Dołącz do czytelników
Brak wyników

Materiały PR

26 kwietnia 2018

Mądre i pożyteczne. Jak psychologia pomaga żyć

19

Na nasze postrzeganie i akceptację innych ludzi czy obiektów ma wpływ nie to, co o nich sądzimy, myślimy, na ile ich poznaliśmy, ale sam fakt, że mamy z nimi kontakt – im częstszy, tym większa szansa na polubienie!

Tekst jest fragmentem książki "Mądre i pożyteczne", która dostępna będzie z częścią nakładu czerwcowych "Charakterów" oraz na www.sklep.charaktery.eu

Pierwsze spotkanie Harry’ego Burnsa i Sally Albright nie zapowiadało, że będą kontynuować znajomość, o przyjaźni nie wspominając. Ani tym bardziej, że się w sobie zakochają. A jednak tytułowi bohaterowie kultowej komedii „Kiedy Harry poznał Sally” po kilkunastu latach znajomości i niezliczonych spotkaniach – przypadkowych, umówionych, niezapowiedzianych, na kilka chwil i całe popołudnie, z przyjaciółmi i tylko face to face, na zakupy, w kinie, kawę w pobliskim bistro... – stwierdzają, że nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Że są dla siebie nawzajem uosobieniem marzeń i wyobrażeń na temat idealnego partnera i partnerki.

Tak zrodziła się wielka filmowa miłość, a ostatnia scena z iście hollywoodzkim happy endem od ponad ćwierćwiecza budzi zazdrość widowni (przynajmniej żeńskiej) na całym świecie. Która Sally nie marzy, aby poznać takiego czułego, rozumiejącego i uważnego na jej sprawy Harry'ego? Który Harry nie marzy o tym, by spotkać taką dowcipną i inteligentną Sally? Kto nie marzy o wielkiej miłości?

Leonardo da Vinci twierdził, że „wielka miłość rodzi się z wielkiej wiedzy o ukochanym przedmiocie”. Trzeba dogłębnie poznać, by naprawdę pokochać. Im więcej wiemy na dany temat, im dłużej poznajemy, tym bardziej go wolimy od wszystkich innych tematów.

Filmowy Harry poznawał Sally przez kilkanaście lat... Ale zaraz zaraz, czy Harry rzeczywiście poznał Sally? Oryginalny tytuł filmu – „When Harry met Sally” można na język polski przetłumaczyć zarówno jako „Kiedy Harry poznał Sally”, jak i „Kiedy Harry spotkał Sally”. Spotkał i spotykał regularnie przez dwanaście lat. Czy wystarczy kogoś/coś spotkać wiele razy, by woleć spotykany przedmiot/osobę od innych? Czy za wielką miłością Harry’ego i Sally stoi po prostu dwanaście lat wpadania na siebie – w samolocie, galerii handlowej, u znajomych, na ulicy, w kinie itp.?

Oczywiście, że możliwe. I to bardziej, niż wam się wydaje! – mógłby zakrzyknąć Robert B. Zajonc, jeden z najwybitniejszych współczesnych psychologów społecznych, który jako pierwszy opisał efekt czystej ekspozycji i dokonał tym samym kopernikańskiego przewrotu w myśleniu o emocjach.

Który znak wolisz?
„Ludzie nie zawierają małżeństw ani nie rozwodzą się, nie dokonują morderstw ani zabójstw, nie poświęcają życia ani wolności po detalicznym procesie poznawczym, po rozważeniu wszystkich za i przeciw danemu działaniu. Jeśli rozważy- my, jaka proporcja wariancji w przebiegu naszego życia jest kontrolowana przez procesy poznawcze, a jaka przez emocje, oraz o ile jedne i drugie wpływają na ważne cele naszego życia, trudno się nie zgodzić, iż zjawiska emocjonalne zasługują na uwagę większą, niż było to dotąd udziałem psychologów poznawczych, oraz na dokładniejszą poznawczą analizę przez psychologów społecznych” – napisał Robert B. Zajonc w artykule pod znamiennym tytułem „Uczucia a myślenie: nie trzeba się domyślać, by wiedzieć, co się woli”, opublikowanym w „American Psychologist” w 1980 roku.

W tekście tym klarownie wyjaśnia, w jaki sposób doszedł do wniosku, że uczucia są przed poznaniem. Że na nasze postrzeganie i akceptację innych ludzi czy obiektów ma wpływ nie to, co o nich sądzimy, myślimy, na ile ich/je poznaliśmy, ale sam fakt, że mamy z nimi kontakt – im częstszy, tym większa szansa na polubienie. To zjawisko Zajonc nazwał efektem samej ekspozycji (ang. mere repeated exposure effect). Naukowy artykuł otwiera cytatem z... poematu E. E. Cummingsa – „ponieważ uczucie jest pierwsze”, nawiązując do romantycznego sporu o to, co jest pierwsze: „mędrca szkiełko i oko” czy „czucie i wiara”? Prof. Zajonc stoi po stronie „czucia”. Udowodnił, że nasza postawa jest rezultatem emocji, a te pojawiają się w wyniku samego kontaktu z bodźcem – emocje wyprzedzają świadome poznanie.

Zresztą nie on pierwszy stawiał taką tezę. Przed nim wskazywali na prymat uczuć myśliciele przełomu XIX i XX wieku: William James, Wilhelm Wundt, Zygmunt Freud czy Edward Titchener, ale to Zajoncowi udało się dowieść słuszności tych badawczych intuicji. W tym celu Zajonc i inni badacze przeprowadzili serie interesujących eksperymentów.

I tak na przykład Margaret W. Matlin pokazywała uczestnikom znaki podobne do liter tureckich. Niektóre z nich pojawiały się trzy razy, inne aż sześć. Następnie przemieszała je z innymi, nowymi literami, a badani mieli ocenić, czy dany znak już widzieli, czy nie, a także w jakim stopniu im się on podoba. Nie zawsze potrafili sobie przypomnieć widziane wcześniej znaki. Czasem obiektywnie nowe znaki rozpoznawali jako stare, i bardziej im się podobały. Ale, co ciekawe, bardziej też podobały im się te znaki, które wcześniej już widzieli, choć ich nie rozpoznali. Chociaż świadoma pamięć ich zawodziła, pozytywną emocją reagowali na to, z czym już wcześniej mieli kontakt.

Ten efekt jeszcze wyraźniej ujawnił się w klasycznym eksperymencie, jaki przeprowadzili Robert Zajonc i Richard Moreland. Tym razem jako materiał badacze wykorzystali japońskie ideogramy. Pokazywali je uczestnikom albo raz, albo trzy, dziewięć lub aż 27 razy. Potem przemieszali je z nowymi ideogramami i pytali, czy poznają znak i czy go lubią. Generalnie im częściej pokazywany był ideogram, tym lepiej badani go rozpoznawali. Zdarzało się jednak, że nie potrafili sobie przypomnieć niektórych znaków, nawet tych, które wcześniej widzieli aż 27 razy. Ale niezależnie, czy je rozpoznali, czy nie – bodźce „stare” podobały się im bardziej niż „nowe”. Oglądając je, mówili o „odczuciu ciepła”, „wrażeniu posiadania”.

Podobne efekty uzyskano także w badaniu, w którym do uszu badanych docierały różne bodźce: do jednego ucha sekwencje dźwięków, a do drugiego czytane na głos opowiadanie – tu również okazało się, że „stare” bodźce były bardziej preferowane. Mało tego, badani wcale nie musieli rozpoznać prezentowanego po raz kolejny bodźca, by stwierdzić, że lubią go bardziej niż inne! Ujawnił to eksperyment, w którym uczestnikom prezentowano nieregularne wieloboki; przy czym pokazywano je w bardzo krótkim – trwającym jedną milisekundę – przedziale czasowym. Następnie badani byli pytani, czy podobają im się te wieloboki, a potem poddano ich testowi rozpoznania. „Stare” bodźce, czyli wieloboki pokazywane kilka razy, podobały się bardziej, choć uczestnicy eksperymentu nie byli w stanie stwierdzić, które z nich widzieli wielokrotnie.

Robert Bolesław Zajonc (1923–2008) był psychologiem społecznym. Urodził się w Łodzi. W trakcie wojny stracił rodziców. Przez Niemcy, Francję i Irlandię dotarł do Anglii. W 1948 roku przypłynął do USA. Po otrzymaniu obywatelstwa ukończył studia psychologiczne na University of Michigan, a w 1955 roku uzyskał stopień doktora. Od roku 1961 zajmował stanowisko profesora nadzwyczajnego, a od 1966 – profesora zwyczajnego. W 1989 został kierownikiem Instytutu Ba- dań Społecznych na Univerity of Michigan. Od 1994 pracował na Wydziale Psychologii Stanford University.

Robert Zajonc był redaktorem wielu czasopism naukowych, członkiem zagranicznym Polskiej Akademii Nauk (od 1994), został wyróżniony doktoratami honorowymi Katholieke Universiteit Leuven w Belgii (5 marca 1984) oraz Uniwersytetu Warszawskiego (30 maja 1989).

Przypisy