Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

30 listopada 2015

Powiedz mi, jaki jestem

0 750

Mamy do dyspozycji proste, łatwe w użyciu i, jak dowodzą badania, skuteczne narzędzie, by wpłynąć na innych ludzi. Wystarczy wiedzieć, co im powiedzieć lub o co zapytać… Wiedzieć, jak innych nazwać.

Olga Lipińska, reżyserka niezapomnianych kabaretów, opowiadała kiedyś w rozmowie dla „Wysokich Obcasów”, jak nieśmiałą była osobą: „Pamiętam siebie jako 20-letnią dziewczynę. Musiałam przejść przez kawiarnię, bo wolny stolik był dopiero na końcu. Tortura. Czułam sztywność całego ciała. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą i że jestem jakimś dziwolągiem. Tak całe życie”. Skąd się wzięła ta nieśmiałość u atrakcyjnej i błys­kotliwej kobiety? Być może udział w tym miały reakcje najbliższych osób i serwowane przez nie etykiety. Jak wspomina: „Moja mama patrzyła na mnie z dezaprobatą”. Razem z babką powtarzały jej wielokrotnie, że jest brzydka. Więc przynajmniej powinna być inteligentna.

Brzydka... inteligentna... Wiele takich etykiet przyklejamy sobie nawzajem w codziennym życiu. Gdy kolega kolejny raz się spóźnia z oddaniem swojej części pracy albo mąż znów zapomniał zapłacić rachunki i wyłączyli prąd, mimowolnie wyrywa nam się: „ale jesteś nieodpowiedzialny”! I wzajemnie – inni ludzie też mówią nam czasem, co o nas myślą. „Mój ty bałaganiarzu” – wzdycha żona na widok rozrzuconych skarpetek lub książek. Te opinie często odnoszą się do naszej osobowości. Stają się metkami, określającymi, co to za osoba. Niekoniecznie muszą mieć wymowę negatywną. Zdarza się słyszeć (albo mówić komuś): jaki z ciebie „pracuś”, solidny, hojny i uczynny człowiek. Jakie są konsekwencje przypinania takich łatek?

Jesteś uczynny, więc pomożesz

Przed 40 laty amerykańscy psychologowie Richard Miller, Philip Brickman i Diana Bolen przeprowadzili eksperyment, w którym uczniom piątej klasy szkoły podstawowej (przyjmijmy, że była to Va) mówili, że są schludni i dbają o porządek. Natomiast uczniom z innej klasy (Vb) tłumaczyli, że należy dbać o porządek. A potem sprawdzali, jak wyglądają sale lekcyjne. Okazało się, że w klasie Va naprawdę zrobiło się czyściej. A zatem etykiety działają!

Kilka lat później psychologowie społeczni Angelo Strenta i William DeJong zbadali, jaki jest wpływ etykiet prospołecznych. Najpierw studenci wypełniali kwestionariusz osobowości. Następnie powiedziano im, jakie wyniki (rzekomo) osiągnęli – jednych poinformowano, że, jak wynika z testu, są bardziej inteligentni od większości osób badanych, innych zaś, że są uczynni i troskliwi, jeszcze inni dowiedzieli się, że wyniki będą za tydzień, a psychologów szczególnie interesuje poziom ich uczynności. Gdy studenci opuszczali laboratorium, jednej z eksperymentatorek wypadł z dłoni stos 500 tekturowych perforowanych kart komputerowych (wtedy nie używano jeszcze pendrive’ów). Obserwowano, czy badani pospieszą z pomocą i ile kart podniosą. Okazało się, że ci uczestnicy, którzy wcześniej dostali etykietę osoby uczynnej, częściej pomagali eksperymentatorce zbierać rozsypane karty i podnosili z podłogi więcej kart niż badani z dwóch pozostałych grup.

Dlaczego etykietkowanie działa? Psychologowie przyjmują najczęściej, że człowiek, który otrzymuje od innych informacje na swój temat, zastanawia się nad ich prawdziwością. Na przykład ktoś mówi nam, że jesteśmy roztrzepani... Jeśli etykieta pochodzi z wiarygodnego źródła, a zarazem nie jest sprzeczna z tym, co o sobie sami myślimy, przyjmujemy, że „tacy właśnie jesteśmy – roztrzepani. Ile razy zapomnieliśmy wyłączyć światła w samochodzie, szukaliśmy kluczy od domu itp.”. Ponieważ większość z nas ceni sobie bycie konsekwentnym, rośnie prawdopodobieństwo, że zachowamy się zgodnie z treścią etykiety. Jeśli jestem „schludna”, to nie pozwolę, by w klasie szkolnej był bałagan. Jeśli jestem „uczynny”, pomogę komuś w potrzebie.

Układu wyników w eksperymencie Angela Strenty i Williama DeJonga nie można natomiast wyjaśnić działaniem dobrego nastroju: miło jest usłyszeć, że jest się uczynnym, ale etykieta „inteligentny” powinna wywołać co najmniej równie dobry nastrój, a jednak nie zwiększyła gotowości do pomocy. Nie wyjaśnia wyników także poznawcza dostępność „bycia uczynnym” – przecież grupa, która dowiedziała się, że na diagnozę swej uczynności musi jeszcze poczekać, także powinna o swojej uczynności myśleć. Ale nie myślała, a w każdym razie nie była skłonna bardziej pomagać.

Leń się bardziej leni
Już od dziecka słyszymy – najpierw od rodziców, potem od nauczycieli – „ale z ciebie bałaganiarz!”, „ty leniu!”, „nic cię nie interesuje oprócz gier komputerowych!”. Intencja osoby dorosłej jest oczywista: chce zawstydzić dziecko i skłonić je, by pokazało, że to nieprawda (zeszło z kanapy, zabrało się za robotę, posprzątało pokój, oderwało się od komputera i rzuciło się do czytania książek). Niestety, efekt takich oddziaływań najczęściej jest odwrotny do zamierzonego.
Dlaczego? Przecież opinie wyraża osoba dla dziecka wiarygodna, będąca autorytetem. A dziecko nie ma jeszcze wykrystalizowanej samowiedzy. O ile dorosły wierzy, że sam najlepiej siebie zna, to dziecko zapytane o mocne i słabe strony, nierzadko odpowiada: „spytaj o to moich rodziców”. Spełnione są więc oba warunki potrzebne do wystąpienia efektu etykietkowania: ten, kto przykleja etykietę, jest wiarygodny, a jej treść nie zderza się z odmienną wiedzą na swój temat. W efekcie dzieci zaczynają zachowywać się zgodnie z etykietą: mają coraz większy bałagan w pokoju, coraz częściej bezmyślnie leżą na kanapie i coraz trudniej oderwać je od komputera.

Żółta deska w kropki

W klasycznym etykietkowaniu mówi się człowiekowi, że ma jakąś specyficzną cechę. A co się stanie, jeśli mu powiemy, że jest ekspertem w jakiejś dziedzinie? Psychologowie społeczni Anthony Pratkanis i Yigal Uriel z University of California założyli, że taki ktoś będzie bardziej skłonny do spełnienia prośby, która dotyczy właśnie tej dziedziny. Będzie się bowiem starał ukryć, że czegoś w tym obszarze nie rozumie, na czymś się nie zna.

Na przykład na tym, w jakim kolorze powinna być deska surfingowa. Na plaży w Santa Monica w Kalifornii poproszono surferów, by podpisali petycję na rzecz wprowadzenia przepisu, że początkujący surfer dno swojej deski musi pomalować na żółto, a na tym tle umieścić groszki. Wcześniej część badanych osób komplementowano za ich umiejętności w surfowaniu. Okazało się, że po takim komplemencie petycję, de facto idiotyczną, podpisało ponad dwa razy więcej surferów. Być może komplement wprowadził ich w dobry nastrój, a także uruchomił regułę wzajemności – i to spowodowało, że częściej byli uprzejmi i spełniali prośbę. Badacze z góry przewidzieli możliwość takich interpretacji i wprowadzili do schematu eksperymentu warunki, w których surfer słyszał komplement, ale niezwiązany z jego umiejętnościami surfera. Współpracownik eksperymentatora chwalił go mianowicie za wspaniały strój do pływania i pytał, gdzie można taki kupić. Okazało się, że to nie zwiększało skłonności osób badanych do podpisywania podsuniętej petycji.

Dlaczego więc surferzy, których nazwano ekspertami, częściej podpisywali absurdalną petycję? Może liczyło się to, że miała nagłówek „Petycja bezpieczeństwa”. Jeśli jesteś ekspertem od surfingu, to pewnie powinieneś słyszeć o tym, że groszki na żółtym tle zwiększają bezpieczeństwo początkujących surferów. Nie słyszałeś? Może powinieneś zapytać? Ale czy ekspert powinien pytać o takie rzeczy? Powinien to wiedzieć, a jeśli wie, to winien popierać pomysł, by skłonić początkujących surferów do przemalowania desek. A zatem... podpisze petycję.

Wystarczy spytać

Możemy sprawić, że ktoś sam przyklei sobie etykietę. Jak to zrobić? Wystarczy użyć odpowiedniego pytania, by zaindukować wrażenie. Technikę tę w 2007 roku zaproponowali specjaliści od komunikacji San Bolkan z California State University i Peter A. Andersen z San Diego State University.
Teza, że zadawanie pytań może być skutecznym narzędziem wpływu społecznego, nie jest w psychologii nowa. Przed ponad 30 laty profesor Steven Jim Sherman z Indiana University prosił osoby badane, by spróbowały przewidzieć swoje zachowanie w określonej sytuacji. Założył, że ludzie zazwyczaj przeceniają prawdopodobieństwo zachowań społecznie pożądanych...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy