Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

27 stycznia 2016

Raport z matczynych nadużyć

0 368

Nadużywanie córek przez matki zaczyna się wcześnie i przebiega subtelnie, aż dochodzi do całkowitego zniewolenia. Gdy córka została zmolestowana do zbyt bliskiego związku z matką, tkwi w nim nawet po śmierci matki - opowiada Lubomira Szawdyn, psychoterapeutka.

MAGDA BRZEZIŃSKA: – „Początkiem zawsze jest matka. Od niej zaczyna się wszystko” – pisze Amy Tan w Córce nastawiacza kości, opowieści o trudnych relacjach matki i córki. Zacznijmy więc od matek... Co te matki robią córkom?
LUBOMIRA SZAWDYN:
– Świeży przykład. Córka studiuje za granicą. Długo manipulowała rodzicami i dziadkami, żeby uciec z gniazda, od tatusia alkoholika i narkomana i nadopiekuńczej mamusi. By żyć swoim, a nie rodziców życiem. Co robi matka? Codziennie raportuje córce swoje „gorzkie żale”. Tłumaczy, że robi to dla dobra tej córki, bo to ważne, żeby ona o wszystkim (!) wiedziała. W końcu córka jest współuzależniona i DDA, a takie osoby potrzebują wiedzieć, więc matka opowiada jej, co się dzieje w domu. Takiego nadużycia absolutnie bym się nie spodziewała po tej matce – trochę już przeczytała o uzależnieniach, ma pierwsze przebłyski świadomości, a mimo to tkwi głęboko w nadużywaniu własnej córki, choć oczywiście sama widzi tę sytuację zupełnie inaczej. Mówię o drastycznym przypadku, ale nadużywanie córek przez matki może przebiegać subtelnie, a zaczyna się bardzo wcześnie. Zaczyna się od tego, że matka zabiera córeczkę do sklepu, żeby powiedziała, czy mamusi jest ładnie w przymierzanych sukienkach.

Córka ma być lustrem dla matki?
– Ależ skąd, ma być ekspertem, który ma się znać na modzie i powiedzieć, w czym mamie jest najlepiej. Nadużywanie córki zaczyna się na przykład pod pozorem uczenia jej różnych zajęć domowych. Jeśli dziewczynka pojmie cokolwiek, to od razu jest wychwalana przez matkę, która wszystkim mówi, jaka to jej córka jest perfekcyjna, jak świetnie gotuje. Matka nie obsługuje córki, tak jak to się dzieje w relacjach z synem. Córka jest od dziecka wykorzystywana przez matkę do różnych rzeczy. Synowie też, ale rzadziej.

Bo, jak mówi ludowe porzekadło, syna rodzi się dla świata, a córkę dla siebie?
– Nie spotkałam się z takim powiedzeniem, ale wiem, że nadużywanie dziewczynek jest nagminne, zwłaszcza w rodzinach, gdzie relacje między rodzicami są kiepskie. Zaczyna się od drobnych nadużyć, które systematycznie rosną. A jak słyszę: „ja z mamusią to jesteśmy najlepsze przyjaciółki na świecie”, to mi wątroba puchnie. One są w związku!!! Mama omawia z córką swoje sprawy z detalami. Na dziewczynkę, która nie jest w stanie udźwignąć tematyki spraw dorosłych, spada niewyobrażalny ciężar. Czasem córka nie czuje tak bardzo mocno swojej krzywdy, bo mieć w matce przyjaciółkę – co jest przez matkę nagłaśniane – jest dla dziewczynki nobilitujące. Choć u części tak nadużywanych przez matki córek pojawiają się już wtedy wątpliwości – zaczynają wagarować, mają gorsze stopnie, próbują różnych ryzykownych zachowań, no bo skoro mama mówi jej o pewnych rzeczach, to dziewczynie wydaje się, że jest wystarczająco dorosła, by rozpocząć współżycie w wieku trzynastu lat. Zwykle wtedy córka po raz pierwszy „zdradza” matkę – ważniejszy staje się pierwszy chłopak lub koleżanka.

Co robią „zdradzone” matki?
– Stosują naciski, szantaże, żeby odzyskać córkę. A córka wróci albo nie wróci, albo prowadzi podwójne, a nawet potrójne raportowanie – matce, przyjaciółce i chłopakowi. I będzie tak raportować do końca życia. Matka obwinia wszystkich dookoła: „jacyś ludzie mają wpływ na moje dziecko”. Bywa też tak, że córka zrywa te kontakty, ponieważ mama uważa, że nie należy ludziom, obcym, wierzyć. Matka wszędzie widzi zagrożenia i owija nimi córkę, jak siecią pajęczą, aż do śmierci, albo i dłużej. Jedna z moich pacjentek pochowała matkę dwadzieścia lat temu, ale nadal jest z nią w związku. Chodzi wypłakać się do mamusi na
cmentarz.

Była zaanektowaną przez matkę córką?
– Tak. Zwykle w rodzinie, gdzie jest dwoje, troje dzieci, świetnie widać to zniewolone przez mamusię dziecko. Zniewolona córka nie może wyjść za mąż, bo żaden mężczyzna nie będzie dla niej wystarczająco dobry, pracuje tylko na pół etatu, bo trzeba się zajmować mamą. Zwykle takie córki pielęgnują matki do końca. Wiele tych pań pojawia się w moim gabinecie, najczęściej w okresie żałoby. One chcą się rzucać do grobu za matką. Podobnie córki, które wprawdzie założyły rodziny, ale były delegatkami na nianię matki – one nie mogą się pogodzić z jej śmiercią. I nie rozumieją, czego teraz chce od nich pan mąż, który myślał, że jak teściowa odejdzie, to żona wreszcie będzie w związku z nim, a nie z własną matką.

Czy w relacjach matek i córek jest więcej problemów w budowaniu dobrej bliskości niż w relacjach matek i synów, ojców i synów/córek?
– Myślę, że w relacjach między matkami i córkami to jest kwestia bezgranicznego zaufania. Panie ufają sobie totalnie. Mają swój język, swoje kobiece tajemnice, nawet jeśli córka zobaczy, że matka ją uzależniła od siebie. Mężczyźni prędzej zaufają innym, nawet swojej żonie – mówię to z przekąsem – niż kobieta zaufa komuś innemu bardziej niż matce. Dziewczyna czuje, że nikt nie rozumie jej tak jak matka, druga kobieta. Łączy je więź plotkarska, ciuchowa albo ideologiczna.
Córka jest w bardzo silnym związku z matką nawet gdy ją potępia, a właściwie zwłaszcza wtedy – bo wiąże ją poczucie winy. Czuje się winna, gdy Wigilia ma być bez mamy! Ta matka ma drugiego męża, córka wyszła za mąż, mieszka jakieś 250 km od matki, no i wzdycha przed świętami: „nie mogę tego mamie zrobić”.
Matka z tym panem prędzej odnajdzie swój świat, niż jej córka zmolestowana do bliskiego związku z matką.

Zespół odstawienia?
– Doszło do „zdrady” ze strony matki. „Mama sobie kogoś znalazła i mnie odrzuciła”, mówi pani przez telefon, umawiając się na wizytę u mnie. No to wyobrażam sobie, że dzwoni do mnie nastolatka, a tu przychodzi na wizytę czterdziestoletnia kobieta. Matka chce sobie jeszcze ułożyć życie z nowym partnerem, a córka walczy o matkę i chce mieć na nią totalny wpływ.

Córki i matki wiszą na sobie, wiszą na telefonach... Mężowie narzekają, że jak do żony dzwoni jej matka, albo żona dzwoni do swojej matki, to mają 40 minut z głowy. Żony więcej mówią matkom niż mężom.
– To właśnie boli mężczyzn! Zwłaszcza gdy rezygnują z czegoś, no bo żona, dziecko... Jadą na te wakacje z żoną i dziećmi, chociaż woleliby wyrwać się z kumplami. Jakoś to przeboleli, siedzą na tej plaży... i co z tego, skoro żona cały czas rozmawia przez telefon ze swoją mamą. Nadaje o wszystkim, co się wokół dzieje, raport informacyjny niesie się z tego grajdołka! A ja widzę twarz tego mężczyzny i jego ogromny żal, bo przecież „poświęcił się”, przyjechał tutaj, żeby przez chwilę być dla żony ważny, a nie jest. Bo dla niej ważniejszy jest raport.

Jedno z badań wykazało, że kobiety częściej przytulają noworodki, gdy są to dziewczynki, niż gdy są to chłopcy. Córki już od urodzenia są bardziej przyciągane przez matki?
– Ja źródeł tego silnego związku matek z córkami szukałabym gdzie indziej – kobiety wolą rozmawiać z kobietami, bo nie są przygotowywane do życia w rodzinie, w której mężczyzna jest partnerem dla kobiety. Niektóre wstydzą się mężczyzn, inne słyszały: „zobaczysz po ślubie, on ci da popalić”. Kobiety mają różne przekazy rodzinne... Więc jak się rodzi dziecko płci pięknej, to jest bliższe sercu, bo mniej straszy – jest takie „uuuf”, mniejsza obawa, że sobie nie poradzi.

Z córką radzi sobie lepiej niż z synem?
– Jeśli jest niedojrzała, to zachowuje się jak dziewczynka, jest taka „mala”, jakby stawała się córką swojej córki. W gabinecie często słyszę o takich matkach. Nastoletnia dziewczyna macha ręką i mówi: „mama to się bawi, ja muszę trzymać klucze od kredensu, bo przecież wydałaby wszystkie pieniądze. Pracuje, ale potem idzie, gdzie chce”. Ta matka jest nieodpowiedzialna nie dlatego, że np. pije za dużo, tylko dlatego, że jest niegospodarna, bo była wychowywana przez mamunię, która wszystko za nią robiła, o wszystko się troszczyła. Potem w córce znalazła sobie mamunię, a ona może być nadal księżniczką. Gdy się jej tłumaczy, żeby dała odetchnąć córce, to ona mówi: „jeszcze mi kiedyś podziękuje, bo to jest skarb umieć tak sobie radzić, prowadzić dom”. Takie matki podchodzą do siebie bezkrytycznie, stosują różne racjonalizacje. Ich relacje z córkami są zaburzone, ponieważ matki nie wypełniają swojej roli, a dziecko nie może pobyć dzieckiem. Staje się koleżanką, jeśli nie służącą lub matką swojej matki – bo to przechodzi
bardzo płynnie.

A gdy córka przyprowadza kolegów i koleżanki do domu, matka chce jej ich odebrać.
– Matka nie jest w stanie pogodzić się z tym, że lata płyną. I nie chce dorosnąć. To są takie dzidzie-piernik, trzydziestoparoletniej kobiecie wydaje się, że ma lat piętnaście. Tragikomiczne, bo ona nie rozumie, że nie jest rówieśnicą córki, chociaż zrobiła wszystko, żeby nią być: mówi tym samym slangiem, ogląda te same filmy, słucha tej samej muzyki.

Dzidzia-piernik to skrajny przypadek. Mniej drastyczne: kobiety chwalą się przed sobą, że córki są ich kopiami. A córki łapią się za głowę, gdy robią coś dokładnie tak, jakby zrobiły matki.
– No tak, bo skorupka nasiąka i cała sztuka polega na tym, żeby wziąć od matek to, co dobre. Ale – niestety – z biegiem lat dostrzegamy, że bierzemy to, co złe, a w nas samych najbardziej denerwują nas wady naszych matek, nie zalety.

Wziąć to, co dobre, a nie to, co złe… Helena Rubinstein, gdy wyjeżdżała w siną dal, w świat, to dostała od matki słoiczek z tajemniczym kremem. Matka pielęgnowała nim cerę córek – Helena i jej siostry miały piękną cerę. Dzięki temu słoiczkowi Helena Rubinstein zrobiła karierę: założyła salony kosmetyczne i sprzedawała cudowny specyfik. Co dobrego w takim emocjonalnym „słoiczku” może kobieta dać swojej córce?
– Wiem, co ja dobrego dostałam od mojej mamy: uwagę – byłam dla mamy ważna – i wiarę w Boga. Dostałam taki patent na życie, że każdemu życzę, żeby to od matki dostał. Jestem ufna, bezpieczna i wiem, jak bardzo ważne jest obdarzanie innych uwagą i poczucie bycia ważnym. Ja dostałam taki krem. I każdy coś dobrego dostał od swojej matki. Jeżeli ma się tego świadomość, potem to w życiu procentuje.

Co w takim matczynym słoiczku dla córki powinno się znaleźć?
– Przede wszystkim miłość! Jakieś osiemdziesiąt procent moich pacjentów nie rozumie znaczenia słowa „miłość”. Kojarzy im się ono w przeróżny sposób, np. z seksem, ale na pewno nie z tym, co jest miłością. Ważna jest też szczerość, prawdomówność, odwaga, aż po bohaterstwo. Konsekwencja, uczciwość, to są perły. Czuję się jak w raju, gdy pacjenci „trzeźwieją”, bo oni zaczynają zauważać te swoje słoiczki i zmieniają swoje życie, stają się prawdziwie uczciwi – wobec siebie, ludzi, kraju, w którym się żyje. Te pudełeczka są, tylko leżą nieużywane, bo niemodne, niewygodne, nieopłacalne, trudne. Im wcześniej ludzie zaczną je otwierać i używać, tym szybciej staną się prawdziwymi ludźmi. Ja zaczynam pracę z pacjentami od hierarchii wartości. Mówią, że najważniejsza dla nich jest rodzina, a poświęcają swoim dzieciom pięć minut dziennie. Bez szczegółowej analizy każdej minuty naszego życia nie da się powiedzieć, czy my żyjemy tak napr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy