Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

28 stycznia 2016

Pechowcy i szczęściarze z własnego wyboru

16

Pechowcy sami „pecha” na siebie ściągają. I nie ma w tym nic magicznego – są po prostu tak przejęci przewidywaniem złego, że nie potrafią dostrzec dobrych stron spraw i rzeczy. Z kolei szczęściarze sami pracują na swój szczęśliwy los.

Jesteś naprawdę szczęściarzem, ja wprost przeciwnie: czuję, że wciąż prześladuje mnie pech – pewnie nie raz słyszeliście takie skargi. Wypowiadający je mają poczucie, że życie jest niesprawiedliwe, a los wciąż ich prześladuje. Czy to jednak możliwe? Wedle reguł prawdopodobieństwa, wszyscy ludzie powinni przeżywać przeciętnie mniej więcej tyle samo pozytywnych i negatywnych przypadków. Obojętnie, czy chodzi o wygraną na jarmarcznej loterii, czy o utknięcie w kolumnie samochodów na autostradzie w chwili, gdy auta na sąsiednim pasie poruszają się płynnie.

Ale rzeczywiście – pewnie każdy zna osobę, która wydaje się zawsze mieć szczęście, i inne, które wyglądają na urodzonych pechowców. Przyglądając się ich życiu, rzeczywiście można odnieść wrażenie, że tym wszystkim „coś” steruje. Taki pogląd był wyznawany przez wieki. Np. w starożytności ludzie często bezkrytycznie przyjmowali istnienie ponadnaturalnych wpływów na ich życie. Rzymianie zwykli zrzucać winę na boginię losu – Fortunę, która każdemu przydzielała szczęście i nieszczęście w sposób dowolny i dla człowieka nieprzewidywalny. Czy dziś jest inaczej?

Kromka, która spada na posmarowaną stronę
W naszych, połowicznie oświeconych, czasach terminy szczęście, powodzenie, uśmiech losu są zwykle łączone z przesądami i ezoteryką. Wiele osób nosi amulety lub inne talizmany, sportowcy zaklinają swoje maskotki, jasnowidze i wróżący z kart zyskują teraz dzięki wysokiej koniunkturze na swoje usługi.

Z drugiej jednak strony, coraz więcej badaczy próbuje uchwycić, zdekonspirować reguły szczęścia przy pomocy metod stricte naukowych. Tak czynił na przykład angielski dziennikarz naukowy Richard A.J. Matthews, który w połowie 1990 roku badał znane prawo Murphy’ego: „Wszystko, co może pójść jakoś nie tak, z pewnością tak zrobi”. Matthews chciał odkryć, czy pesymistyczne pojmowanie świata jest uzasadnione obiektywnie, czy też jest tylko naszym wyobrażeniem.
Brytyjski badacz wybrał bardzo życiowy przedmiot i temat eksperymentu: postanowił wyjaśnić, czy słuszne jest powszechne przekonanie – potwierdzane cytowanym wyżej prawem Murphy’ego – że posmarowana kromka, spadając ze stołu, zawsze upadnie na ziemię „maślaną” stroną. I co? Otóż, specjalnie zorganizowane, sponsorowane przez producentów masła badania udowodniły, że TAK! Kromka upada masłem na podłogę w większości przypadków! Czy Matthews odkrył rzeczywiście złośliwość losu?
W żadnym wypadku. Dalsze, bardziej zaawansowane eksperymenty wykazały, że częstotliwość upadania kromki na jedną lub drugą stronę jest wynikiem współdziałania sił grawitacji, tarcia i powszechnie znanej średniej wysokości stołu…

Zaczarowana kolejka do kasy
Także inne codzienne przypadki dają się wyjaśnić bez angażowania Fortuny. Na przykład to, że bierzemy parasol, nie ma żadnego wpływu na to, czy będzie padać, czy nie. Nie ma, choć większe prawdopodobieństwo współwystąpienia deszczu i parasola może zaistnieć – ale jest ono raczej uzależnione od prognozy pogody, którą poznaliśmy. Albo przekonanie, że w supermarkecie zawsze trafimy na kasę, w której pracownik dopiero się uczy i obsługuje klientów dłużej niż in-
ni: no tak, ale im więcej kasjerów, tym prawdopodobieństwo, że jeden obsługuje sprawniej od drugiego, jest
wyższe...

Przy ocenie zdarzeń jako zesłanych przez zły los mamy do czynienia z pewnym efektem psychologicznym. Otóż, oceniamy je jako nienaturalne wtedy, gdy rzucają się nam w oczy, gdy nam doskwierają. Przykładowo: złościmy się i zrzucamy na karb losu to, że autobus przyjeżdża dokładnie wtedy, gdy właśnie zapaliliśmy papierosa... Związek między tymi zdarzeniami – papieros przyciągający autobus – jest wykluczony. Ale statystycznie może istnieć, w zależności od tego, jak często palimy na przystanku i jak często jeździ autobus. Jednak i tego – czysto statystycznego – tłumaczenia nie przyjmiemy za naturalne. Wolimy szukać pecha.

– Różnica między zwykłymi i niezwykłymi zdarzeniami jest subiektywna – twierdzi Lorenzo Montali, psycholog z Università di Milano-Bicocca w Mediolanie. – Spóźnić się raz czy drugi to jest dla nas coś normalnego. Ale dopiero wtedy, gdy spóźnienie uchroni nas przed jakąś katastrofą, przestaje ono być dla nas zwyczajne. Mówimy sobie „to nie mógł być przypadek, że spóźniliśmy się dokładnie w tym dniu”. Nie przypadek? Zrządzenie losu? Ależ nie – żadne zrządzenie. Po prostu inne przypadki braku punktualności uleciały z naszej pamięci! – wyjaśnia Montali.

Wielu ludzi uważa jakieś zdarzenie za niezwykłe, ponieważ nie dopuszczają myśli, że ono może kiedykolwiek nastąpić. Tymczasem, patrząc obiektywnie, prawdopodobieństwo wskazu[-]je, że coś takiego, i owszem, może się zdarzyć. – Chodzi o rzadkie wprawdzie, ale zupełnie możliwe zdarzenie. To jest na przykład wygrana w Lotto – tłumaczy Montali. Albo coś innego, coś, co może przekona zapamiętałych hazardzistów. Otóż, zgodnie ze statystyką, mogą się oni chlubić znacznie większą liczbą wygranych niż inni ludzie. I zwykle to robią – z lubością przechwalają się licznymi kasynowymi sukcesami. Zapominają, że ich „szczęście” wiąże się z tym, że po prostu częściej grają, a swoim wygranym przypisują większe znaczenie. Tymczasem jasne jest, że kto więcej gra, będzie wygrywać częściej niż ktoś, kto nigdy nie usiadł przed jednorękim bandytą lub przy stole do ruletki…

Proszę natychmiast przestać liczyć!
Brytyjski psycholog Richard Wiseman z University of Hertfordshire zaczynał karierę zawodową jako magik. Nic dziwnego, że później, już naukowo, zajął się badaniem szczęśliwego losu. W 1994 roku dał ogłoszenie do popularnej gazety, że szuka zdeklarowanych szczęściarzy i pechowców. Życiorysy i postaci tych, którzy się zgłosili, Wiseman poddał analizie. Do jakiego wniosku doszedł? Otóż uznał, że około 12 procent badanych rzeczywiście można uznać za dzieci szczęścia, 9 procent – jako tych, których prześladuje pech.

Wiseman rozpoczął badania nad cechami osobowości wyselekcjonowanych przez siebie grup. Na ich podstawie stwierdził, że szczęści...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy