Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

14 stycznia 2021

NR 2 (Luty 2021)

Przeciągając sprawę, czyli słów kilka o zwlekaniu

42

 
Spędziłam chyba z pół godziny, scrollując strony z fotelami (ten, na którym teraz siedzę, prawie się rozpada). I pewnie przeklikiwałabym się dłużej, gdyby nie deadline na tekst o zwlekaniu. Wzięłam więc telefon i ustawiłam sobie czasomierz na 20 minut. „Piszesz przez 20 minut” – nakazałam sobie tonem wciąż-jeszcze-cierpliwej matki, ale takiej, o której wiadomo, że goni resztkami. „Offline” – dodałam dla jasności.

Co we mnie zwleka? Co sprawia, że w ogóle potrzebuję ze sobą negocjować – zamiast po prostu siąść, napisać, wstać i iść robić inne rzeczy?

Wytworne słowo „prokrastynacja”, brzmiące o niebo lepiej niż „lenienie się” czy „odkładanie”, zostało stworzone, kiedy zechcieliśmy bliżej przyjrzeć się temu dziwnemu zjawisku: chodzimy dookoła tego, o czym wiemy, że jest naszym zadaniem, nieuchronnym, często przez nas samych wybranym, a jednak nie bierzemy się za nie, spędzając czas niejednokrotnie o wiele dłuższy na czynnościach kompletnie zbędnych. Dlaczego?

POLECAMY

Ze swojego doświadczenia wykminiłam, że moment, kiedy biorę się za to zadanie, jest dla mnie momentem próby. Kiedy klikam na Ctrl N, kładę palce na klawiaturze i patrzę na biały plik i migający w oczekiwaniu na pierwszą literę kursor. To jest ten moment, kiedy się okaże, czy mam coś do powiedzenia. Wcześniej, zajęta gadaniem na czacie z przyjaciółką, scrollowaniem rzeczonych foteli czy czyszczeniem skrzynki e-mailowej, nie staję przed żadnym progiem, nic się o mnie nowego nie okazuje. Ale teraz? Surowa Wewnętrzna Komisja już mości się za stołem przykrytym zielonym suknem, już widzę zmarszczone brwi – „No, dawaj, koleżanko, pokaż, co potrafisz! Pokaż, czego nie potrafisz!”. 
Im wyższy status Szanownej Komisji w naszym życiu, tym bardziej bolesne i mniej owocne może być podejmowanie działań, kiedy jesteśmy w zasięgu jej wzroku. A niektórzy z nas są w tym zasięgu ciągle – od momentu, gdy otwierają rano oczy, do chwili, gdy zamykają je wieczorem, ciągle siebie za podszeptem Komisji poganiają i batożą. Być może, gdybyśmy umieli zobaczyć jej członków jako zwykłych ludzi, którzy zdejmują togi, wkładają dresy, żują gumę, drapią się po nosie, udałoby się nam z większym spokojem i bez nadmiernego zwlekania podchodzić do naszych zadań. Być może nawet udałoby się wysłać Komisję na zasłużony urlop, a może i emeryturę. Kiedy to piszę, myślę o tym, jak zmieniłoby to moje życie, jak wiele stałoby się możliwe i o ile więcej byłoby w nim codziennej lekkości. 

Uwalniając się spod zbyt surowego wewnętrznego osądu, uwalniamy też zasoby, które pozwalają nam znaleźć się na przecięciu pracy i zabawy – tam właśnie mieszka twórczość.

Bo też nie da się naraz być twórczym i egzaminowanym. To technicznie niemożliwe. Tak więc uwalniając się spod zbyt surowego wewnętrznego osądu, uwalniamy też zasoby, które pozwalają nam znaleźć się na przecięciu pracy i zabawy – tam właśnie mieszka twórczość. 

Czy jeśli to zrobimy, jeśli dokonamy takiego wewnętrznego przekształcenia, całkiem przestaniemy zwlekać? Nie sądzę. Jest przecież jakaś, za przeproszeniem, funkcjonalność w zwlekaniu. Osobiście w każdym razie odczuwam do niego swego rodzaju szacunek i zamierzam go w sobie pielęgnować. Zaczęło się od tego, że w mojej ukochanej książce Clarissy Pinkoli Estes Biegnąca z Wilkami przeczytałam kiedyś, że zwlekanie to konieczny etap rozwoju, wręcz zapowiadający to, że przystąpimy do potrzebnej akcji. Zwlekanie jako etap rozwoju – cudowne! Tę wyzwalającą koncepcję przedstawiałam sobie samej wielokrotnie. Oferowałam ją także swoim licznym znajomym, którzy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy