Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

18 maja 2021

NR 6 (Czerwiec 2021)

Siła wglądu

0 126

Rzadko kiedy teoria psychologiczna budzi moje żywe emocje. Poruszam się raczej pomiędzy ciekawością a neutralnością. Tym razem było jednak inaczej: kiedy przeczytałam o ośmiu typach inteligencji, modelu stworzonym przez Howarda Gardnera, moje wahadło wychyliło się gwałtownie w stronę entuzjazmu. Byłam stronnicza: chociaż w liceum moim ulubionym działem matematyki była logika, która pozwoliła mi przeżyć krótkotrwałe chwile triumfu zwieńczone piątkami w dzienniku, ogólnie nie przepadałam za naukami ścisłymi. Chociaż test z IQ wyszedł mi dobrze, przy niektórych pytaniach miałam poczucie, że mój mózg poddawany jest wysiłkom na granicy tortur. Czułam też, że ogólnie przyjmowana definicja inteligencji jest ciasna jak kawalerka w bloku. Kiedy więc przeczytałam u Gardnera, że typów inteligencji jest osiem, poczułam rodzaj ulgi: poza inteligencją logiczno-matematyczną jest też kinestetyczna, przyrodnicza, słuchowa, przestrzenna i jeszcze trzy – te moje nie przypadkiem ulubione: lingwistyczna, interpersonalna i intrapersonalna. Kiedy je wymieniam, mój edytor tekstu łyka wszystkie słowa bez skargi, ale przy słowie „intrapersonalna” alarmuje mnie czerwonym podkreśleniem. Bo też ta inteligencja nie jest powszechnie znanym pojęciem, chociaż gdyby była, świat byłby lepszym miejscem. 

Inteligencja intrapersonalna oznacza, że rozumiem swoje wewnętrzne procesy, umiem być w kontakcie ze swoimi uczuciami, nazywać je, i rozumiem wpływ, jaki mają na moje decyzje i zachowania. Dlaczego najadam się szaleju, kiedy  ktoś zwraca mi uwagę? W jakich sytuacjach boję się, chociaż inni są totalnie wyluzowani? Kiedy ludzie gratulują mi odwagi, a ja w ogóle nie wiem, o co im chodzi, bo nie pokonywałam żadnych obaw? Co mnie regeneruje? Co mnie męczy? Innymi słowy, co składa się na tę niezwykle złożoną, jednocześnie kruchą i mocną strukturę, jaką jest moja psychika? Kim jestem? Nie da się tego wyguglować; żałosną karykaturą jest sprowadzanie odpowiedzi do kilku linijek w notce biograficznej czy kilkunastu bulletpointów w CV. 

Lubię nie wiedzieć i sprawdzać, kim jestem – to ułatwia mi przepływ uczuć, zmianę zdania, nowe ruchy, w konsekwencji nowe spojrzenie na świat. Dopóki poruszam się w dychotomii pomiędzy „jestem beznadziejna” a „jestem zajefajna”, skazuję się na jakiś jałowy ruch i moja inteligencja intrapersonalna osiada na mieliźnie.

POLECAMY

Po co tak się przyglądać sobie? Zadaję to pytanie sama po różnorodnych procesach, jogach, terapiach, warsztatach, pracy z ciałem, z przekonaniami i otoczona przyjaciółkami, które z jeszcze większym samozaparciem szukają, jak to się mówi, siebie: a to ustawienia systemowe, a to kursy pogłębionej medytacji, a to reiki czy joga kundalini. Oczywiście, wszystko można przedawkować i nawet najmądrzejszy warsztat, do którego podejdziemy z poziomu kompulsji, nie będzie nam służyć. Ale jeśli życzliwie dla siebie i z ciekawością będę pracować nad swoją inteligencją intrapersonalną, zwiększę swój obszar wewnętrznej wolności. Zyskuję wpływ na siebie samą. Rozbudowuję wąską i króciutką często kładkę pomiędzy bodźcem a reakcją. Sprawiam, że udaje mi się wprowadzić oddech pomiędzy tak zwaną bezczelną odzywką nastoletniej córki a rodzicielską wykrzyczaną złością, pomiędzy podniesioną dyrektorską brwią a moim przelęknionym mil...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy