Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

20 października 2021

NR 11 (Listopad 2021)

Specjalnie dla nas dopasowane okulary
O tym, jak relacja z rodziną wpływa na nasze życie, z Marianą Leky rozmawia Natalia Prüfer

0 46

Każdy z nas w swojej rodzinie zostaje szybko „zaszufladkowany”. Jest dajmy na to wujek, który zawsze za dużo mówi, albo jedno z rodzeństwa uważane jest za bardziej odważne, a drugie za strachliwe. I w rodzinie pozostaje już tak na zawsze. Czasem pomaga, gdy ktoś z zewnątrz spojrzy i powie: „przecież to nieprawda, ty nie jesteś taki/taka”.

Natalia Prüfer: Pani rodzice są psychologami. Nie myślała Pani o tym, żeby pójść w ich ślady? 
Mariana Leky:
Ciekawe pytanie. Jakoś nigdy nie brałam tego pod uwagę. Ze względu na wykonywany przez nich zawód moje aspiracje zawodowe były właściwie zupełnie oczywiste. Ponieważ oboje pracowali jako psychoterapeuci, to w naszym domu często poruszało się tematy różnych deficytów czy problemów psychologicznych. Zawsze mnie to interesowało, jednak nie skłoniło do studiowania psychologii – postanowiłam zostać pisarką. 

Pani rodzice na pewno często rozmawiali o swoich pacjentach. Doświadczyła tego Pani? Czy stało się to później źródłem inspiracji?
Tak, zdecydowanie. Rodzice bardzo często rozmawiali o problemach swoich pacjentów, oczywiście zawsze anonimowo. Docierały do mnie fragmenty tych rozmów. Nie znałam osobiście pacjentów, nigdy ich nie widziałam, byli dla mnie niczym postaci z jakiejś książki wymyślonej przez moich rodziców. Mama i tata przyjmowali pacjentów u nas w domu. Zawsze gdy przychodzili, musieliśmy z moim bratem zniknąć. To bardzo pobudzało moją dziecięcą wyobraźnię. 

Zaczęłyśmy wspominać Pani dzieciństwo, a jakie znaczenie ma dla Pani rodzina? Utrzymuje Pani bliskie kontakty z rodzicami i bratem? 
Dla mnie rodzina znaczy bardzo wiele. Uważam, że dzięki niej dostajemy – jakby to powiedzieć – takie specjalnie dla nas dopasowane okulary, poprzez które oglądamy świat, gdy jesteśmy dorośli. Wielu moich znajomych nie jest jakoś mocno związanych ze swoimi rodzinami, u mnie jest inaczej – jestem do niej bardzo przywiązana. Sama się już nad tym zastanawiałam, dlaczego tak jest? Mam wrażenie, że trochę za wcześnie wyprowadziłam się ze swojego rodzinnego domu. 

POLECAMY

Ile miała Pani lat?
Dziewiętnaście, właśnie skończyłam szkołę. Właściwie jest to normalny wiek, aby opuścić rodziców, ale myślę, że jakoś późno to do mnie dotarło. Byłam jedyną osobą w kręgu moich przyjaciół, która opuściła Kolonię zaraz po szkole. Na początku uważałam to za akt odwagi, a potem zaczęłam po prostu tęsknić za domem. 

Jak wpłynęło to na Pani dorosłe życie?
Mimo że w Berlinie już dawno się zupełnie zadomowiłam, to wciąż noszę w sobie taką rozproszoną, dziecięcą tęsknotę za domem. Być może dlatego chętnie wymyślam w moich książkach rodziny. 

O rodzinie w Pani ostatniej powieści zaraz porozmawiamy. Często odwiedza Pani swoich rodziców?
Raczej tak, bardzo lubię być w Kolonii.

A jest Pani osobą sentymentalną? Czy w Pani rodzinie istnieją jakieś „skarby rodzinne”, opowieści, które są dla Pani ważne? Historie, przedmioty, wspomnienia, które zawsze były i są obecne w Pani domu rodzinnym?
Tak, jestem niestety bardzo sentymentalna. Poza tym jest faktycznie jedna taka historia, która wpłynęła mocno na nas wszystkich. Mój dziadek zaginął podczas drugiej wojny światowej. To była w naszej rodzinie wielka opowieść i wielka niewiadoma. Często się zastanawiałam nad tym, co by było, gdyby dziadek dłużej żył? Mój ojciec byłby prawdopodobnie zupełnie innym człowiekiem. Dziadek był taką mocno obecną „pustką” w naszej rodzinie.

Miała Pani kiedyś ochotę opisać swoją własną historię rodzinną, być może tę o dziadku?
Nie sądzę. Może się jednak zdarzyć, że kiedyś pojawią się w moich opowieściach jakieś fragmenty historii mojej rodziny. 

Rozumiem, że w Pani powieści Sen o okapi nie ma żadnych elementów autobiograficznych?
Nie, nie ma. Ale chętnie wymyślam w swoich powieściach postać dziadka. W książce Die Herrenaustatterin był Blank, a w Śnie o okapi Optyk. 

Optyk jest dla głównej bohaterki Luizy prawdziwym dziadkiem, mimo że biologicznie rzecz ujmując, w ogóle nie należy do rodziny. Rodzina Luizy to tak naprawdę nie mama i tata, lecz babcia Selma, Optyk, który się całe życie kocha w Selmie, oraz pies Alaska, który jest nieśmiertelny. Co to jest właściwie za rodzina? 
Rodzina nie musi być „biologiczna”, żeby być rodziną. Może się składać z osób, które nas kształtują, towarzyszą nam, pomagają w dorastaniu. Biologiczni rodzice Luizy byli bardzo zajęci sobą. A ona miała wielkie szczęście, że te postaci, czyli Selma i Optyk, byli dla niej i mogli dać jej to wszystko, czego nie byli w stanie dać rodzice, czyli: opiekę, czułość, miłość.

Skoro już rozmawiamy o postaciach powieści Sen o okapi, to chciałam spytać o negatywnych bohaterów, o czarne charaktery książki. Dlaczego ich tak właściwie nie ma? Nawet bohaterowie tacy jak Palm, który bije swojego syna i jest alkoholikiem, lub niesympatyczna Marlies – wszyscy są tak opisani, że da się ich polubić. Chwileczkę, właśnie się zastanawiam… w Pani książkach Die erste Hilfe lub Die Herrenausstatterin także nie ma złych charakterów. Dlaczego w Pani literaturze nie ma nikogo złego?
 (śmiech) Hm… to interesujące. Palm, który bije swojego syna, nie jest jednak wyjątkowo miłym człowiekiem, prawda?

Nie, oczywiście, że nie.
To dlatego, że perspektywa, z której poprowadzona jest narracja książki, jest bardzo życzliwa. Tą samą postać mogłam opisać zupełnie inaczej, o wiele...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy