Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

24 września 2020

NR 8 (Październik 2020)

Surowe osądy miłości

0 459


Siedziałyśmy w knajpie, ja i moja bliska koleżanka, z którą z powodów pandemicznych długo się nie widziałam. Fajnie było znowu znaleźć się w jej towarzystwie. Moja koleżanka zdawała się bowiem aniołem: mówiła z wielką łagodnością i patrzyła z wielką łagodnością. „Nic tylko czekać, aż rozlegnie się cichy szum skrzydeł” – pomyślałam. Była serdeczna dla kelnerki i pełna głębokiego zrozumienia dla problemów, które powierzałam jej miękkim uszom. Kiedy poszła do toalety, przez chwilę kontemplowałam kontrast pomiędzy nami, sama bywam zapalczywa, oburzona, impulsywna i wprost waląca. Mój namysł nad tym kontrastem przerwał dochodzący z tyłu głos jakiejś kobiety (jako psycholożka jestem absolutnie zdeterminowana podsłuchiwać każdą rozmowę, która odbywa się w mojej okolicy – to silniejsze ode mnie). Głos był szorstki, obcesowy i mroźny jak lutowy poranek. „Jak to, kiedy przyjadę? Nie wiem kiedy! Czasu nie mam, ja mam pracę, nie wiesz tego? Zadzwonię później!”. Poczułam na karku lodowaty oddech: kobieta, która właśnie skończyła rozmowę, stała blisko.

A potem wróciła do naszego stolika. „Z kim rozmawiałaś?” – wydukałam słabo, bo ciągle nie mogłam dojść do siebie. „Z mamą moją” – wyjaśniła, znowu łagodnie, jak nie ona, a może właśnie jak ona. Już sama nie mogłam się połapać, która jest nią, a która nie i jak takie dwie w jednej mogą się pomieścić. „Kłócicie się?” – spytałam jeszcze, w sumie z nadzieją, że to jakaś wyjątkowa sytuacja, że normalnie anioł jest aniołem, tylko teraz akurat coś się niecodziennie „skichało”. „Nie, czemu?” – wyszeptała ku mnie aksamitnie koleżanka. 

W książce Podróż bohaterki amerykańska terapeutka, Maureen Mudrock, pisze o tym, w jaki sposób kobiety, kształtując własną tożsamość, przechodzą przez etap odrzucania własnej matki: „Wiele młodych kobiet przekształca swoje matki w obraz archetypowej mściwej, zaborczej i pożerającej kobiety, którą muszą odrzucić, by przeżyć. Rzeczywista matka może, lecz nie musi uosabiać tych cech, jednak córka internalizuje je jako konstrukt matki wewnętrznej”. Jeśli jest to jakiś etap – spoko. Ale gdyby na tym miało się skończyć? Czy nie byłybyśmy dalej od jakiejś Prawdy, której częścią dla zdecydowanej większości z nas nie były tylko surowe spojrzenia po wywiadówkach, przygany wokół długości spódnic czy męczące codzienne wyrzuty, ale też całkiem nierzadkie chwile czułości, starannie plecione warkocze, ocierane łzy, kanapki z podwójnym serem, ale bez ogórka, bo nie lubisz ogórków, wakacyjne podróże w upakowanym po dach samochodzie i te wszystkie inne skrawki miłości, których nie da się sprowadzić do kciuka obróconego w dół? Czy nie doświadczyliśmy tego, co Robert Hayden, amerykański poeta, nazwał „surowymi, samotnymi posługami miłości”, kiedy w wierszu Te zimowe niedziele przywoływał obraz swojego ojca, który w niedziele „wstawał wcześnie/i w sinoczarnym zimnie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy