Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

19 września 2016

Rzeczy pierwsze...23

0 311

Na pierwszy rzut oka spokój jest dla wszystkich stanem pożądanym. Nieustannie słychać a to Daj mi spokój, a to Zostaw mnie w spokoju, a to Uspokój się. A także Rok spokojnego słońca, Ocean Spokojny, no i wreszcie Spokojna głowa, aż do młodzieżowego, sakramentalnego Spoko!

Słyszałem nawet zdesperowanego księdza, który uspokajał mocno czymś poruszoną i zdenerwowaną parafiankę. Odwołał się przy tym do argumentu dość niezwykłego. Ze wszystkich świętych – tłumaczył jej ksiądz – najważniejszy jest święty spokój. Czy na pewno?

Muszę przyznać, że nie do końca rozumiem te zachwyty nad spokojem. Jest tak od dawna, od czasu, gdy moja mądra matka ostrzegała mnie, że z powodu nadmiernej ciekawości nigdy nie zaznam spokoju. Nie wyglądała na zmartwioną, kiedy mi to mówiła. Ja natomiast przez jakiś czas dręczyłem się matczyną przepowiednią, bo w swej dziecięcej naiwności przypuszczałem, że od spokoju nic lepszego być nie może. Aż do momentu kiedy, jak mi się zdało, doświadczyłem jakiego takiego spokoju. Wtedy zrozumiałem, że spokój jest fikcją. Jest złudzeniem. Od tamtych dni spokój jest dla mnie przeciwieństwem wiedzy, wrogiem myślenia i twórczości. A nade wszystko przeciwieństwem ciekawości.
Bo co to znaczy spokój? Czy jest to stan ukojenia? Chwila radości? Poczucie ulgi? Doznanie doraźnej przyjemności? Takie jak po seksie? Takie jak po usłyszeniu diagnozy lekarskiej, która okazała się mniej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy