Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 sierpnia 2016

Oda do radości

98

Rodzimy się z nią, ufnie obnażamy się w bezzębnym uśmiechu, patrzymy oczami wielkimi jak spodki, bo każda chwila niesie niespodziankę... Potem wyrzynają nam się zęby, bliźni kąsają i świat staje ością w gardle. Grymas wszystkowiedzy wypiera uśmiech, gorzko naśmiewamy się z niej, że to niby kiczowaty symbol naiwnych i głupich... A przecież, gdy stajemy się głusi na jej głos i ślepi na jej blask, nasze życie staje się mdłe, bezdźwięczne i zanurzone w mroku. Odnaleźć radość, iskrę bogów nie jest trudno. Bo przecież... Radość tryska z piersi ziemi, Radość pije cały świat. Dziś wchodzimy, wstępujemy na Radości złoty ślad. Ona w sercu, w zbożu, w śpiewie, ona w splocie ludzkich rąk, z niej najlichszy robak czerpie, z niej najwyższy niebios krąg.

Starożytni Egipcjanie mieli piękne przekonanie dotyczące śmierci. Kiedy człowiek umiera i staje u bram nieba, strażnik zadaje mu dwa pytania: Czy znalazłeś radość w życiu? Czy twoje życie przyniosło radość innym? Twoje odpowiedzi zdecydują, czy dusza przekroczy bramę, czy nie... Te słowa skierował Morgan Freeman do Jacka Nicholsona w filmie „Choć goni nas czas”. Freeman grał tam niezamożnego mechanika, człowieka uczuciowego i oddanego rodzinie. Nicholson był ekscentrycznym miliarderem, samotnikiem, który niezbyt chętnie wchodzi w kontakt z ludźmi. Początkowo wydawało się, że nic ich nie łączy, a wszystko dzieli. To było jednak mylne wrażenie. Obaj właśnie usłyszeli wyrok śmierci – diagnozę choroby nowotworowej. Razem ułożyli karkołomny plan: postanowili zrobić rzeczy, o których zawsze marzyli, ale na które nigdy nie mieli czasu lub wcześniej nie potrafili się zdobyć.
A jak my odpowiedzielibyśmy na staroegipskie pytania?
Czy doświadczyliśmy radości życia? Czy byliśmy źródłem radości dla innych? Czy w ogóle wiemy, czym jest radość?

Uśmiech Duchenne’a
Jeśli poświęcimy chwilę uwagi naszym przeżyciom emocjonalnym, okaże się pewnie, że doświadczamy szerokiej gamy uczuć, emocji i nastrojów. Nie wszystkie z nich potrafimy nazwać i dookreślić. Nierzadko brakuje nam słów na opisanie tego, co czujemy. Nasze przeżycia są bardzo złożone, a różnice pomiędzy nimi – niezwykle subtelne. Psychologom udało się jednak wyodrębnić kilka emocji podstawowych. Paul Ekman, amerykański psycholog specjalizujący się w psychologii emocji, wymienia ich siedem: zaskoczenie, gniew, odraza, smutek, strach, gniew i radość.
Radość łatwo rozpoznać, co więcej – jej oznaki są podobne niezależnie od kultury, wieku czy rasy. Paul Ekman i Wallace Friesen dowiedli tego, prowadząc badania w Papui- -Nowej Gwinei. Obserwacje i badania pozwoliły im opracować system kodowania ruchów twarzy (ang. Facial Action Coding System, FACS). Jest to narzędzie, za pomocą którego można opisać podstawowe składniki ekspresji emocji. Wydaje się oczywiste, że o radości świadczy uśmiech na twarzy. Ale czy uśmiech uśmiechowi równy?
W czasie uśmiechu podnoszą się kąciki ust, jednak efekt taki można osiągnąć uruchamiając wiele różnych mięśni: mięsień jarzmowy mniejszy, mięsień jarzmowy większy, mięsień policzkowy, mięsień śmiechowy, mięsień dźwigacz kąta ust. Możemy zatem „uśmiechać się”, wcale się nie radując. Sprawę badał już w XIX wieku francuski neurolog Guillaume Duchenne. W 1862 roku stwierdził on, że uśmiech, który towarzyszy szczerej radości, jest bardzo specyficzny. W prawdziwie radosny uśmiech zaangażowany jest mięsień okrężny oka. Obserwacje Francuza zostały potwierdzone dopiero w drugiej połowie XX wieku przez Ekmana i Friesena, a radosny uśmiech, który angażuje nie tylko mięsień jarzmowy większy, ale też mięsień okrężny oka, został nazwany imieniem swojego odkrywcy – jest określany jako uśmiech Duchenne’a.
W jego trakcie mięsień jarzmowy większy unosi kąciki ust w kierunku kości policzkowej, a mięsień okrężny oka podnosi policzek i powoduje specyficzne marszczenie się skóry wokół oczu.
Badania Ekmana i Friesena pokazały jednak, że uśmiech Duche[-]nne’a to tylko jeden ze wskaźników radości. Ważne jest jeszcze, by aktywność mięśnia okrężnego oka i mięśnia jarzmowego większego były zsynchronizowane. Nie bez znaczenia jest też czas skurczu mięśni, bowiem zarówno niewielkie opóźnienie reakcji, jak i jej przedłużenie mogą wskazywać, że wyraz radości na twarzy nie jest tak naprawdę szczery. Radosny, szczery, uśmiech trwa zwykle od 0,5 do 4 sekund. Jeśli jest krótszy albo dłuższy, można podejrzewać, że jego źródłem jest emocja inna niż radość. Pozytywny afekt może być wtedy symulowany, a uśmiech może po prostu maskować emocje negatywne. Innymi słowy, radosny uśmiech powinien być spójny i trwać... tak w sam raz.

POLECAMY

Małymi kroczkami ku radości

Jak odnaleźć w życiu radość? Portal eHow podaje prosty przepis na radość. Stwórz listę rzeczy dających radość. Każdego dnia zapisuj te wydarzenia, które cię ucieszyły. Pozwoli ci to skoncentrować się na pozytywnych aspektach życia. Zrób coś dobrego dla kogoś innego. Pomaganie innym to najlepszy sposób na poprawę własnego samopoczucia. Otaczaj się pozytywnymi ludźmi. Obecność szczerze radosnych ludzi na pewno pomoże ci poradzić sobie ze smutkiem i przygnębieniem. Słuchaj pozytywnej muzyki – nic tak nie poprawia nastroju jak radosne dźwięki muzyki. Bądź miły dla innych. Uśmiech i miłe słowo skierowane do innej osoby sprawią, że radość będzie się rozprzestrzeniać. Wybierz się na spacer. Świeże powietrze i słońce szybko poprawiają samopoczucie. Oprac. ACh na podst. www.ehow.com

Grymas Mony Lisy
Uśmiechem, który każdy z nas zna bardzo dobrze, jest ten uwieczniony ponad 500 lat temu przez Leo[-]narda da Vinci na portrecie Mony Lisy. Krytycy i miłośnicy malarstwa renesansowego, amatorzy i specjaliści, od wieków zastanawiają się, co się za nim tak naprawdę kryje. Czy ten uśmiech jest wyrazem radości? Rozwikłać ten dylemat usiłowali m.in. holenderscy naukowcy pod kierunkiem Nicu Sebe z Universiteit van Amsterdam. Opracowane przez nich oprogramowanie komputerowe pozwoliło stwierdzić, że owszem, uśmiech Mony Lisy rzeczywiście wyraża radość. Ale nie tylko! Według wyliczeń naukowców, radość stanowi 83 procent odczuć kobiety uwiecznionej na płótnie. Jednak oprócz tego jej uśmiech skrywa nutę odrazy (9 proc.), strachu (6 proc.), a nawet złości (2 proc.).

A gdzie radość w czystej postaci? Czy istnieje radość bez domieszki innych emocji, wolna od smutku, złości czy cierpienia? Przeprowadźmy małe prywatne badanie. Rozejrzyjmy się wokół siebie. Posłuchajmy naszych bliskich, sąsiadów, współpracowników. Przyjrzyjmy się ludziom na ulicy. Posłuchajmy, o czym mówi się w telewizji, o czym donosi prasa. Choroba, katastrofa, zdrada, problemy w pracy, oszustwa, kradzieże, wypadki, gwałty – zewsząd bombardują nas takie informacje. Z czego się tu cieszyć? Gdzie szukać radości?

Pewien wychowawca postanowił porozmawiać ze swoimi uczniami o emocjach. Zaczął od małego eksperymentu: uczniowie mieli przywołać i wypisać na tablicy nazwy wszystkich emocji, jakie przyjdą im głowy. W ciągu kilkunastu minut udało im się wymienić kilkadziesiąt emocji. Wstręt, smutek, złość, gniew – te negatywne z łatwością przychodziły do głowy. Wściekłość, strach, lęk – uczniowie mnożyli negatywne odczucia. A co z pozytywnymi? Owszem, i te znalazły się na tablicy, ale było ich zdecydowanie mniej. Bo o radości mówi się mniej.

Świętujący Homo sapiens
Paul Ekman wśród emocji podstawowych wymienia tylko jedną pozytywną: radość. Pozostałe – pomijając neutralne zaskoczenie – są negatywne. Skąd ta dysproporcja? Wyjaśnienia możemy szukać w procesie ewolucji. Otóż, aby przetrwać w skrajnie nieprzyjaznym świecie, nasi praprzodkowie cały czas musieli zachowywać czujność. O zbliżającym się niebezpieczeństwie i zagrożeniu życia ostrzegały ich właśnie emocje negatywne. To dzięki nim byli w stanie podjąć szybkie działania adekwatne do sytuacji. Strach przygotowywał do ucieczki i uników, złość i gniew – do walki, a odraza mobilizowała do odgonienia czy wyrzucenia źródła emocji. Szybkie podjęcie działania znakomicie się sprawdzało. I nierzadko ocalało życie! Nie powinno dziwić zatem, że ewolucja nadała duże znaczenie emocjom negatywnym i aktywowanym przez nie wzorcom działania. Nie powinno dziwić, że one dominują wśród emocji podstawowych, z historyczno-rozwojowego punktu widzenia najbardziej prymitywnych.

Jak jednak w tym gniewnym gronie znalazła się emocja pozytywna? Po co była pradawnym łowcom-zbieraczom radość, dlaczego mechanizmy ewolucji nie wyrugowały jej? Przecież radość nie pomagała im w rozpoznaniu zagrożenia. Dziś też radością nie znokautujemy wroga... A jednak ewolucja utrwaliła zachowania radosne. Dlaczego? Okazywanie radości, umiejętność świętowania i odpoczywania pozwalały (i pozwalają do dziś) na szybsze odbudowywanie i zwiększanie zasobów fizycznych, społecznych i intelektualnych danego osobnika. Homo sapiens, który dawał się ponieść pozytywnym emocjom i umiał oddać się pozornie pozbawionym znaczenia zabawom, szybciej i efektywniej odpoczywał po trudach, był bardziej lubiany i lepiej radził sobie z rozwiązywaniem pojawiających się problemów. Fizyczne zasoby przydawały mu się w walce i na polowaniu, zasoby społeczne pozwalały mu zwrócić się do kogoś o pomoc lub zaprosić do współpracy, zasoby intelektualne pozwalały szybciej odnaleźć drogę lub obmyślić zasadzkę. Pozytywne emocje przygotowywały do radzenia sobie z trudnościami w przyszłości. Dzięki nim rosła szansa, że dany osobnik będzie żył dłużej i pozostawi po sobie liczne potomstwo. I tak przetrwali najradośniejsi.

Spirala zabawy
Związki między przeżywanymi emocjami a zachowaniem bada m.in. Barbara Fredrickson, kierująca Laboratorium Emocji Pozytywnych i Psychofizjologii na University of North Carolina w USA. Jest ona m.in. autorką teorii emocji pozytywnych (broaden-and-built theory of positive emotions). Badaczka zwraca uwagę, że o ile związek między odczuwaniem emocji negatywnych i zachowaniem jest bardzo wyraźny, to w przypadku emocji pozytywnych nie jest on tak jednoznaczny. Co wcale nie znaczy, że emocje pozytywne nie mobilizują nas do działania. Według Fredrickson, emocje pozytywne pełnią rolę komplementarną wobec emocji negatywnych – rozszerzają horyzonty myślenia i poszerzają nasz repertuar działań. W jaki sposób? Fredrickson tłumaczy, że radość wywołuje w nas chęć zabawy, w trakcie której często przekraczamy nasze ograniczenia, stajemy się kreatywni, wychodzimy poza nawykowy repertuar myśli i działań. Badaczka przywołuje tu igraszki młodych osobników obserwowane u wielu gatunków. Wyścigi, gonitwy, zapasy, przemyślne chowanie się przed partnerem jest później wielokrotnie odtwarzane przez dorosłe osobniki. Tyle że wtedy nie jest to już zabawa, ale walka o życie, obrona przed napastnikiem. Radość czerpana z zabawy przyczynia się w tym przypadku do zwiększenia kondycji i wyćwiczenia umiejętności unikania przeciwnika, ale stanowi też kamień węgielny pod budowę zasobów społecznych. Wzmacnia więzi i przywiązanie, rozwija intelektualnie.

Do podobnych wniosków doszedł w latach 80. ubiegłego wieku Nico Frijda, holenderski psycholog specjalizujący się w psychologii emocji, emerytowany profesor Universiteit van Amsterdam. Zauważył on, że za sprawą radości stajemy się bardziej aktywni i gotowi zaangażować się w działania czy interakcje, które się nadarzą. Jednocześnie chcemy się angażować w to, co sprawia nam przyjemność. Nabieramy chęci do bawienia się.

To „bawienie się” to nie tylko aktywność fizyczna, ale też społeczna, artystyczna i intelektualna. Pod wpływem radości eksplorujemy otoczenie, badamy to, co nowe i nieznane, odkrywamy i tworzymy. Zatem nawet jeśli zabawa nie służy osiągnięciu konkretnego celu, na pewno nie jest bezowocna.

Barbara Fredrickson podkreśla, że zasoby zdobywane dzięki przeżywaniu pozytywnych emocji są trwałe. Same emocje mijają, zastępują je inne odczucia, jednak to, co osiągnęliśmy za ich sprawą, jest nasze. Co więcej, zdobyte zasoby możemy wykorzystać, kiedy będą potrzebne, niezależnie od odczuwanych emocji, a zatem także wtedy, gdy będą nam z jakiegoś powodu towarzyszyć emocje negatywne. Oznacza to, że efekty działania emocji pozytywnych odczuwamy jeszcze długo po tym, gdy minie radosne doświadczenie. Szerszy repertuar zachowań i myśli sprawia, że jesteśmy lepiej przygotowani do pokonania ewentualnych problemów – i to nie tylko tu i teraz, ale w dłuższej perspektywie.

Jeśli zatem szukamy odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zwiększyć swoje zasoby, kompetencje i umiejętności, odpowiedź nasuwa się sama: bawmy się! Cieszmy. Tym bardziej że kiedy damy się już radości ponieść... na pewno przyniesie nam kolejne doświadczenia wywołujące radość. To samonakręcająca się spirala.

Radość bywa zaraźliwa

Obecność radosnych i szczęśliwych ludzi wokół nas sprawia, że sami jesteśmy bardziej radośni. Dowiodły tego trwające 20 lat badania realizowane pod kierunkiem dr. Nicholasa Christakisa, lekarza i socjologa z Harvard Medical School. Naukowcy pokazali, że emocje nie są wyłącznie indywidualnym przeżyciem. Wręcz przeciwnie – rozprzestrzeniają się po sieci społecznej niczym wirus. Nasze samopoczucie i stan emocjonalny zależą nie tylko od nas samych czy naszych najbliższych osób, ale również od tego, jak szczęśliwy jest... przyjaciel przyjaciela naszego przyjaciel...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy