Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

1 grudnia 2021

NR 12 (Grudzień 2021)

Skąd przychodzimy. Czy w rodzinne opowieści wpisany jest nasz los?

0 343

Czas świąt sprzyja snuciu rodzinnych wspomnień i opowieści. Niewątpliwie historia rodziny jest istotnym składnikiem naszej tożsamości. Pytanie jednak, na ile nas określa albo wręcz zniewala? Czy losy przodków lub międzypokoleniowy przekaz determinują to, kim teraz jesteśmy? I jak to się dzieje, że powielamy pewne wzorce, przekonania czy wartości, choć chcielibyśmy funkcjonować inaczej?

Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? – to tytuł jednego z najsłynniejszych obrazów Paula Gauguina. Poszukując odpowiedzi na pytanie o sens ludzkiej egzystencji, malarz prowadzi nas po linii czasu i zaprasza do szukania własnych korzeni. Korzenie to wspomnienia, wspomnienia to doświadczenia, doświadczenia to ludzie, a ludzie to emocje. W ten sposób konstytuujemy własną tożsamość, swoje prawdziwe „ja”, które tworzy się w relacji z innymi – tymi, którzy są nam bliscy, i tymi, którzy są od nas kompletnie różni. 

Przodkowie żyją w opowieściach

Największe znaczenie w budowaniu tożsamości ma najbliższa rodzina. Spędzając ze sobą czas podczas różnych uroczystości, przeglądając albumy rodzinne czy pamiątki, chcąc nie chcąc, szukamy i słuchamy historii. Dzięki nim uświadamiamy sobie, co nas łączy z poszczególnymi członkami rodziny, poznajemy różne wzorce, dostrzegamy swoje miejsce w układzie zależności i powiązań. Często przy tym nadpisujemy kolejną warstwę interpretacji dotyczących zdarzeń, których sami nie byliśmy uczestnikami. Przekazujemy dalej rodzinne anegdotki, ale również – nie zawsze w sposób zamierzony – tworzymy rodzinne legendy. W pewnym sensie pozwalamy wciąż żyć w tych opowieściach naszym przodkom. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia to czas wielu tradycji przekazywanych z pokolenia na pokolenie, takich jak wspólne ubieranie choinki, obdarowywanie się, wspólne kolędowanie czy wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Jak ten czas będziemy przeżywać, zależy od tego, jakie mamy wczesne doświadczenia związane z tym okresem. Jeśli święta były czasem spędzonym w życzliwym gronie, jest spora szansa na kultywowanie tych tradycji. Jeśli jednak święta w naszym domu rodzinnym oznaczały pośpiech, zmęczenie, a kolacja wigilijna sprowadzała się do oglądania telewizji albo kończyła pretensjami, prawdopodobnie w dorosłości spróbujemy ten czas zorganizować zgoła inaczej. 
Wiele osób poszukuje swoich korzeni i stara się dowiedzieć nieco więcej o życiu swoich przodków. Historie rodzinne są nieocenionym źródłem pozwalającym mierzyć się z prawdziwie egzystencjalnym pytaniem: „Skąd pochodzę?”. Zrozumiałe, że raczej nie zadajemy go sobie na co dzień, ale jak każde z pytań o charakterze egzystencjalno-tożsamościowym co jakiś czas powraca w chwilach refleksji. To, jak bardzo lubimy zwracać swoją uwagę ku przeszłości, pokazuje aktywność w mediach społecznościowych, gdzie dzielimy się archiwalnymi zdjęciami lub miłymi wspomnieniami. Rosnącą popularnością cieszy się też „nieprofesjonalna” genealogia, w ramach której poszukiwania prowadzą rodzinni kronikarze i genealodzy amatorzy. Dzięki cyfryzacji mamy ułatwiony dostęp do ksiąg metrykalnych i stosunkowo małym nakładem sił możemy prześledzić losy swojej rodziny, odkłamać jakiś rodzinny mit, poznać skrywane tajemnice (dotyczące np. nieślubnych dzieci). Można dowiedzieć się na przykład, że prapradziadkowie brali ślub w cerkwi, choć w żywej pamięci nie było po tym śladu, lub że w przypadku przodka we wpisach metrykalnych istnieje adnotacja „ojciec nieznany”. Psychologa takie zainteresowania nie dziwią, bowiem historia rodziny jest istotnym składnikiem tożsamości jednostki. Aczkolwiek znaczenie, jakie dana osoba nadaje faktom z rodzinnej przeszłości, leży w domenie różnic indywidualnych.
 

POLECAMY

A co, jeśli twoje pochodzenie byłoby inne?

W intrygującym filmie dokumentalnym pt. Niepamięć (reż. Piotr Brożek, legalny dostęp: https://www.youtube.com/watch?v=aDiVKzl9hTU) zestawiono dwoje młodych ludzi o różnych historiach rodzinnych i przedstawiono ich podróż do korzeni. Bohaterowie, Magda i Franek, to mieszkańcy dużego miasta, z pozoru bardzo podobni do siebie, ale różniący się rodowodem. Ona wywodzi się z chłopstwa. On pochodzi z rodziny arystokratycznej. Pochodzenie jest dla nich bardzo ważne, ale jedno z nich definiuje się przez nie, a drugie stara się od niego zdystansować. W pewnym momencie Franek pyta Magdę: „A co, jeśli okazałoby się, że w twojej rodzinnej historii byłby jakiś pan. Czy to coś by zmieniło?”. Rodzinną opowieść trzeba by skorygować co do faktów, ale czy to zaważyłoby na tym, kim jesteś? Argumenty, które przytaczają młodzi, opisy wydarzeń, a także sam ton narracji obecny w rozmowach z ich rodzicami i krewnymi pozwalają przyjrzeć się temu, jak powstają w nas skrypty służące do interpretacji przeszłości własnej rodziny. 


Nigdy nie będę jak moja matka

Ostatnio na spotkaniu towarzyskim mieliśmy okazję przysłuchiwać się rozmowie kilku dojrzałych, wykształconych i odnoszących sukcesy kobiet, które żartobliwie zaczęły rozmowę na temat: „Nigdy nie będę jak moja matka!”. Jedna z nich, nazwijmy ją Ida, to świetna nauczycielka, pracująca z pasją i zaangażowaniem, a zarazem nieustannie zmęczona, narzekająca, że brakuje jej czasu na odpoczynek, na podróże i na to, by cieszyć się z małych rzeczy. Jej mama to również nauczycielka, apodyktyczna i dominująca, od najmłodszych lat stawiająca córce wymagania. Oprócz Idy ma pod opieką niepełnosprawną córkę. Na jej rzecz mama Idy zrezygnuje ze swoich marzeń i pragnień. Sama wychowała się w domu, w którym najważniejsza zawsze była jej mama, czyli babcia Idy, która – będąc zdrową kobietą – wiecznie „chorowała”. Mama Idy dość szybko więc pojęła, że jej marzenia to mrzonki. Jej potrzeby mogą poczekać, bo przede wszystkim ma się troszczyć o innych. 
Druga z rozmówczyń, Gabriela, jest ordynatorem w szpitalu, pracującą na cały etat mamą i przykładną żoną. Zarazem żyje w ciągłym poczuciu, że jest niewystarczająco dobra. Wciąż zastanawia się, co mogłaby zrobić szybciej i lepiej. Gabriela pochodzi z rodziny, w której spotkały się dwa światy: z „dziada pradziada” prawniczy i klasa średnia. Jej mama musiała udowadniać, że zasługuje na bycie w rodzinie o lepszym pochodzeniu. W pracy była najlepsza, dom błyszczał, dzieci zadbane i jeszcze do fryzjera zdążyła. Ojciec Gabrieli zachwycony idealną żoną spędzał wiele czasu, łowiąc ryby z kolegami prawnikami. Mąż Gabrieli, dyrektor firmy, wybiera się właśnie na zlot spadochroniarzy. 
Trzecią historię opowiada Amelia, singielka, chodząca własnymi ścieżkami. Zawsze otoczona ludźmi, inteligencją i urokiem osobistym potrafi ująć każdego. Paradoksalnie, ma poczucie, że jest nieatrakcyjna i głupia, i pewnie dlatego nadal jest samotna. Nie może znieść swojej matki, która ciągle ją dopytuje: „Czy nie mogłabyś cho...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy