Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

7 listopada 2016

Przeszczepy pamięci

30

Czy zjadając innego osobnika, można przejąć jego cechy? Wierzyli w to swego czasu prymitywni ludożercy, uwierzyli i poważni naukowcy. Georges Ungar ogłosił nawet światu, że odkrył substancję - skotofobinę - która rzekomo miała przenosić między organizmami informację o tym, czego jeden z nich się nauczył.

Do czego służy skotofobina? – takie pytanie zadano w teście sprawdzającym wiadomości z zakresu wiedzy o procesach poznawczych na jednej z polskich uczelni. Pytanie jest o tyle absurdalne, że jedyna prawidłowa odpowiedź na nie brzmi: do niczego nie służy, gdyż skotofobina nie istnieje.

Już samo omawianie pojęcia „skotofobina” w ramach programu psychologii procesów poznawczych na studiach wyższych u schyłku pierwszej dekady XXI wieku jest nieporozumieniem – nawet gdyby założyć, że wykładowca ilustrował nią problem niezweryfikowanych wyników badań nad pamięcią. Najwłaściwszym miejscem dla tej ciekawostki jest bowiem kurs z historii myśli psychologicznej, poświęcony oszustwom i błędom w dziejach tej nauki.

„Odkrycie” skotofobiny było przyczyną rozgłosu wokół badań pochodzącego z Węgier amerykańskiego uczonego Georgesa Ungara (1906-1977), lecz rychło przyczyniło się do jego upadku i niesławy.

Transfery wspomnień
Procesy pamięci intrygowały już starożytnych. Przez stulecia rozwoju nauki żadne inne pojęcie psychologiczne nie było tak wdzięczną podstawą do tworzenia metafor jak pamięć. Naiwnym modelom, za pomocą których uczeni próbowali zobrazować mechanizmy działania pamięci, interesującą książkę pt. Metaphors of memory (1995) poświęcił holenderski psycholog Douwe Draaisma.

Metafory pamięci są tam traktowane jako rodzaj modeli umysłu. Najbardziej znane z nich przyrównywały działanie pamięci do woskowej tabliczki, służącej do zapisywania różnych treści (Platon), obszernej księgi (Tomasz z Akwinu), sceny teatralnej (Robert Fludd) oraz bloku listowego (Freud). Nawet pozornie niemające związku z psychologią dokonania naukowe inspirowały tworzenie hipotez o naturze pamięci. Tak było z odkryciem fosforu i jego luminescencyjnych właściwości. Przypuszczano, że pierwiastek ten świeci w ciemności oddając światło słoneczne, które wchłonął w ciągu dnia (dziś wiemy, że mechanizm procesu jest inny).

W roku 1682 Robert Hooke zaprezentował publicznie teorię, w której zakładał, że pamięć ludzka działa na podobnych zasadach: oto zapewne znajduje się w naszym mózgu jakaś substancja, która pochłania z otoczenia światło, niosące jego obrazy, by później emitować je w umyśle, co leży u podstaw obrazowych przypomnień.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, za sprawą Josepha Katza i Warda Halsteadta, odżyła teoria molekularnych podstaw magazy[-]nowania wspomnień. Nie miała ona żadnych dowodów w badaniach i służyła jako hipoteza w okresie, gdy „modne” było tworzenie teoretycznych spekulacji o naturze procesów psychicznych. Ta oraz powstałe niedługo później podobne teorie dały impuls do kontrowersyjnych eksperymentów nad „przekazywaniem” pamięci u płazińców, które prowadził James V. McConnell. W połowie lat sześćdziesiątych pojawiły się doniesienia o transferze pamięci u ssaków opartym na mechanizmie chemicznym, jednocześnie wskazywano różne substancje grające w nim główną rolę.

W kręgu fałszywych proroków
W roku 1996, dziesięć lat po opublikowaniu wydania oryginalnego, w Polsce ukazała się książka izraelskiego biologa o polskim rodowodzie Aleksandra (Leshka) Kohna (1919-1994) pt. Fałszywi prorocy. Oszustwo i błąd w nauce i medycynie. Autor zawarł w niej rozdział dotyczący kontrowersji w badaniach nad chemicznym transferem pamięci, nadając mu dość asekurancki tytuł „Skotofobina – rzeczywistość czy fikcja”. Lektura rozdziału nie pozostawia jednak wątpliwości, że rzecz dotyczy „fikcji”. Choć z drugiej strony, Kohn operuje w nim materiałem, prowadząc do tej tezy na skróty. Nie traci czasu na finezyjne rozważania nad tym, jak doszło do odkrycia czegoś, co nigdy nie istniało i jakie były tego następstwa dla jego autora, czy w ogóle dla rozwoju neurobiologii.

Aby poznać historię „odkrycia” skotofobiny, najprościej jest sięgnąć do prac samego Georgesa Ungara. W roku 1980 ukazało się w ramach „Biblioteki Problemów” polskie tłumaczenie książki Ungara A la recherche de la memoire (1976) pod tytułem Pamięć. Autor przyznaje w niej, że bezpośrednim impulsem do jego badań nad udziałem czynników chemicznych w procesach uczenia się i pamięci były właśnie doniesienia J.V. McConnella o eksperymentach nad transferem warunkowania u płazińców. Nie ustał jeszcze spór wokół rewelacji McConnella, gdy cztery niezależnie od siebie pracujące zespoły przedstawiły wyniki swoich badań nad kręgowcami, pod kątem przekazywania wyuczonych zachowań. Były to grupy z Europy (z Czechosłowacji i Danii) oraz z USA (z Kalifornii i Teksasu).

Schemat eksperymentów był podobny: grupę zwierząt-dawców poddawano tresurze, której celem była modyfikacja zachowania. Po wyuczeniu pożądanych zachowań dawców uśmiercano, a wyciągi z ich mózgów podawano zwierzętom-biorcom, które dotąd nie przejawiały takich umiejętności. Następnie oceniano zachowanie biorców – sprawdzając, czy pojawiają się w nim zmiany takie, które utrwalono wcześniej u dawców.

W teksańskim laboratorium Ungara badano w roku 1964 mec...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy