O nie/wierze w istnienie własne

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

Staliśmy w korkach na skądinąd niedługiej drodze z podstawówki mojego syna do naszego wtedy jeszcze krakowskiego mieszkania. Nauczyłam się nawet lubić te korki i czas, który dzięki nim spędzaliśmy razem, być może dlatego, że korki, obok mycia naczyń, stanowią absolutnie ulubiony przykład autorów i autorek książek w nurcie zen, które namiętnie wtedy czytałam. To właśnie stojąc w korkach, mieliśmy, jak czytałam, najłatwiejszy do zaobserwowania wybór pomiędzy podkręcaniem swojej irytacji a braniem wdechów i wydechów. Łatwe do zauważenia było też, jak zerowy wpływ na długość korka ma poziom złości kierowców siedzących w puszkach swoich nieruchomych samochodów. Tak więc temat miałam opracowany – i jeszcze dodatkowo obok mnie siedział jeden z moich absolutnie najbardziej ulubionych ludzi, mój syn, który właśnie spędził osiem godzin swojego życia poza zasięgiem mojego wzroku. Moje przepełnione miłością matki serce było całkiem nieobojętne wobec tej okoliczności. I tak zaczynałam długą serię pytań. Jak było w szkole? (pytanie zadawane nieposkromionym chórem przez legiony rodziców, chociaż odpowiedź na nie jest zawsze taka sama). Kiedy formalności stało się zadość, ochoczo przechodziłam dalej: Co najdziwniejszego się dzisiaj wydarzyło? Kto jest teraz twoim ulubionym kolegą i ulubioną koleżanką? Czego najciekawszego dowiedziałeś się na lekcjach? Mój syn grzecznie odpowiadał mi na te pytania, a ja nie ustawałam w ich zadawaniu – aż do dnia, kiedy uprzejmie poprosił mnie, żebym zadawała mniej pytań. Stworzyliśmy wtedy formułę o nazwie „zasłonka” – kiedy mówił „zasłonka”, oznaczało to, że potrze...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy