Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

12 sierpnia 2016

Skąd się bierze „ja”?

29

Jaki jestem, każdy widzi. Co jednak mnie ukształtowało? Co sprawiło, że z Jasia wyrósł Jan? Odpowiedzi padają różne: geny, rodzice, podwórko. A może zwykły przypadek? Dlaczego nasze dzieci są bardziej podobne do kolegów niż do nas, a my sami, wychowując je, wzorujemy się na sąsiadach, a nie na swoich rodzicach - wyjaśnia amerykańska psycholog Judith Rich Harris.

Agnieszka Chrzanowska: – Mówi się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Stajemy się tacy, jak nasi rodzice, a nasze dzieci – takie jak my. Pani jednak nie zgadza się z tym.

JUDITH RICH HARRIS: – Przez długi czas zakładano, że środowisko stworzone przez rodziców odgrywa decydującą rolę w kształtowaniu naszej osobowości. Łatwo przecież zauważyć, że kompetentni rodzice mają kompetentne dzieci, a rodzice z dysfunkcjami mają dzieci z dysfunkcjami. Zakładano, że dzieci stają się takie a nie inne ze względu na to, czego nauczyły się od swoich rodziców. Takie założenie było jednak nieprawdziwe. Gdy naukowcy odkryli metody oceny wpływu genów na to, jacy jesteśmy, stało się jasne, że podobieństwo pomiędzy dziećmi i rodzicami lub pomiędzy rodzeństwem wynikało niemal całkowicie z ich podobieństwa genetycznego. Adoptowane dzieci nie przypominają pod względem osobowości swoich adopcyjnych rodziców albo przyrodniego rodzeństwa. Bliźnięta jednojajowe wychowywane w tym samym domu wcale nie są bardziej ani mniej podobne osobowościowo niż te, które zostały po urodzeniu rozdzielone i dorastały w innych domach.

Jeśli nie rodzice, to kto? Grupa rówieśnicza?
– W książce Geny czy wychowanie? zaproponowałam teorię socjalizacji grupowej. Naturalnym środowiskiem dziecka jest grupa rówieśnicza i do niej stara się ono przystosować. Uczy się od innych dzieci, a zatem ważne jest dla niego to, jak zachowują się koledzy z klasy. Rodzice mogą wpływać na to, jak dzieci zachowują się w domu, ale poza domem podlegają one innym wpływom – lokalnej kultury i zachowań innych dzieci. Do tego dochodzą jeszcze ich własne wysiłki mające na celu efektywne konkurowanie z rówieśnikami. Kilka lat po publikacji książki zdałam sobie sprawę, że teoria ta nie może wyjaśnić wszystkiego, ponieważ socjalizacja nie jest jedynym procesem, jaki zachodzi w czasie, w którym dorastamy. Socjalizacja sprawia, że dzieci przystosowują się do kultury. Przyjmują normy panujące w grupie, do której należą i w efekcie stają się bardziej podobne w zachowaniu do rówieśników tej samej płci i w podobnym wieku. Nie stają się jednak identyczne. Nie znikają różnice osobowościowe; wręcz przeciwnie – mogą się nawet powiększać. Zachodzą zatem dwa procesy: socjalizacja, która sprawia, że dzieci przystosowują się do norm społecznych, a przez to stają się do siebie bardziej podobne, oraz rozwój osobowości, który podtrzymuje albo wzmacnia różnice indywidualne. No i mamy oczywiście geny, które odpowiadają za połowę różnic osobowościowych.

W książce Każdy inny porównuje Pani umysł ludzki do samochodu, który składa się z kilku modułów.
– Psychologowie ewolucyjni – na przykład Steven Pinker – dowiedli, że umysł nie jest pojedynczym uniwersalnym urządzeniem, które radzi sobie z informacjami wszelkiego rodzaju. Podobnie jak wszystkie skomplikowane maszyny, umysł jest systemem narządów. Składa się z odrębnych modułów specjalizujących się w określonej pracy. Za zachowania społeczne odpowiadają trzy moduły: układ socjalizacyjny, układ odpowiedzialny za relacje z innymi oraz układ odpowiedzialny za status społeczny.

Układ socjalizacyjny odpowiada za adaptację do kultury – czyli sprawia, że ludzie w obrębie jednej kultury są do siebie bardziej podobni. Natomiast układ odpowiedzialny za status społeczny jest źródłem trwałych różnic osobowości. Te dwa systemy rozwijają się w niemowlęctwie i w dzieciństwie. Za to układ odpowiedzialny za relacje jest obecny już w momencie narodzin i odpowiada za tworzenie i podtrzymywanie satysfakcjonujących relacji z innymi. System relacji nie powoduje – w przeciwieństwie do dwóch pozostałych – długotrwałych zmian w naszym zachowaniu lub osobowości, mimo że relacje są dla nas bardzo ważne i pochłaniają znaczną część naszych myśli.

Czyli tak jak w aucie, każdy podzespół jest wyspecjalizowany w pełnieniu innej funkcji.
– Każdy system gromadzi inny rodzaj informacji pochodzących z otoczenia. Układ odpowiedzialny za relacje gromadzi informacje na temat ludzi, którzy pojawiają się w naszym życiu. Dzięki niemu wiemy na przykład, czego możemy się spodziewać ze strony mamy, czego ze strony taty, a czego ze strony starszej siostry. Następnie wypracowuje sposoby radzenia sobie w relacji z każdą z tych osób. Wiemy, że mama przytula i pociesza, kiedy jest nam źle. Ale nie zawsze tak bywa w relacji ze starszą siostrą, a jeszcze rzadziej w kontakcie z dziećmi w przedszkolu. Układ socjalizacyjny naszego umysłu zauważy, że dzieci nie zachowują się tak samo jak dorośli, że dziewczynki zachowują się inaczej niż chłopcy. Gromadzi informacje na temat tego, jak zachowują się osoby reprezentujące różne kategorie społeczne. Następnie rozpoznaje, do jakiej kategorii my sami przynależymy i motywuje nas do zachowań typowych dla tej właśnie grupy. Dziecko dostosowuje się do norm grupy, inaczej grupa będzie wywierać na nie nacisk, by się podporządkowało. Jednocześnie dziecko chce się wyróżniać w grupie, chce wypaść lepiej, współzawodniczy z innymi – a to jest już rola systemu odpowiadającego za status, który gromadzi informacje o „ja”.

Jak wypadam na tle moich rówieśników? Wyobraźmy sobie na przykład małego chłopca, który widzi, że nie jest tak silny i wysoki jak jego koledzy. Wie, że przegra z nimi w zawodach, w których liczy się wzrost i siła. A to znaczy, że musi poszukać innych sposobów na przyciągnięcie rówieśników, innych obszarów, w których będzie od nich lepszy. Może odkryje, że potrafi świetnie rysować, opowiadać dowcipy albo wymyślać gry i zabawy. System...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy