Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

23 sierpnia 2016

Praca na okrągło, dzieci na weekend

102

Zabiegani, pracujący od świtu do nocy rodzice powierzają dziecko dziadkom. Często robią to w dobrej wierze, bo nikt nie zajmie się ich synem czy córką tak dobrze jak babcia. Jednak po kilku latach, gdy chcą zabrać odchowane dziecko do domu, ono nie chce iść z „obcymi ludźmi”. Dziecka nie można bezrefleksyjnie przesadzać z jednego miejsca w inne - przekonuje BARBARA SMOLIŃSKA w rozmowie o weekendowych rodzicach oraz dziadkach w roli taty i mamy. BARBARA SMOLIŃSKA jest doktorem nauk humanistycznych, certyfikowanym trenerem i superwizorem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Zajmuje się psychoterapią indywidualną, małżeńską i grupową. Pracuje w warszawskim Laboratorium Psychoedukacji.

MAGDA BRZEZIŃSKA: Czy rodzice, którzy powierzają swoje dzieci na wychowanie dziadkom, są jeszcze faktycznie rodzicami w oczach dziecka?

BARBARA SMOLIŃSKA: – Nominalnie pozostają rodzicami, natomiast faktycznie... trochę przestają być tymi, którzy wychowują dziecko. Mówimy o dzieciach małych: niemowlętach i tych w wieku żłobkowym i przedszkolnym. Te dzieci nie rozumieją nowej sytuacji. One nie widzą jej w ten sposób, że „mam mamę i tatę, ale zaszły pewne okoliczności i teraz musieli powierzyć mnie dziadkom”. Liczą się fakty. A rzeczywistość jest wtedy taka, że są przy nich dziadkowie i to oni stają się najważniejsi.

Więc dziadkowie przestają wtedy być dziadkami, bo przejmują rolę rodziców?
– Trudno to jednoznacznie określić. Na pewno nie będą dziadkami w takim symbolicznym znaczeniu – rozumianymi jako osoby starsze, które nie zajmują się wnukami na co dzień, za to wprowadzają w wychowanie inne elementy niż te, które wprowadzają rodzice. Mówi się, że rodzice wychowują, a dziadkowie kochają bezwarunkowo, rozpieszczają. Jest w tym coś mądrego i dobrego. Moi pacjenci często wspominają, że to dziadkowie kochali ich naprawdę. „Ja to wiedziałam, czułam, że tak jest” – mówią.

Zatem dzieci tracą wtedy podwójnie – rodziców w roli rodziców i dziadków w swojej roli?
– Trochę tak jest. Przy czym wiele zależy od dojrzałości dziadków, wieku, zdrowia i ich gotowości, by w pewnym stopniu wypełnić obie role. Bo są postawieni wobec wyzwania, że mają być i dziadkami, i rodzicami.

To kim są rodzice w takiej sytuacji?
– Oni są jakby na długim zwolnieniu. Chyba nie w pełni zdają sobie sprawę z wagi tej sytuacji. Moi pacjenci opowiadają po latach: „Tak, rodzice przyjeżdżali do mnie i odwiedzali mnie u dziadków co drugi albo w każdy weekend, ale tak naprawdę to nie były dla mnie bliskie osoby. Bliżsi byli mi ciocia i wujek, którzy mieszkali z dziadkami”.

Zrywa się wtedy więź między dziećmi a rodzicami, bo rodzice nie towarzyszą dzieciom na co dzień. A co w takiej sytuacji dzieje się z relacjami między rodzicami a dziadkami?
– Przede wszystkim może się później pojawić bardzo dużo zazdrości ze strony młodych rodziców wobec dziadków o przywiązanie dzieci do nich, pretensje o to, jak zostały wychowane itp. Dziadkowie z kolei mogą czuć się odsunięci, wykorzystani.

Rodzice zazdroszczą, bo nagle odkrywają, że to już nie jest ich dziecko?
– Nawet w te przysłowiowe niedziele, kiedy stęsknieni przyjeżdżają do dziecka, ono może reagować na nich jak na obcą osobę. Dla dziecka nie ma przecież znaczenia formalna rola w rodzinie. Co z tego, że ta kobieta nazywa się mamą, skoro ono jest zżyte z babcią...

Mówimy głównie o negatywnych aspektach wychowywania dzieci przez dziadków. A czy są jakieś pozytywne?
– Oczywiście. Przede wszystkim to, że zazwyczaj dzieci mają u dziadków bardzo dobrą opiekę. Dziadkowie poświęcają najczęściej wnukom sporo czasu i uwagi. Są bardziej wyrozumiali i cierpliwi. Schody zaczynają się wtedy, gdy rodzice chcą zabrać dziecko od dziadków. To jest dla dziecka dramatyczne przeżycie, bo ono nagle, mając 3, 5, 7 lat – zazwyczaj przed pójściem do szkoły zabiera się dziecko od dziadków – jest „wyrywane” od ukochanych dziadków, z jego miejsca do obcego miejsca i trochę obcych mu ludzi. Tak to wygląda z perspektywy dziecka. Oczywiście, z perspektywy rodziców ta sytuacja prezentu[-]je się prosto: zabieramy swoje dziecko do naszego domu. Dorośli, którzy przeżyli takie „przesiedlenie” w dzieciństwie, pamiętają je długo. Czterdziestoparoletnia pacjentka opowiadała mi, że kiedy przyjechali po nią ci „obcy” ludzie, ona czuła, że to koniec świata. To było straszne zostawić babcię.

I potem odnaleźć się w nowym miejscu...
– Często jest tak, że dziadkowie mieszkają w małej miejscowości, w domku, a rodzice w dużym mieście, na osiedlu, w bloku z windą. To są dwie zupełnie inne przestrzenie. Z dziadkami inaczej płynie czas, w małym miasteczku żyje się wolniej – w mieście tempo jest dużo szybsze, więc dziecku przywiezionemu z powrotem do domu na początku trudno nadążyć za rodzicami.

Czym powinni kierować się dziadkowie wychowujący wnuki? Czy powinni stosować dokładnie te same zasady, co rodzice, czy też mają prawo wychowywać je według własnych reguł, skoro to im jest przekazana władza rodzicielska?
– Moim zdaniem, to nawet nie jest realne, żeby dziadkowie stosowali się do wskazówek młodych, którzy na co dzień mieszkają sto czy kilkaset kilometrów dalej. I też, szczerze mówiąc, nie widzę powodów, żeby to robili. To są przecież dziadkowie, oni nie są zatrudnieni, nie dostają za opiekę nad wnukami pieniędzy.

A jeśli dostają? Zdarzają się przecież i takie sytuacje, że rodzice mówią dziadkom: „Będziemy wam płacić, bo obcą osobę przecież musielibyśmy wynająć, a wy i tak zaopiekujecie się naszym dzieckiem lepiej. Więc dlaczego nie mielibyśmy w ten sposób wam się odwdzięczyć”. Jak Pani to ocenia?
– Wydaje mi się, że chyba ogromna większość dziadków nie zgodzi się na taki układ. Chyba że są w szczególnie trudnej sytuacji finansowej. Wtedy rodzice mogą w jakiś inny sposób im pomóc, zrewanżować się. Trudno mi sobie wyobrazić, że opieka nad wnukiem miałaby być odpłatna. Natomiast uważam, że rodzice oddając dziecko dziadkom, nie mają moralnego prawa wymagać, by było ono wychowywane w określony sposób. Bo jednak jest ono powierzone dziadkom. Jeśli rodzicom nie podoba się styl wychowawczy dziadków, to powinni sami zająć się swoimi dziećmi. Trzeba znaleźć złoty środek. Co innego, gdy babcia przychodzi raz w tygodniu wieczorem położyć wnuka i mama prosi, żeby babcia nie robiła czegoś, co uderza w jej strategię wychowawczą, np. żeby nie dawała wnusi czekolady po umyciu zębów. Jednak ścisłe wyznaczanie dziadkom reguł, według których mają postępować z wnukami, budzi moje wątpliwości. Przecież oni kochają wnuki, więc chcą postępować z nimi będąc w zgodzie ze sobą. Jak nam się nie podoba, możemy zatrudnić obcą osobę.

A czy takie weekendowe rodzicielstwo może się zemścić na rodzicach, kiedy sami staną się dziadkami? Ich dorosły syn, który w dzieciństwie sam czuł się opuszczony przez rodziców, teraz przywiezie im swojego synka, argumentując: „zajmijcie się chociaż wnukiem, bo mnie wychowywała babcia. Nie namęczyliście się wtedy, to wychowujcie teraz moje dziecko”...
...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy