Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

25 sierpnia 2020

NR 7 (Wrzesień 2020)

Rytuały i rutyny, czyli o przewadze ład nad chaosem

46

Potrzebujemy rytuałów nie tylko w obszarach religii i nie tylko od święta. Pełne rytuałów bywają wieczory panieńskie, wizyty u kosmetyczki, imieniny u cioci czy egzaminy dyplomowe. Porządkują nasz rytm dnia. Ucieleśniają potrzebę sensu. Rytuały są ważne także z perspektywy motywacji. Dlaczego?

Pewnego razu przyszła do mnie na konsultację czterdziestokilkuletnia kobieta. Jako cel swojej wizyty określiła chęć uzyskania ode mnie pomocy w zmotywowaniu się do posprzątania mieszkania. Zareagowałam zdumieniem, a nawet lekkim rozbawieniem. Przecież jestem psychologiem społecznym, owszem – zajmuję się problematyką motywacji człowieka, ale niekoniecznie tym, jaki poziom porządku czy bałaganu ma w swoim domu. Jednak każde spotkanie z drugim człowiekiem jest dla mnie okazją do nauki, do odkrycia czegoś nowego. Zaczęłam drążyć temat i zapytałam moją klientkę, dlaczego pragnie porządku? Skoro ma bałagan w domu, to może po prostu woli chaos, artystyczny nieład, dobrze się czuje poza schematami, dając prztyczka w nos „testowi białej rękawiczki”? Zawstydzona nieco kobieta odparła: „Kilka dni temu, po otwarciu szafki z butami, wrzucona bezładnie na najwyższą półkę szpilka spadła mi na głowę, obcasem idealnie w środek czaszki; bałagan, brak porządku i rutyny w codziennych obowiązkach wyskoczył na mnie jak przysłowiowy trup z szafy… i takie właśnie jest całe moje życie – w chaosie”. Ta krótka historia pokazuje, jak bardzo potrzebujemy z jednej strony pewnych reguł, zasad porządkowania otaczającej nas rzeczywistości, a z drugiej także systemu działań, które owe reguły pomagają nam wcielać w życie, realizować. Właśnie aby porządkować i organizować życie indywidualne i społeczne, każda kultura ludzi żyjących na Ziemi wykształciła swoje rytuały – mające cel i sens sekwencje zachowań werbalnych i niewerbalnych. Choć pojęcie rytuału kojarzy nam się głównie z obrzędami religijnymi, gdyż w sposób mniej lub bardziej wystandaryzowany rytuały są obecne w każdym systemie religijnym, to zachowania rytualne nie muszą być wyłącznie związane z określoną wiarą. Mianem rytuału możemy określić zachowania kibiców piłkarskich przed meczem, w jego trakcie i po jego zakończeniu. Pełne rytuałów bywają wieczory panieńskie, wizyty u kosmetyczki, imieniny u cioci czy egzaminy dyplomowe. I choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, wypełnione rytuałami bywa także nasze zwykłe, codzienne życie. Poczynając od rana: dzwoni budzik, idziemy do kuchni wstawić kawę, bierzemy prysznic, myjemy zęby, pijemy kawę, robimy przegląd prasy – to oczywiście dopiero początek. Ktoś mógłby rzec, że to bardziej rutyny niż rytuały, ale rutyna to po prostu młodsza siostra rytuału, być może trochę mniej poważna, mniej uduchowiona, lecz jej sens jest bardzo podobny. Zresztą nierzadko dzieje się tak, że „poważne”, religijne rytuały po pewnym czasie stają się rutyną wykonywaną bez zastanowienia, bez głębszej refleksji, a z drugiej strony – prosta czynność, np. picie porannej kawy, może się stać całkiem poważnym rytuałem, bez którego dalsza część dnia skazana będzie na niepowodzenie, a przynajmniej poczucie, że czegoś nam dziś zabrakło. 

POLECAMY

Zrób to niechętnie

Co ciekawe, z motywacyjnego punktu widzenia rytuały i rutyny są ważnym, jeśli nie niezbędnym elementem dążenia do mistrzostwa w każdym działaniu wymagającym wysiłku, np. gdy chcemy zmienić jadłospis na zdrowszy, regularnie ćwiczyć, rzucić palenie czy panować nad emocjami (ich ekspresją) w trakcie wymiany zdań z partnerem. Dlaczego? Bowiem efektywna realizacja celów wymaga wykształcenia mechanizmów kontroli działania, które polegają na tym, że niezależnie od okoliczności my robimy swoje. Potrafimy zignorować lub zwalczyć ten wewnętrzny, nakłaniający nas do lenistwa i odpuszczania sobie wewnętrzny głos (uwaga: najczęściej to wcale nie nasze, tak zwane „prawdziwe ja”) i po prostu wykonać ukierunkowaną na cel czynność. Jedna z moich studentek podczas przygotowań do udziału w maratonie współpracowała z trenerką personalną. Gdy pojawiał się kryzys i mówiła, że nie ma chęci robić treningu, jej mentorka stwierdzała – „zrób to niechętnie”. To właśnie klucz do skuteczności i wytrwałości. Jeśli ktoś liczy na to, że zawsze będzie mu się chciało zachowywać grzecznie, taktownie, kulturalnie i wytrwale – to może się przeliczyć. Czasem trzeba działać „rytualnie”, zgodnie ze scenariuszem, planem, wypracowaną rutyną.  Julius Kuhl – wybitny niemiecki psycholog motywacji nazywa ten mechanizm samokontrolnym stylem wolicjonalnym. Styl wolicjonalny odnosi się do tego, w jaki sposób zarządzamy siłą woli, czyli procesami pośredniczącymi między naszą intencją zrobienia czegoś a faktycznym wykonaniem tej czynności. Zgodnie z powiedzeniem „chcieć to móc” najczęściej zakładamy, że kluczem do efektywnego działania jest motywacja rozumiana potocznie jako chęć czy pragnienie osiągnięcia określonego celu. Tymczasem nie trzeba być wybitnym obserwatorem zachowań ludzi, aby móc postawić wniosek, że wiele spośród zamarzonych, upragnionych celów pozostaje nieosiągniętych czy porzuconych w trakcie realizacji. Ludzie chcą być szczupli, a trend społeczny wskazuje, że tyjemy w coraz szybszym tempie. Chcą regularnie ćwiczyć, a coraz więcej czasu spędzają, oglądając seriale na platformach internetowych. Chcą się mniej stresować, a statystyki badań z zakresu zdrowia psychicznego pokazują, że poziom stresu w społeczeństwach jest coraz wyższy, jak również chorób ściśle związanych z nadmiernym, chronicznym pobudzeniem osi podwzgórze-przysadka-nadnercza, która reguluje hormonalnie reakcje stresowe. Dlaczego tak się dzieje, że chcemy jednego, a robimy drugie? Z odpowiedzią przychodzi wspomniana już wcześniej koncepcja stylu wolicjonalnego. Styl samokontrolny, zwany także po prostu samokontrolą, polega na tym, że koncentrujemy swoją uwagę na działaniu związanym z postawionym celem, a nie na samopoczuciu w danym momencie. Tymczasem konieczność działania i wysiłek wymagany do osiągnięcia celu prowadzi często do pogorszenia nastroju. Dlatego wiele osób rezygnuje z realizacji swoich celów nawet na zaawansowanym etapie, bo niewygody i przykrości (czasem nawet ból fizyczny) związane z działaniem są z definicji mniej przyjemne niż lenistwo po odpuszczeniu sobie działania. Włączenie trybu samokontrolnego sprawia, że potrafimy chwilowo uśpić, niejako zahibernować potrzebę dobrego nastroju czy przyjemności „tu i teraz”, gdyż wiemy, że czeka nas za to dużo większa nagroda za chwilę (osiągnięty cel). Co dzieje się, gdy jednak tryb samokontrolny nie zostanie zaktywizowany? Oddanie się chwilowej przyjemności sprzecznej z postawionym celem generuje wprawdzie pewne pozytywne emocje, jednak są one bardzo krótkotrwałe, a świadomość, że „znowu nie dałam rady”, skutkuje często poczuciem żalu oraz rozczarowania z siebie. Musimy stwierdzić, że znów daliśmy się zwieść samoregulacyjnemu stylowi wolicjonalnemu – jak nazywa go Kuhl. Termin ten odnosi się do sposobu zarządzania swoją siłą woli, w którym kontrolę przejmują dobre samopoczucie, pozytywne doznania i przyjemność. Wówczas zazwyczaj nie może być mowy o realizacji trudnych zadań, bowiem o ile ich wynik wiąże się z dużą dawką przyjemności na końcu, droga, która do niego prowadzi, jest pełna uciążliwości, niedogodności i nieprzyjemności. Dodatkowo, ludzie często zwyczajnie zapominają, że mieli realizować określony cel, nawet taki, który nie wymaga nadmiernego wysiłku. Jak pokonać własne słabości w realizacji trudnych, wymagających celów oraz wyrobić sobie odpowiednie schematy działań przy relatywie prostych, ale powtarzalnych, dających się łatwo zapomnieć czynnościach?

Wyobrażeniowy rytuał czy magiczna różdżka

Jeśli naprawdę zależy nam na konkretnym celu, możemy „zrytualizować” działania, które się wiążą z jego realizacją, dzięki czemu nabiorą one statusu ważnych, priorytetowych i w pewnym sensie oczywistych do wykonania. Jest na to kilka psychologicznych sposobów. Jednym z nich jest stworzenie tak zwanej intencji implementacyjnej. Jak zauważa kolejny wpływowy niemiecki psycholog motywacji  Peter Gollwitzer, aby wcielić swoją intencję w rzeczywiste działanie, musimy wskazać kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach zamierzamy realizować swój cel. Gdy ktoś stwierdza – „poćwiczę dzisiaj” – jego intencja odnosi się wyłącznie do sfery chęci wykonania aktywności fizycznej. To najczęściej za mało, bowiem dzień jest długi (dla niektórych bardzo krótki), wypełniony innymi aktywnościami i może się okazać, że nie znajdzie się tego dnia idealny moment na ćwiczenia. Tymczasem stwierdzenie – „dziś o 17:00 idę pobiegać na pół godziny w parku Skaryszewskim” – zawiera w sobie wiele informacji, które mogą nam pomóc skontrolować nasz rozkład dnia i składające się na niego aktywności na tyle, że faktycznie pójdziemy pobiegać. Badania prowadzone przez Gollwitzera, a potem także przez wielu innych badaczy pokazały, że plan stworzony na bazie intencji implementacyjnej rzeczywiście działa. Ludzie, dzięki umiejscowieniu w czasie i przestrzeni określonych działań, stają się bardziej efektywni w realizacji takich celów jak przyjmowanie witamin, powrót do sprawności fizycznej po przeszczepie, regularne ćwiczenia fizyczne czy zwiększona konsumpcja warzyw i owoców. Podczas tworzenia naszej intencji implementacyjnej możemy skorzystać z kolejnego dobrodziejstwa do zarządzania naszą siłą woli – symulacji mentalnych. Prekursorką badań nad wykorzystaniem wyobrażeń w planowaniu i realizowaniu swoich celów była amerykańska psycholog zdrowia Shelley Taylor. Badania tej autorki, a potem także innych badaczy pokazały, że wyobrażanie sobie krok po kroku struktury działania, czyli czynności zmierzających do realizacji celu, znacząco ułatwia stworzenie trafnego planu działania, dzięki czemu łatwiej jest także uzyskać realne efekty. Badania nad symulacjami mentalnymi wyrosły z nurtu tak zwanego pozytywnego myślenia, potocznie znanego pod nazwą „prawo przyciągania”. Taylor, będąc psychologiem zdrowia, poszukiwała psychologicznych metod, które...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy