadzić do kciuka obróconego w dół? Czy nie doświadczyliśmy tego, co Robert Hayden, amerykański poeta, nazwał „surowymi, samotnymi posługami miłości”, kiedy w wierszu Te zimowe niedziele przywoływał obraz swojego ojca, który w niedziele „wstawał wcześnie/i w sinoczarnym zimnie ubierał się, aby/spękanymi rękami, które go bolały/od roboty na mrozie w dni powszednie, sypnąć/węgla do pieca”? 

Wielu z nas ma odruch, żeby to właśnie rodziców z wielką surowością oceniać, jakby bycie rodzicem było co najmniej najłatwiejszą robotą na świecie, chociaż akurat jest odwrotnie. 

Ale jest jeden dość niezawodny sposób, żeby uleczyć swoje niesprawiedliwe, niesymetryczne spojrzenie na tatę i mamę: samemu zostać rodzicem. Jeśli ma się trochę inteligencji intrapsychicznej, nie trzeba wiele czasu, żeby zobaczyć własne „zawałki”. Obstawiam, że już po kilku miesiącach, jeśli nie tygodniach, będziesz miał(-a) na koncie, co następuje: 

  • (a) do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy