Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

9 marca 2016

Przyjaciel na kliknięcie

53

Przyjaźń, znajomość z ludźmi przestała być tym, czym była kiedyś. Od dobrych, mocnych i stałych relacji wolimy dziś wielką liczbę przyjaciół na Facebooku. Takich, z którymi możemy szybko się „odprzyjaźnić”.

Robert Putnam w klasycznej pracy Samotna gra w kręgle rozkłada na czynniki pierwsze amerykańskie społeczeństwo, pytając o jego – że użyję socjologicznej terminologii – kapitał społeczny. Chodzi mu o zdolność, chęci i potrzeby współdziałania dla osiągnięcia społecznego celu. Wysoki kapitał społeczny można mierzyć uczestnictwem w wyborach, ale i we wspólnotach osiedlowych, sąsiedzkich kółkach zainteresowań, w liczbie inicjatyw oddolnych, ale również w stopniu zaufania, jakim darzymy innych ludzi.

W dobie społeczeństwa informacyjnego pytanie o kapitał społeczny – czy jest on wysoki, czy niski? – staje się pytaniem dość trudnym. Teoretycznie wydawałoby się, że nie jest on najgorszy – wystarczy spojrzeć na aktywność młodych ludzi na portalach społecznościowych. Bardzo wyraźnie widać tam wielką potrzebę dzielenia się każdą informacją, ba, każdym jej strzępem, każdym „lajkiem” z całym bez mała światem. Sporo jest też bardziej spektakularnych wydarzeń, w których ludzie, korzystając z nowoczesnych technologii komunikacyjnych, współdziałają ze sobą w imię wspólnego celu. Wspomnijmy choćby poparcie dla działań ruchu Anonymous, sprzeciw wobec ACTA czy głośny ruch „Occupy Wall Street”.

Tego typu przejawy istnienia silnego kapitału społecznego można by pewnie mnożyć, mnie jednak.... wydają się one dość nietrwałe. Choć spektakularne, bardzo szybko przemijają. Ot, tłum zrzeszył się dla osiągnięcia celu, po czym się rozpierzchnął. Sprawa stała się kolejnym drobnym rozdziałem w historii Internetu. Taka tymczasowość i nietrwałość wpisana w działania ludzi kojarzy się z innym zjawiskiem. Otóż niewykluczone, że stoimy w obliczu przedefiniowania pojęć znajomości i przyjaźni.

Usunąć z listy

Według New Oxford American Dictionary słowem roku 2008 było „unfriend” – odprzyjaźnić się, a dokładniej: odprzyjaźnić kogoś. Słowo to zrobiło tak oszałamiającą karierę wraz z popularnością, jaką zdobyły portale społecznościowe, w tym największy z nich – Facebook. Termin oznacza usunięcie kogoś z listy internetowych znajomych – i tym samym odcięcie od informacji, które usuwający na swój lub inny interesujący go temat zamieszcza. Dzięki funkcji „usuń z listy” jednym kliknięciem myszy zmniejszamy liczbę swoich znajomych/przyjaciół.

Posiadanie „na fejsie” 200–300 znajomych nie jest dziś czymś niezwykłym – jest wręcz standardem. Niektórzy mają ich kilkakrotnie więcej, a administracja portalu ogranicza możliwą liczbę przyjaciół przy prywatnym koncie do 5000 osób. Pięć tysięcy znajomych! Czy to w ogóle możliwe? W dawnym rozumieniu tych terminów – nie bardzo. Psycholog ewolucyjny Robin Dunbar przekonuje, że ograniczenia w budowie naszego umysłu sprawiają, że jesteśmy w stanie utrzymywać jako taką znajomość z zaledwie ok. 150 osobami.

No, ale chyba nikt nie wierzy, że przyjaźń czy nawet tylko znajomość może być warunkowana jedynie kliknięciem lewego klawisza myszy... Przyjaźnie – było tak od zarania dziejów i chyba będzie tak do końca świata – dzieją się przede wszystkim w umysłach zainteresowanych, w mniejszym zaś stopniu oficjalnie, za ogólną wiedzą czy tym bardziej przyzwoleniem otoczenia. Ktoś jest moim przyjacielem, bo tak sobie myślimy, i za tym stanem umysłu podążają konkretne działania. Tymczasem w przypadku Facebooka ta delikatna zależność zostaje odwrócona. Fakt przyjaźnienia się (lub odprzyjaźnienia) nagle komunikowany jest wszem i wobec. Bez tego komunikatu po prostu go nie ma – pozostaje niezauważony, a zatem nie istnieje.

Zewnątrzsterowni

Logika „fejsbukowego” przyjaźnienia się i odprzyjaźniania sugeruje, że w życiu wcale nie kierujemy się szczerością, nie dążymy do stworzenia najlepszych relacji i zdobycia najlepszych kumpli. Gdyby tak było, dziś nie byłyby nam tak bardzo potrzebne portale społecznościowe, spec-buttony czy „fajne” aplikacje. Korzystając z nich i komunikując całemu światu fakt zaprzyjaźnienia lub odprzyjaźnienia się, staramy się po prostu budować swój społeczny obraz, nic więcej. Pula naszych znajomych staje się elementem strategii tworzenia określonego wizerunku.

David Riesman, jeden z klasyków psychologii społecznej, zdiagnozowałby zapewne takie działania jako przejaw tzw. zewnątrzsterowności – stanu, w którym człowiek sugeruje się opinią otoczenia na temat wszelkich swych działań. Według Riesmana głównym czynnikiem w kontaktach z otoczeniem staje się osobowość, a więc zespół cech, które wykształcamy w oparciu o informacje płynące z zewnątrz oraz takich elementów naszego Ja, które ujawniają się głównie dzięki interakcjom z innymi. Ponieważ na naszej drodze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy